Świat stanął na głowie przez koronawirus, który sparaliżował nasze życie. Kiedyś z politowaniem patrzyło się na osoby, które z niechęcią opuszczały swoje mieszkanie i wolały zacisze czterech ścian, teraz jest zupełnie odwrotnie. Dla ochrony własnej i rodziny ograniczamy do minimum wyjścia do sklepu, apteki czy nawet jakiekolwiek spacery. Tak w samotności nadal mamy możliwość takowe odbywać, ale z rozwagą i wątpię, aby sprawiał one taką radość jak wcześniej. Idąc chodnikiem, mijamy apteki, do których wejść można wyłącznie pojedynczo, lub obsługa odbywa się za pomocą okienka zewnętrznego. Podobnie jest z punktami pocztowymi, do których ustawiają się kolejki oczywiście z zachowaniem odległości.



Ciąża, a zagrożenie jakim jest koronawirus.


Czas płynie, dziecko rośnie, a ja razem z nim. Mam wrażenie, że tylko lokator z brzucha czuje się na miejscu i zupełnie nie przejmuje się tym, co na zewnątrz. Od przejmowania są inni, choć osobiście staram się zachować spokój. Życie zwolniło, sporo osób przymusowo siedzi w domu wykorzystując opiekę na swoje dzieci. Ja mam ten komfort, że trochę wcześniej niż wyszła ta cała sytuacja, przeszłam na zwolnienie lekarskie i zdążyłam lekko przywyknąć do stagnacji, jaka zapanowała w moim życiu.
Mimo wszystko miałam możliwość, aby wyjść do sklepu, na spacer i nie musiałam się zastanawiać, czy wchodzenie po kolei do 5 sklepów na raz, jest bezpieczne czy też nie. Obecnie idę do sklepu i czuję się winna, gdy muszę wydmuchać nos. Do tego przekładam zakupy kosmetyków w drogerii, bo skoro nie są pierwszej potrzeby, to mogą poczekać. Najwyżej listonosz się wystraszy, jak mu otworzę drzwi bez szpachli na twarzy, trudno.


Bardziej niepokojące dla obecnych ciężarówek jest utrudniony dostęp do badań i lekarza. Osobiście przywykłam do tego, że jestem pod kontrolą, czuje się bezpieczniej, wiedząc, że raz w miesiącu, ktoś sprawdzi moje wyniki badań i wykona USG. Jednak obecnie sporo wizyt zostaje odwołanych, właściwie nie wiadomo czy te nieodwołane wizyty się odbędą, bo wszystko zależy od względów bezpieczeństwa.


Podobnie jest z dostępem do lekarzy pierwszego kontaktu, nie mówiąc już o zapisanych wcześniej wizytach w poradniach. Samo wykonanie morfologii czy innych koniecznych w ciąży badań też może być utrudnione, przez zmienione funkcjonowanie diagnostyk, szpitali i przychodni. Miałam szczęście, że udało mi się z tym wyrobić tydzień przed tym, jak życie społeczne stanęło na głowie.
Nic nie wiadomo, jedyne co jest pewne to, że w razie, gdyby coś się działo, zostanę zamknięta w szpitalu bez możliwości odwiedzin. Więc lepiej, aby nie działo się nic. Czekaj dziecko do tego lipca i się nie ruszaj.



Jak zachować spokój ?


Wyjazdy na działkę są dla mnie sposobem na oderwanie się od mieszkania i tego całego zamieszania wywołanego przez koronawirus. Chcę i na razie mogę tam przebywać, więc zamierzam z tego korzystać. Oczywiście, żadne grille ze znajomymi nie mają i przez długi czas nie będą miały miejsca. Chodzi jedynie o dotlenienie się z dala od miasta. Chciałam napisać, że od miejskiego zgiełku, ale tak naprawdę zgiełku nie ma. Jednak w mieście łatwiej wejść w częściej uczęszczaną ulicę, niż na działkach spotkać tłumy ludzi.


Relaksująco działa na mnie również muzyka i staram się ją włączać zaraz po tym, gdy dziennik elektroniczny obwieszcza, ile zadań i tematów syn ma do przerobienia danego dnia. Jak sam stwierdził, wolałby iść do szkoły, a ja się z nim w 100% zgadzam. W takich sytuacjach cieszę się, że moje marzenie o nauczaniu matematyki nie miało szansy się spełnić. W roli nauczyciela nawet własnego dziecka nie sprawdzam się zupełnie.


W miarę możliwości odcinam się również od informacji płynących ze świata i z naszego kraju. Dopuszczam tylko te naprawdę ważne. Nie siedzę godzinami, wyszukując nowinek i teorii spiskowych. Czasem coś wpadnie mi w oczy, ale staram się potem zająć głowę czymś innym. Na koniec dnia sprawdzam tylko ilość nowych przypadków, a rano w mediach zazwyczaj podają informację o ewentualnych osobach zmarłych.


Co z wyprawką, gdy koronawirus puka do drzwi?


Ostatnio zdałam sobie sprawę, że temat porodu i wyprawki ustąpił stresowi o to, czy wizyta u lekarza się odbędzie, o to, czy uda nam się spędzić Wielkanoc w gronie rodzinnym i o to, czy kryzys nie pogrąży przedsiębiorców. I już wiadomo, że koronawirus bardzo namieszał i dużo czasu mienie zanim wszystko wróci do normy. Święta też nie będą takie jak zawsze, mimo nadziei i planów, jakie co roku sobie tworzyłam.


Przez to zamieszanie, na myśl o wyprawce jakoś nie było miejsca. Już od kwietnia muszę się za to zabrać na poważnie, bo wejdę wtedy z przytupem w 7 miesiąc ciąży. Wypadałoby mieć rzeczy na pobyt w szpitalu i na wyjście z niego. Bieganie po sklepach nie wchodzi w grę, więc tym mocniej zaszyje się w odmętach ofert online i zamawiać będę zdalnie większość z niezbędnych rzeczy. No, chyba że w kwietniu jakaś wróżka machnie swoją czarodziejską różdżką i problem epidemii zniknie, ale szczerze w to wątpię.


Jeśli macie ochotę przeczytać o tym, co już mam i jak do tej pory tworzyłam wyprawkę dla pociechy nr 2, to serdecznie zapraszam na wpis WYPRAWKA DLA DZIECKA. CO KUPUJEMY, A CZEGO NIE?