Po wczorajszym biegu nasunęły mi się pewne refleksje dotyczące tego sportu, a  którymi chciałabym się podzielić.  Nie będzie to wpis, jak przekonać się do biegania, będzie to raczej wpis o tym jak ja walczyłam z własnymi demonami.

     Pierwszy raz z bieganiem spotkałam się w liceum ( nie licząc lekcji wychowania fizycznego) z racji przeprowadzki ze wsi do miasta. Wiadomo wczesniej nie miałam gdzie biegać, po przeprowadzce już było gdzie, ale broniłam się od tego rękami i nogami. No bo przecież się spocę, bo zniszczę sobie fryzurę, bo ktoś zobaczy, że jestem czerwona jak burak po biegowym wysiłki. W szkole oczywiscie jak musiałam to biegała, ale nie lubiłam tego ogromnie. Nie mogłam pojąć jak ktoś dobrowolnie wieczorem wychodzi i zaczyna biegać. No przecież to nie logiczne, wcale nie musi, a biega i się poci. Jeszcze większym absurdem, było dla mnie chodzenie na aerobic i na siłownię. No bo jak to tak, idziesz tam i płacisz za to, że się pocisz? Bez sensu…

Początkujący gadżeciarz.

        Bzdurne myślenie, było moją asekuracją. Za bieganie nie płacisz nic, ani grosza, ale ja przeglądając internet wynajdywałam super potrzebne najdroższe buty biegowe, koszulki, spodnie itd. A tak na prawdę wystarczy, że na początku masz buty sportowe, do biegania po chodnikach lepsze będą adidasy, jeśli ktoś ma gdzieś blisko stadion to wystarcza zwykłe halówki. Do tego jakiś pierwszy lepszy czysty podkoszulek, w chłodne dni bluzę, no i oczywiscie spodnie dresowe, lub grubsze leginsy. Nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Oczywiście dobrze jest posiadać obuwie biegowe, specjalne dresy, pulsometr, krokomierz i inne dodatki. Ale to jest na prawdę droga sprawa, a na samym poczatku wystarczy nam stoper w komórce, albo w zegarku. O ile ktoś zdecyduje się biegać na czas.

           Pomysł na bieganie zrodził się w 2011 roku. Wstawałam wtedy o godzinie 5:00 i trzy razy w tygodniu próbowałam sił z marszobiegiem. Wytrwałam do momentu w którym o godzinie 5:00 było jasno. Miałam ogromna barierę, że ktoś może zobaczyć, że się spociłam, że ktoś zobaczy mój falujący na wietrze tłuszcz, że ktoś usłyszy jak sapię ze zmęczenia. Odpuściłam, stwierdziłam, że po wakacjach zacznę. Nie zaczęłam, choć bardzo brakowało mi biegania, to jednak nie umiałam się przełamać. Nadszedł Kwiecień 2012 roku i znowu zaczęłam biegać, tym razem częściej wieczorem. Po jakimś czasie dołączyła do mnie koleżanka i biegało nam się całkiem nieźle. Do czasu, aż nie dopadła mnie kontuzja kostki. Bite 2 miesiące nie biegałam. W sumie nawet więcej, bo kostka pobolewała. Ogarnęłam się w październiku i biegałyśmy do grudnia, wtedy pokonały mnie zatoki, potem ospa i mnóstwo innych przeziębień. Od marca zaczęłyśmy znowu biegać i mam nadzieję, że potrwa to długo.

Postępy: Zaczynałam od 45 sekund ciągłego biegu, 2 minuty to był dla mnie koszmar wiążący się z bólem głowy i paskudnym wrażeniem jak by mi mózg miał wybuchnąć. Teraz czasem brakuje tchu, nogi stają okoniem, ale biegnę ile sił, bo wiem, że bariera jest tylko i wyłącznie w moim mózgu. Postępy nie są chyba, powalając, biorąc pod uwagę to, że zaczynała 2 lata temu, obecne jestem w stanie biec 15 min bez ustanku, ale mózg nie chce mi już eksplodować:).

“Możesz nazwać siebie biegaczem jeśli bez ustanku biegasz 30 min i więcej.”

           Kurcze, a ja myslałam, że ze mnie rasowa biegaczka. No nic przeliczyłam się, ale może do wakacji mi się uda osiągnąć to sławetne 30 min. Powracając do elementu wstydu, że jak już zdecydujemy się na bieg to ludzie przechodzący koło nas będą widzieć zmęczenie i będą się z nas śmiać. Nic bardziej mylnego, to chyba ostatnia myśl jaka mogłaby się pojawić u kogoś nieznajomego.  Moją barierą ( jak pewnie u większości przeciętnych amatorów biegaczy) było jeszcze to, że jakiś sportowiec będzie mnie wyprzedzał i pomyśli sobie ” z czym do ludzi gruba babo”. W praktyce wyszło tak, że wiele osób mnie wyprzedza, inne biegają jak ja, jeszcze inne wolą marsz i tak na prawdę nikogo nie obchodzi to jaką prędkością porusza się jeden czy drugi. Każdy ma swoje tempo, każdy ma inny cel i jeszcze nie spotkałam się z jakąś dezaprobatą u biegaczy, czy w ogóle jakąś oceną czegokolwiek gdy biegam. Ostatnia rzecz podczas biegu to myśli o tym jak biegają inni. Jak się biegnie to myśli się o tym aby osiągnąć cel, aby się nie zabić jak na bieżni jest ciemno, aby się odstresować. Nikt z biegających nie przychodzi na stadion po to żeby popatrzeć sobie jak biegają inni. Gdyby sobie chcieli popatrzeć na ludzi, to weszliby do galerii handlowej, usiedliby na pierwszej lepszej ławeczce i obserwowaliby tłum.

Razem czy osobno?

          Gdy zaczynałam biegać, trasy przemierzałam sama, moim kompanem była komórka z muzyką, czułam się wolna, a jednocześnie zastanawiałam się co inni o mnie myślą. Po jakimś czasie, przyzwyczaiłam się do tego stanu i jakoś to bieganie sobie płynęło. Potem zaczęłam biegać ze szwagierką i sport nabrał innego wymiaru. Bieganie stało się przyjemniejsze, choć na początku myślałam, że się nie zgramy, że jedna drugą będzie opóźniać i w sumie tak mogło być. Jakoś się dograłyśmy z bieganiem i teraz jedna drugą motywuje. Mam wrażenie, że biegając w parach ta motywacja jest większa niż wtedy gdy się biega samemu, ale warunek jest jeden. Trzeba trafić na dobrego partnera biegowego. Jeśli ty czujesz, że druga osoba cie opóźnia, że mogłabyś dać z siebie więcej, ale jak już wyszliście razem biegać to nie za fajnie jest zostawiać ta druga biegową polówkę. Wtedy jedynym rozwiązaniem jest rezygnacja ( z partnera oczywiscie, nie z biegania). Ale żeby dojść do takiego wniosków potrzebne jest kilka biegów, bo istnieje ryzyko że nasz znajomy miał po prostu zły dzień, a to może przytrafić się każdemu. Biegając w towarzystwie jest po prostu weselej, masz do kogo otworzyć usta i można traktować bieg jako survivalowe spotkanie towarzyskie. Przynajmniej ja to tak traktuję, gdy umilamy sobie czas potrzebny na dojście na stadion.

Internetowe Pomoce Biegacza:

-http://www.kobietkibiegaja.pl

-http://www.bieganie.pl

– http://jak-biegac.pl/

– http://run-log.com

Tu możesz obliczyć przebyty dystans:

– https://maps.google.pl

Kalkulator kalorii

– http://vitalia.pl/index.php/mid/6/fid/22/kalorie/diety/act/wysilek