Bo tak po prostu jest.

Bo tak po prostu jest.

22 października 2013 17 przez Anna

      Tak dawno nie pisałam o odchudzaniu i nie robiłam bilansu. Powodów jest wiele, głównym jest moje lenistwo, ale jak z nim udaje mi się zawalczyć to potem dochodzi cała reszta. Nie poddałam się. Daję sobie czas na zebranie się w sobie. Kocham zaczynać i planuje powrót do sportowych postów, ale to dopiero w 2014 roku, o ile końca świata nie będzie, mnie nie spadnie cegłówka na głowę i nie zdarzy się nic innego co by uniemożliwiło mi pisanie.

A co tak na prawdę się dzieje? Co robię a czego nie?

 images

1.Na razie od wagi trzymam się z daleka, wiem że nie chudnę, a jeśli tak to minimalnie. No dobrze raz na jakiś czas wchodzę na nią kontrolnie i… albo oddycham z ulgą, albo zarządzam postny tydzień.

2. Ćwiczę palce na klawiaturze, to jest najczęstsze, gdy jest pogoda to pole do popisów mam większe, bo można pobiegać, a nie zawsze się chce. Paradoksalnie brak mi biegania ogromnie, ale leń jest silniejszy.

3. Korci mnie, aby wrócić do skakania na skakance, tym bardziej, że mój post na ten temat ostatnio zaliczył swój ogromny wzlot. Mam nadzieje, że komuś posłuży, mnie kiedyś skakanie wiele dało, teraz no cóż, jak ogarnę sposób w jaki mam poprzestawiać meble to może wrócę.

4. 18:00 godzina zero, staram się nie jeść po tej godzinie, może to mnie ratuje i jakoś waga sama się utrzymuje.

5. Odkryłam, że jeśli nie wychodzę ćwiczyć poza domem i nie zostawiam, mego księcia pod władaniem Pana i Władcy mego, to później nie mam sił na ćwiczenia. Umówmy się, jak się chce to się da. Ja nie umiem ćwiczyć z dzieckiem, bo jeden dzień jest fajnie, a drugiego dnia plącze mi się pod nogami i mam ochotę go zatłuc.  Sto razy lepiej jest gdy wychodzę wieczorem i biegam ( czego nie robiłam już na prawdę długo), bo po prostu wychodzę i biegnę, nie czekam aż dziecko pójdzie spać i nie jestem zależna od tego o której godzinie zaśnie. Przykład? Wczoraj mimo zmęczenia, chciałam poćwiczyć, ale tak na spokojnie bez małego, czekałam aż zaśnie. Doczekałam się po 22:00 i szczerze? Nie miałam sił by podnieść powieki. Teoretycznie jak się chce to można, a w praktyce można chcieć, a nie mieć sił.

6. Kupiłam hula hop za całe 6 zł. Szarpnęłam się niezmiernie. Obecnie kurzy się u syna w pokoju, czasem on je przeciera, kręcąc się na przedpokoju. Ja pokręciłam kilka razy. No przyznaje się… brak chęci, trzeba zmienić.

7. Żeby oszczędzić czas z komórki usunęłam kilka aplikacji, które sprawiały, że praktycznie co chwile z niej korzystałam. No ale o oszczędzaniu czasu, będzie post kiedy indziej.

8. Zaczęłam jeść więcej owoców i warzyw, staram się aby w domu były zawsze jakieś owoce, bo jak ich nie ma, to w sytuacjach awaryjnych zaczynam jeść chleb i inne takie rzeczy, których wieczorem jeść nie powinnam.

9. Nadal niedoścignionym marzeniem są dla mnie pompki, no nie umiem i dupa, chyba sie w życiu nie nauczę.

Tekst, za którego do dziś mam ochotę łeb urwać mojemu facetowi:

Anka, ale ty słaba jesteś! To już Marysia jest mnie w stanie utrzymać, a jest niższa.

* M., koleżanka z treningów Krav Magi, dodajmy, że jest połowę chudsza i ponad głowę niższa ode mnie, a jest w stanie utrzymać na biodrach mojego 190 cm osobnika… Hahaha jak to brzmi utrzymać na biodrach, ale jak inaczej nazwać taką pozycję do pompek, tyle że zamiast krzesełka jest druga osoba, a nogi oplatają się w okolicy pasa?