Kryzys na diecie. Jak oszukać głód?

Kryzys na diecie. Jak oszukać głód?

20 kwietnia 2017 3 przez Anna

Każdy z nas ma w tygodniu dni, w których czasem traci kontrolę nad tym co je i w jakiej ilości. Ma ochotę próbować więcej i więcej i nie czuje, aby ten głód malał. Dla mnie takim dniem jest niedziela. I nie ważne czy byłam na diecie czy też nie. Ten jeden dzień w tygodniu mogłabym nazwać dniem obżarstwa szeroko pojętego.

Kryzys niedzielny.

To jeden z niewielu dni, w którym życie zwalnia i mam więcej czasu na wypoczynek. Oczywiście nie leżę cały dzień, ale samo to, że nie mam czym rąk zająć sprawia, że automatycznie chcę coś zjeść. Nie jest to głód, ale sama chęć, która wierci mi dziurę w brzuchu i nakłania do kupna ciasteczek, chipsów i lodów. Do tego nie pomaga mi to, że akurat w niedzielę moi chłopcy nie dają mi forów i wcinają frykasy, które tak ogromnie mnie kuszą. Zapach chipsów pochłanianych przez domowników sprawiał, że chwytałam jabłko, suszone daktyle, albo wodę z miodem i cytryną, tylko po to aby przestać myśleć i zagłuszyć chęć sięgnięcia po niezdrowe przekąski. Każdego innego dnia tygodnia, mogliby koło mnie jeść litrami lody, kilogramami chipsy, a mnie by to zupełnie nie obchodziło. W ciągu roboczego tygodnia, magicznie wyłączają mi się zachciewajki.

Od poniedziałku do soboty jest o tyle łatwo, że nie mam kiedy podjadać. Do pracy zabieram jabłka, pokrojone marchewki albo coś innego co mi się nie rozbabra w torebce, potem w domu gotuję sobie warzywa, uwielbiam brokułu i kalafior, a jak nie mam na nie ochoty to sięgam po jarskie leczo. Pieczone warzywa jakoś nie za bardzo do mnie przemawiają. Dziwnym trafem po gotowaniu, szybkim spożyciu, odrobieniu zadań domowych z dzieckiem, przychodzi czas na bieganie, albo trzeba ogarnąć mieszkanie, rozwiesić pranie i zrobić milion innych rzeczy, które tak mnie zajmują, że po prostu nie czuję głodu, ale z niedzielą jest inaczej. Niedziela to dla mnie dzień X, w którym wszystko może się zdarzyć.

Jak oszukać głód?

Dlatego opracowałam sobie plan, w którym to właśnie w niedzielę, aby zając ręce powstaje najwięcej tekstów. Siadam sobie spokojnie na kanapie, na kolanach kładę mojego laptopa, wyjmuję notes w którym przez tydzień zapisywałam różne tematy i puszczam wodze wyobraźni. Można powiedzieć, że 90 % wpisów powstaje właśnie tego dnia tygodnia. Po obiedzie staram się wyciągać moich chłopaków na popołudniowy spacer, przejażdżkę lub cokolwiek innego, tylko po to aby być z dala od lodówki i zażyć trochę świeżego powietrza, a także po prostu pobyć razem.

Niedzielne wieczory spędzam na ćwiczeniach, uparcie próbując spalić moje znienawidzone boczki i znowu na  pisaniu postów. Pewnie głównie dlatego, że mój syn gdy tylko ma okazję biegnie do kolegów pograć w piłkę. Tego dnia opracowuję plan na kolejny tydzień. Nie chodzi tylko o żywienie, ale też o dni treningów, o to co i kiedy muszę zrobić aby wygospodarować czas na leniwy odpoczynek przed tv. Tak uważam, że takie leniuchowanie też jest ważne.

Jednak nie zawsze te wszystkie wdrożone sposoby zdają efekt. Wtedy gdy po prostu mam ochotę coś zjeść, to jem. jednak takich sytuacji jest bardzo niewiele. Mimo wszystko czasem nie da się inaczej i nie przejmuje się tym, bo musiałabym zwariować.