No niestety, jeśli ktoś ma zamiar się odchudzać i po jakimś czasie wrócić do starych nawyków, to powinien mieć świadomość, że waga również wcześniej czy później powróci. Niby każdy o tym wie, a jednak ciężko jest jednoznacznie wyprzeć z umysłu pamięć o śmieciowych potrawach.

       Wczoraj postanowiłam spisać listę błędów jakie oddalają mnie od osiągnięcia celu. Oprócz słabej silnej woli jest to oszukiwanie samej siebie, że trzymam dietę, ale tak na prawdę robię wszystko inne. Niby nie kocham cukierków, ale słodzone napoje to moja życiowa studnia rozpaczy. Najbardziej kocham pepsi, w której zawartość cukrów i polepszaczy rośnie  wraz ze spadkiem ceny tego specyfiku. Za mało warzyw w mojej diecie, dopiero od niedawna zaczęłam jeść owoce zgrozo! Do tej pory jadłam jogurty owocowe, oczywiście te słodzone i niemające z owocami nic wspólnego, a wydawało mi się że je tyle owoców. No nie jadłam…  Takich grzechów wypisałam na prawdę sporo, do niektórych sama przed sobą nie chciałam się przyznać skutecznie wypierając je ze swojego umysłu, bo czy jest kosteczka czekolady przegryziona drugą kosteczką, a potem trzecią zaraz przed obiadem? No niczym przecież, można to pominąć.

Czas goni nas, czas goni nas.

         Nie mam czasu, o 6:30 wstaje do pracy w tym czasie muszę ubrać siebie, dziecko, umyć zęby, zrobić Tomkowi kanapki do pracy, zrobić śniadanie sobie i dziecku. Nie no absolutnie nie mam czasu, żeby chociażby pościelić łóżka rano. Zaraz, czemu ja mam ścielić 2 łóżka skoro śpię na jednym? Dziecko drogie zabieraj tyłek sprzed tv i jazda ścielić swój grajdołek. Nie… mamo jestem zmęczony… Ok. na rower później też będziesz zmęczony i na zabawę piłką również. No ale co mi da te 2 minuty więcej? A sporo, na spokojnie dasz radę wyjść z domu do pracy. Pamiętaj wychodzimy o 7:35 a nie o 7:50! A i koniec spania do 6:30, od dziś budzik ustawiamy na godzinę wcześniej, dzięki temu, zyskamy całe 30 minut na poranną gimnastykę, 10 minut na prysznic, 5 minut na wysuszenie włosów i zostaje nam 15 minut na spokojne ogarniecie tematu zwanego ubiorem.

Paranoja wagowa.

Jak wiecie bilans ostatnio robiłam co tydzień, sporo mi to pomagało, ale tak na prawdę od jakiegoś czasu ważyłam się częściej. I to nie było co drugi dzień z samego rana. Ważyłam się rano po przebudzeniu, godzinę później zaraz przed wyjściem do pracy, później zaraz po przyjściu z niej, po zjedzeniu obiadu, po godzinie 20 i kilka razy przed spaniem. Waga, waga waga, waga. No ale cudów nie będzie jeśli poza ćwiczeniem wchodzenia na wagę wypracowałam nawyk opijania tego litrami słodzonych napoi. Waga poszła w kąt, a raczej schowałam ją głęboko w szafce i nie zamierzam wyjmować przez jakiś czas, trwający co najmniej 2 tygodnie. Czuję że powinnam skupić się nie na marszu na wagę, a na faktycznym robieniu CZEGOŚ, w kierunku odchudzania. No i sama waga to nie wszystko, bo wystarczy okres, a woda w organizmie zatrzymuje mi się w ilości ponad kilogramowego naddatku.

 

Wieczór.

       A kiedy przychodzi ta pora dnia, to już nie czas goni nas, a głód goni nas. I wtedy zjadłoby się coś słodkiego, pochrupałoby się chipsy i paluszki, albo słone orzeszki. Mmmmm nie ma nic lepszego od wylegiwania si przed TV i zapychaniu wolnego miejsca śmieciami. Co najśmieszniejsze zapchaj dziury używamy nie dla tego, że faktycznie jesteśmy głodni a dla tego że mamy czas, więc chyba lepiej aby ten czas gonił nas, bo paradoksalnie człowiek nie ma czasu na głupoty i podjadanie. A więc po przyjściu z pracy planujemy:

16:30- 17:20 Sprzątanie i przygotowywanie obiadu.

18:00 Zabieramy dziecko jak najdalej od lodówki czyt. na spacer, na podwórko gdziekolwiek.

19:00 Wracamy kąpiemy i karmimy pociechę, albo sama się karmi i kąpie jak ktoś ma szczęście.

20:00 Czytamy bajki.

20:30 Nasze dziecko już śpi, a my mamy czas na… porządki. No to teraz tylko trzeba wybrać, która szafka w kuchni potrzebuje odświeżenia. A może nasze ubrania na nas czekają?

21:00 A może by się porozciągać na dobranoc?

21:30 Piszemy  posta na bloga, na następny dzień, no bo rano nie ma kiedy… No i odwiedzamy innych w miarę sił i możliwości

22:20 Szybki prysznic i może jeszcze SPA?

23:00 Dobrej nocy, jutro wstajemy znowu o 5:30 i dzień rozpoczynamy od ćwiczeń, a może by tak wstać o 5:00 i pobiegać?

 
*Ta dziewczyna z fotki wyżej to oczywiście ja całe 6 lat temu, trochę mi  makijarz pojechał, no i kilogramów również było mniej.