Wirusówka

11 kwietnia 2012 5 przez Anna
             Bez lekarza się nie obeszło, płuca osłuchowo czyste, jedyne co to gardło lekko czerwone, a ponadto masa dzieciaków z tymi samymi objawami co mój młody. Jednym słowem wirusówka… Dostaliśmy receptę i podreptałam z nią do apteki, tam za dwa syropki zapłaciłam 50 zł. Teoretycznie nic dziwnego, ostatnio pieniądze uciekają mi nie dziesiątkami a pięćdziesiątkami. Trudno… zdrowie najważniejsze, badania moczu też wybrałam i są w miarę dobre, no może tylko w 2 erytrocyty w polu widzenia sie pojawiły, czego nigdy nie było, ale to jednak jest w normie wiec nie panikuje, czekam. Bo tylko to mi pozostało. Czekam, aż gorączka przestanie nas nachodzić, czekam, aż okaże sie że możemy jechać w piątek do Rzeszowa. Jeśli nie trudno, odwiedzimy naszą pediatrę na kontroli, Kacper będzie zachwycony, bo bardzo ją lubi. Nic dziwnego ma podejście do dzieci, a i rodzica wysłucha doda swoje 2 grosze, no i najważniejsze… Jest przeciwniczką podawania antybiotyków na byle co… Ja szczerze przyznam, że jestem chora z irytacji gdy muszę iść do innej lekarki. Wiem, że na zwykłe przeziębienie dostane antybiotyk, którego i tak nie wykupię bo nie widzę sensu faszerowania dziecka silnymi lekami skoro te słabsze z powodzeniem mogą sobie dać radę. Ja rozumiem poważne choroby, ale żeby  na przeziębienie przepisać dziecku agumentin to wg mnie lekka przesada. Raz nacięłam się na takie leczenie. W sumie zostałam oświecona przez jedną znajomą z forum i od tamtego czasu, bardzo zwracam uwagę na diagnozy i na to co lekarze przepisują. Antybiotyk nie jest lekiem na wszystko.