Po 2 letniej, a może i 2, 5 letniej przerwie, znowu wróciłam do biegania. Stało się coś, w co nikt nie wierzył, nawet ja, bo zawsze miałam jakąś wymówkę, a to nie miałam czasu, bo treningi młodego, a to obiad trzeba zrobić, albo zimno jest, żabami rzuca, wiatrem zawiewa, albo zmęczenie mnie brało.

Sama nie wiem jak i kiedy, znajoma rzuciła hasło bieganie, ja się przyznałam, że kiedyś ze szwagierką męczyłyśmy stadion obok jej bloku i tak jakoś obydwie dojrzewałyśmy do tego biegania. Jakiś miesiąc przed rozpoczęciem biegów kupiłam nowe dresy, których obecnie nienawidzę z całego serca, ale o tym innym razem.  Aż w końcu postanowiłyśmy zacząć i nie wiem czy od tak uda nam się skończyć, bo każda z nas łaknie sukcesów w postaci lepszych wyników no i oczywiście szczuplejszej sylwetki. Pierwszy dzień był ciężki, ale nie tak ciężki jak drugi. Obydwie miałyśmy chyba jakiś kryzys, albo to ten wiatr wiejący prosto w twarz sprawiał, że brakowało nam tchu. Coś, co uważałyśmy za całkowitą przeszkodę w bieganiu, czyli deszcz, nie sprawił aż takiego problemu jak ten uporczywy i niedający oddychać wiatr.

Nie wiem jak długo uda nam się wspólnie biegać, choć już teraz widzę upór i zacięcie u znajomej, której udało się przekonać jeszcze jedną koleżankę do wspólnego biegania. W kupie raźniej i weselej. Śmiem twierdzić, że we trzy spalamy więcej kalorii niż we dwie, bo podczas biegu, co chwilę pada jakieś zabawne podsumowanie naszej walki na śmierć i życie ze stadionem i z własną niemocą.

Nie będę tu opisywać tego ile dzięki bieganiu udało mi się schudnąć, bo to dopiero początek i nie wiem nawet ile wytrwam, choć już teraz widzę, że łatwiej jest biegać z kimś, bo nawet jak mnie się nie chce, to ta druga osoba, nie daje za wygraną i ciągnie na stadion. Motywacja i mobilizacja to dwa czynniki potrzebne na samym początku. Dlatego jeśli nie możesz się za coś zabrać, to poszukaj kogoś, z kim będziesz mógł to zrobić.

A wy biegaliście, lub biegacie nadal?