Halloween- dlaczego go nie obchodzę?


Moim zdaniem / poniedziałek, Październik 29th, 2018

Coraz więcej tradycji zachodnich wnika do naszej codzienności. Podobnie jest z Halloween. Z roku na rok coraz więcej dzieci i rodziców, przebiera się za upiory i wychodzi odwiedzać sąsiadów z hasłem na ustach „Cukierek, albo psikus!”. Głównym celem są słodycze i dobra zabawa. Nie wszystkim się to podoba, a tym którzy murem stoją za nową modą, nie podoba się zachowawczość tych, którzy są przeciw. Zarzucają nam- bo też się do nich zaliczam, zaściankowość, brak elastyczności i brak tolerancji.

Denerwuje mnie łażenie po domach w Halloween.

Właściwie nie do końca denerwuje, bo u nas tej tradycji jeszcze nie ma, ale wystarczająco irytujący jest dźwięk domofonu, który kilka razy dziennie wywołuje moje dziecko na podwórko i chyba równie mocno denerwowałoby mnie, gdybym musiała otwierać dzieciakom drzwi i rozdawać cukierki. Nie lubię ludzi, którzy zbierają na chore dzieci, koty i inne zbiórki, a robią to, chodząc po domach. Nie lubię, bo czuję się zobligowana, żeby dać pieniądze, choć nie chcę, więc muszę odmówić, lub nie lubię, bo chciałabym dać, ale jedyne co zazwyczaj noszę to karta do bankomatu. Z tym samym kojarzy mi się chodzenie i wymuszanie słodyczy. No może nie wymuszanie, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której otwieram drzwi, tych cukierków nie mam i co? Nie daję dzieciakowi? Oczywiście wychodzę na zgreda i zrzędę, która nie umie się bawić.
Ogromnie się cieszę, że żyję w małym mieście, gdzie dzieciakom nie przychodzi do głowy, żeby łazić po domach i „straszyć”. Dla jasności, kolędników też nie za bardzo lubię, no, chyba że mają coś do przekazania, ale zazwyczaj to jest jedna wydukana zwrotka kolędy i oczekiwanie na złoty deszcz. Zresztą nawet kolędników w ostatnich latach nie widać, ewentualnie jeśli chodzą to, wtedy gdy jestem w pracy i jakoś mnie omijają.

Nigdy nie mam w domu cukierków.

Nie kupuję i nie mam. Dlatego, gdybym zapomniała kupić, to z pewnością musiałabym udawać nieobecną, albo sama nie wiem co. A znowu, gdybym kupiła, to istniałaby możliwość, że nie doczekałyby tego konkretnego dnia, bo w magiczny sposób znalazłyby się w moim żołądku. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A jak już oczy widzą, to i dupa rośnie od samego patrzenia. Dlatego nie mam, nie kupuję, a jeśli kupuję to w małej ilości. Coś jak 3 Z dla ucznia, z tym że tutaj 3 Z łasucha. Zeżreć, Zaspokoić głód, Zapomnieć.

Katolickie spojrzenie.

Nie przemawia do mnie, że przebrane dzieci czczą zmarłe dusze, demony i tym podobne stwory. Albo co gorsza, że poprzez przebieranie się, przywołują je do świata żyjących. Kto chce dokonywać takich praktyk, to będzie to robił, dzieciakom chodzi jedynie o słodycze i dobrą zabawę.
Paradoksem jest to, że co roku w okolicach stycznia i lutego, w szkołach polskich organizowane są bale karnawałowe, a tam dzieciaki przebrane za postaci z bajek, super bohaterów i między innymi za mumie, duchy diabełki i inne czarownice. Do tej pory nikt nie robił z tego problemu, bo była to zabawa karnawałowa. Te same stroje używane w innej części roku, są już złe i nie na miejscu. Nie przemawia to do mnie zupełnie inna sprawa, że strach przed Halloween wynika z tego, że odciąga ludzi od naszego polskiego dnia Wszystkich Świętych i dnia Zadusznego. Niejako wyrywa z zadumy i melancholii. Osobiście uważam, że każdy ma swój rozum i ci, którzy nie są katolikami, nie obchodzą Zaduszek, a chcą łazić z dziećmi po domach, żeby dostać trochę łakoci, powinni móc to robić. Zresztą na świecie jest masa katolików, którzy obchodzą Halloween, a nie znają dnia Wszystkich Świętych i dnia Zadusznego. No i ostatnie i najważniejsze. Nasze Polskie święto nie wzięło się znikąd. Owszem zostało zmienione, ale wyrosło na podwalinach wierzeń Celtyckich i Staro Słowiańskich. Obrzędy te były inspiracją dla „Dziadów” Adama Mickiewicza.

Ja się cieszę, że na moim zacofanym Podkarpaciu, ta idea jeszcze się nie zakorzeniła. Może nawet nigdy się nie przyjmie, jednak moja niechęć jest zupełnie prozaiczna. Jestem już chyba stara i zrzędliwa, bo lubię ciszę i spokój.

(Visited 53 times, 1 visits today)

4 Replies to “Halloween- dlaczego go nie obchodzę?”

  1. Też nie jestem fanem chodzenia po domach, chociaż oglądanie horrorów ( i tych najbardziej tandetnych) w dobrym towarzystwie bardzo lubię. Czasami i imprezy w Halloween robiłam, bo wolę to o niebo bardziej niż taki Sylwester, który dla odmiany stanowczo bojkotuję i przesypiam. I żadne Halloween nie zastąpi Wszystkich Świętych, bo jest to jedno z fajniejszych świąt w kalendarzu, wbrew pozorom bardzo rodzinne i chyba bardziej sprzyjające zadumie i refleksji niż wszystkie inne. A z dzieciństwa pamiętam, jak tata i dziadek po powrocie z cmentarza opowiadali nam historie duchach, więc nawiązywanie w ten dzień do zjawisk nadprzyrodzonych, duchów, czarów itp. jest całkiem naturalne i wcale nie przyszło z „zachodu”.

  2. A u nas w Halloween nie łazi się po chałupach. Przed feriami dzieci w wyznaczony dzień mogą przyjść przebrane do szkoły i to wygląda mega, bo one w tych strojach się uczą, więc cały dzień po szkole pałętają się wiedźmy, duchy i inne takie. Nie ma żadnej potupai tylko wybór najlepszego przebrania. W tym roku nie było przebierania, bo zmarła nagle pani ze świetlicy i nie wypadało zupełnie się wygłupiać. W okolicach Halloween jednak w Belgii bawią się całe rodziny. Sa wieczorami urządzane wycieczki upiorów (każdy przychodzi przebrany) i szukanie skarbów, są inne imprezki z przebieraniem, muzyką i jedzeniem. Kiedyś córki organizowały wieczór hallowenowy dla koleżanek (zamiast urodzin, które majà w grudniu), przygotowały straszne dekoracje i obrzydliwy poczęstunek, koleżanki przyszły przebrane i umalowane. O 22giej poszłam z nimi do lasu, gdzie straszyły się wzajemnie i to był bardzo wesoły wieczór. Jednak zgadzam się z tym łażeniem na żebry, a u nas non stop ktoś coś sprzedaje na jakuś cel. A to kwiatki dla kobiet z rakiem piersi, a to inne kwiatki na schronisko dla psów, a to gofry dla skautów, szkoły, koła gospodyń i pierdyliard innych rzeczy. Na szczęście my rzadko bywamy w domu , a jeszcze rzadziej mamy gotówkę, bo nawet kieszonkowe dzieci dostają na konta ;-p

  3. Ja nie widzę nic złego w Halloween – jakoś nikt nie chce zakazać zabaw andrzejkowych, które jakby nie było opierają się na wróżbach i przepowiadaniu przyszłości, co też nie jest, nie ukrywajmy, zbyt katolickie 😉 Jeśli czyjaś wiara jest tak słaba, że zaszkodzić jej może wydrążona dynia, no to cóż… Co ciekawe, ze zjawiskiem chodzenia po domach zetknęłam się tylko w moim małym rodzinnym miasteczku (dość tradycyjne, konserwatywne środowisko), od kilku lat mieszkam w Warszawie i nikt mnie nie nęka. Więc może po prostu dzieciaki potrzebują takich wspólnych zabaw usankcjonowanych jakimś świętem (za chwilę zaczną krążyć po domach kolędnicy). Ale cukierków też nie miewam w domu (no chyba że żelki… ale te zawsze zjadam od razu) – zawsze się zastanawiam, jaki to psikus by mi wyrządziły małe demony pozbawione słodyczy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.