Jak nie drżeć na myśl, że dziecko może przypadkiem coś zepsuć?


Moim zdaniem / środa, Lipiec 25th, 2018

Gdy pojawia się dziecko, jesteśmy zachwyceni tym małym bezbronnym człowiekiem, który bez naszej pomocy, nie potrafi sobie poradzić. Jednak to maleństwo kiedyś staje się większe i bardziej samodzielne, aż w końcu przychodzi chwila, w której nasze duże dziecko coraz częściej bawi się samo, lub z grupką kolegów.

Jakie niebezpieczeństwa czekają na rodziców?

Zagrożeń jest wiele i potencjalnie każde z tych zagrożeń bezpośrednio uderza w nas rodziców. Bo każda nieprzyjemna sytuacja jest z nami związana. Choć oczywiście najbardziej dotyczy naszej pociechy. A co takiego może się stać, gdy nasz syn lub nasza córka zaczyna samodzielne zabawy?
Przez przypadek może złamać rękę sobie lub koledze. Nie mówię tu o sytuacji, w której jedno dziecko umyślnie krzywdzi drugie, ale wystarczy chwila podczas chociażby kry w piłkę i pozornie niewinna zabawa zmienia się w potok łez nieumyślnego sprawcy i poszkodowanego kolegi.

Można też jechać rowerem, nie wyrobić na zakręcie i zniszczyć sąsiadowi płot. Oczywiście w kontakcie roweru z ogrodzenie, bardziej ucierpi rower i dziecko na nim jeżdżące. Mimo wszystko podczas danego zdarzenia dochodzi do przypadkowego zniszczenia mienia. Jeśli ogrodzenie, jest mocne, to kończy się na zdartym łokciu i kilku siniakach.

Można też tak jak zdarzyło się to u nas, niechcący rzucić frysby w samochód sąsiada. Niby takie nic, ale może powstać szkoda, za którą przyjdzie nam zapłacić kilkaset złotych. Wydatek boli tym bardziej, jeśli sama zabawka kosztowała 6,99, a do szkody przyczynił się kiepski splot zdarzeń i niesprzyjające warunki atmosferyczne.

Jak zapłacić, kiedy w portfelu pustki?

Nie wiem czemu, ale zazwyczaj tak jest, że największe wydatki się kumulują. Nie potrafią się rozłożyć w czasie, tylko przychodzą do nas na hura. Dopłata za wodę? Dopłata za prąd? A może jeszcze jakieś kończące się ubezpieczenie albo wymiana garderoby rosnącego dziecka i do tego TO… Trzeba zapłacić za szkodę wyrządzoną przez własne dziecko. I co z tego, że stało się to nieumyślnie? Odpowiedzialność za dzieci to obowiązek wpisany w rodzicielskie życie, dlatego trzeba wszystko przyjąć na klatę i zapłacić. Tylko jak, jeśli w tym miesiącu było tyle wydatków, że zaczynamy się w tym wszystkim gubić?

Dobrym rozwiązaniem będzie OC w życiu prywatnym. Kto ma samochód, ten po części będzie wiedział, o co chodzi a ci, którzy go nie mają, zaraz się dowiedzą, na czym to polega. Gdy nasze dziecko przypadkiem stłucze sąsiadowi szybę, grając w piłkę, ubezpieczyciel pokryje koszt wstawienia nowej szyby. Gdy my przypadkiem zarysujemy sąsiadowi samochód, tracąc równowagę podczas jazdy na rowerze, również możemy zwrócić się do ubezpieczyciela o pokrycie szkody, którą wyrządziliśmy nieumyślnym zachowaniem. Podobnie jest, gdy zalejemy sąsiada, bo nasza rura w łazience postanowi pęknąć. Tego rodzaju sytuacji może być wiele i zapewne nie starczy mi fantazji na to, żeby je tutaj przytoczyć. Zresztą nie zamierzam tutaj gdybać. Pragnę tylko zwrócić uwagę, że wydatki przychodzą zupełnie nieoczekiwanie i mogą znacznie przewyższyć składkę roczną takiego ubezpieczania.

O tym, że takie ubezpieczenie jest potrzebne, wiedzą już nasi sąsiedzi z zachodu. W jednej rozmowie ze znajomą, która mieszka na obczyźnie, wyszło na jaw, że w Niemczech nie ma rodzica, który by takiego ubezpieczenia nie posiadał. Bo każdy zdaje sobie sprawę, że dziecko to tylko dziecko i nawet nieumyślnie może coś popsuć. Bardzo mnie to wszystko zastanowiło, bo wydaje mi się, że u nas zupełnie inaczej podchodzi się do tego typu rzeczy. Zresztą ja sama, często uważałam większość ubezpieczeń od dmuchnięcia i pierdnięcia jako stratę pieniędzy, a teraz nie koniecznie.

(Visited 32 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.