Jaka ja jestem biedna. Podziwiajcie mnie, bo urodziłam dziecko jako nastolatka.

Jaka ja jestem biedna. Podziwiajcie mnie, bo urodziłam dziecko jako nastolatka.

26 lutego 2014 15 przez Anna

           Wprawdzie do własnego gniazda się nie sra ( za przeproszeniem), ale ja zrobię wyjątek i oficjalnie stanę po przeciwnej stronie użalania się nad sobą, brania na litość i przedstawiania się w barwach młodej matki polki uciemiężonej. Nigdy nie ukrywałam, że zaszłam w ciąże wcześnie, nigdy nie ukrywałam że macierzyństwo w młodym wieku nie jest proste, baa nawet potrafi nieźle dać w kość, ale ludzie nie  dajmy się zwariować. Nie wiem czy to jakiś trend, czy to może z wygody ktoś puścił w eter, że młodym matkom należy współczuć i trzeba je nieustannie głaskać po główce w nagrodę, bo były takie dzielne i zdecydowały się urodzić dziecko, a potem nawet wychować! Ale to się przyjęło, szerzy się i ja jako matka nastolatka patrzę na to z przerażeniem. Gdy już myślałam, że to tylko moja fanaberia, że świruje bo nie mam zajęcia i nuda odbiła mi odcisk na rozumie, przypadkowo zagadnęła mnie Paulina . Ni z gruszki ni z pietruszki napisała, to o czym ja myślałam od jakiegoś czasu, a czego nigdy nie mówiłam, bo… Jak by to wyglądało że ja, która byłam, jestem i będę jedną z nich, nie zgadzam się z przedstawianiem matek nastolatek jako tych pokrzywdzonych przez los?

 417390_4154127905263_506913516_n

Z własnego doświadczenia wiem, że będąc uczennicą w ciąży nie jest kolorowo. Wiem jak do ciąży podchodzili ludzie ze szkoły i moi koledzy. Wiem jak podchodzili nauczyciele i jakim samozaparciem musiałam się wykazać żeby przeciwstawić dwóm nauczycielkom, które sukcesywnie próbowały mnie namówić do tego, abym nie podchodziła do matury. W brew pozorom ten ostrzał nie był jeszcze taki najgorszy, gorzej było gdy szanowna wychowawczyni i druga pani super, zaczęły w panice wydzwaniać do mojej mamy, aby ona przekonała mnie do rezygnacji. Oczywiście o moje dobro nie chodziło, a o ich prestiż. Im gorzej poszłoby mi na maturze z tych dwóch przedmiotów, tym bardziej zaniżyłabym im, jako nauczycielkom prowadzącym średnią. Do tego dochodzi wytykanie palcami, szeptanie po kątach i inne takie dodatki z którymi ciężarne uczennice mają do czynienia na co dzień. Łatwo nie jest, ale… Nie oszukujmy się, nikt mnie ani żadnej innej dziewczynie nie zrobił psikusa i podczas snu nie umieścił w brzuchu dzidziusia. Takie coś to można między bajki sobie włożyć, bo każdy z nas wie skąd biorą się dzieci. I większość nastolatków, która podjęła decyzję o współżyciu miała świadomość, że zabawa może skończyć się bardzo efektownym show na sali porodowej.

               Młodym matkom należy się pomoc i wsparcie, to jest bezwzględne i niepodważalne prawo każdej ciężarnej niezależnie od wieku, a może przede wszystkim tych młodych. Jenak sama pomoc i to szeroko pojęte wsparcie to nie prowadzenie za rączkę, a bardziej wskazanie kierunku, możliwości, różnych opcji wyboru ścieżki życiowej.  Ja jednak mam wrażenie, że ciężarne nastolatki zaczynają myśleć kategoriami ” Mnie się należy, bo urodziłam/ jestem w ciąży.”, ” Wszyscy powinni paść mi do stop i wychwalać pod niebiosa”, “Patrzcie na mnie, bo ja wychowuje swoje dziecko i jestem super, nie utopiłam go w kanale!”. Na większość z takich przesłań przybieram minę numer 15 obwieszczającą zażenowanie i kilka gramów pobłażliwości. To, że matka wychowuje swoje dziecko, to dla mnie nic nadzwyczajnego. Co z tego że ma, czy miała podczas porodu 15, 18 czy 25 lat. Każda z kobiet była w takim samym stopniu matką i tak na prawdę żadna nie zrobiła nic cudownego. Jasne, że jednym było ciężej innym było lżej, jedna musiała się wykazać większą zaradnością niż druga, ale czy to już powód do tego aby, kłaniać się w pas i twierdzić, że oto spotkaliśmy matkę idealną bo mimo młodego wieku nie zawahała się ani chwili, stanęła na głowie i nakarmiła, przebrała i wychowała? Ja rozumiem, że w pewnych warunkach jest to ciężkie, ale to w końcu nasz obowiązek… Konsekwencje swoich wyborów trzeba ponieść zawsze tak było kiedyś, jest i będzie, tylko nie rozumiem tego rozdmuchiwania. Nie chodzi mi o wpisy, artykuły, wypowiedzi mające na celu pokazanie, że nie jest łatwo jednak jeśli się chce to się da, ale o jawne użalanie się nad własnym losem. Jedna z drugą takie biedne są, bo w ciążę zaszły i zostały źle potraktowane przez los, w szkole  się na nie patrzyli, na ulicy je obgadali. Jasne, że tak nie powinno być, jasne że byłoby milej gdyby słyszało się na swój temat same superlatywy, ale życie nie jest różowe. To nie świat ma klękać przed tobą, tylko Ty powinnaś wziąć się w garść i z uniesioną głową, pewnością siebie i odrobiną pokory, a również zrozumienia dla innych, kroczyć przez życie. Może się mylę, ale większość młodych matek ma żal do wszechświata, że zostały wyśmiane, źle potraktowane, że ktoś im dogryzał. To co Was spotkało to było najzwyklejsze chamstwo ze strony środowiska, ale osobiście potrafię to zrozumieć, bo sama też byłam po tej drugiej stronie. Jako gimnazjalistka byłam światkiem ciąży jednej ze starszych koleżanek i szczerze przyznam, że patrząc na nią czułam się dziwnie. Ta dziewczyna nie miała na mnie bezpośredniego wpływu, ale gdyby ktoś wtedy zapytał mnie o zdanie na jej temat, stwierdziłabym, że głupia była, bo przecież jest tyle możliwości zabezpieczenia się. Absolutnie nie uważałam jej za supermenkę, bo nią nie była mimo, że chodziła do szkoły, zaliczała sprawdziany, kartkówki i wszystkie inne szkolne wydarzenia. Jak dla mnie sama sobie była winna i nie należała jej się taryfa ulgowa, bo niby czemu? Los jest przewrotny kilka lat później, to ja chodziłam z ogromnym brzuchem po korytarzu szkolnym i to ja byłam małpką w zoo dla większości, pamiętając dziewczynę z gimnazjum, sama sobie uświadomiłam, że tak na prawdę nie mogę wymagać od nikogo taryfy ulgowej. Moje dziecko to nie problem koleżanek z klasy, one nie musiały mnie akceptować, lubić, czy nawet tolerować, ale stanęły na wysokości swojego trudnego zadania i były wspaniałe. Podobnie było z nauczycielami, oni nie musieli mnie kochać, wielbić i dopingować do czegokolwiek, bo ja nie byłam ich problemem… To mnie miało zależeć, nie im. To moją przyszłość musiałam zarządzać i to ja miałam ponieść konsekwencje swoich wyborów, dla tego też nastawiłam się na normalny tryb uczniowski, bez widoków na jakiekolwiek taryfy ulgowe. Baa przygotowana byłam nawet na uszczypliwości, no bo skoro przed ciążę nauczyciele byli wredni, to czemu miałoby się to zmienić w trakcie? Tylko dla tego, że zdecydowałam się urodzić swoje dziecko? To chyba naturalne i za to Orderu Odrodzenia Polski się nie otrzymuje, więc dla czego ktokolwiek miałby się z tego powodu mną zachwycać?

                Czasem czytając wypowiedzi przyszłych i obecnych młodych matek jest mi wstyd. Uważają one bowiem, że im się należy bezwzględny szacunek, podziw. Przy czym oczekują klepania po plecach i nieustannych zapewnień, że są wspaniałe, że świat jest do kitu, a one dokonały cudu. Otóż nie, nie zgadzam się. Szacunek należy się każdemu, ale podziw tylko tym, którzy faktycznie zrobili COŚ, a nie że z marszu stawiamy na piedestale matki nastolatki bo one mimo wieku zachowały się odpowiedzialnie. Taki był ich obowiązek, konsekwencje ich wyborów i żadne to osiągnięcie że nie uciekły, nie zostawiły dziecka, a  zmierzyły się z przeciwnościami losu, tego się powinno od nas młodych matek oczekiwać. Tak jak wymaga się tego od każdej innej matki. Jak zaznaczyłam na początku, temat nie spadł mi z choinki, kiełkował w mojej głowie od jakiegoś czasu, aż w końcu przypadkowo zostałam skłoniona do wyrażenia swojego zdania, które mogliście przeczytać. Jeśli jesteście ciekawi jakie zdanie na ten temat ma Paulina studentka filologii rosyjskiej, to zapraszam na jej blog.