Jesteś gruby, on też jest gruby!

21 stycznia 2014 15 przez Anna

         Nie uważam się za lepszą od nikogo, nie staram się z nikim porównywać, a przynajmniej nie starałam. Wolę być neutralna i nie pchać nosa w nieswoje sprawy, ale od około tygodnia dostaje rozstroju nerwowego spotykając pewne osoby, które mam wrażenie że przykleiły się do mnie jak rzep do psiego ogona, a przynajmniej stały się czymś w rodzaju bumerangu. Zjawiam się ja i po chwili są i oni.Trują, ględzą, wyzywają i klną, to wszystko dzieje się przy ich dzieciach. Staram się ich unikać, bo nie podoba mi się to zachowanie, nienawidzę obnoszenia się z chamstwem i głupotą. Nie udaje mi się, jestem świadkiem poniżania, kpin i wyzwisk, skierowanych do ich własnych pociech. A to wszystko przy poklasku innych rodziców. Ci, którym to nie w smak, odsuwają się, unikają takich zgromadzeń, samotnie tkwią gdzieś w oddali spoglądając z przestrachem w kierunku TEJ grupy.

              Grubas to takie słowo na które mam jawną alergię… Dostaje gęsiej skórki, a chwilę potem przychodzi coś w rodzaju furii. Teraz wyobraźcie sobie, że słyszę słowo grubas, w różnych odmianach, najczęściej prawie pieszczotliwych i teoretycznie zabawnych przez kilkadziesiąt minut non stop. Zareagować? Jak !? Powiedzieć że tym dzieciakom może być przykro? Wątpię czy do takich rodziców to dotrze, są dla mnie beznadziejnym przypadkiem. Działa to destrukcyjnie na ich pociechy? Serio? No nie wiedziałam… Szkoda tylko, że inni tego nie widzą. Ktoś próbuje zyskać moją aprobatę w tej kwestii, nie jestem chamska, grzecznie wyrażam swoje zdanie i widzę jak w oczach innych, a przynajmniej tej części staje się dziwolągiem. Gdzieś słyszę szmer ” wywyższa się”, w nosie to mam. Nie chcę należeć do grupy ” obgadaj wyśmiej”, nawet jeśli to będzie znaczyło, że zostanę wykluczona.

            Najbardziej przerażające stwierdzenie jakie kiedykolwiek usłyszałam z ust kobiety wywarło na mnie tak ogromne wrażenie, że nie potrafiłam ukryć przerażonej i zdziwionej miny skierowanej w samą zainteresowaną… ” A bo to moje dziecko jak upośledzone się zachowuje.” Nigdy, prze nigdy nie przeszłoby mi coś takiego przez myśl, a co dopiero przez gardło. To jedno z wielu zdań, epitetów, które mam nieprzyjemność słyszeć, od których większość rodziców ucieka, a sama zainteresowana chwali się na prawo i lewo, że jest szczera. Ja dziękuję za taką szczerość, wolę być zakłamana. Wolę cieszyć się postępami swojego dziecka, i pracować na ewentualnymi niedociągnięciami, zamiast kpić z własnego syna. Baa z jakiegokolwiek innego dziecka. I w końcu wolę cieszyć się z tego, że mojemu dziecku nie są obce takie słowa jak, proszę, dziękuję i przepraszam, zamiast szczycić się tym, że mój syn z łokcia pociągnął jakiegoś obcego rodzica, zamiast przeprosić i poczekać aż ten się przesunie.

          Gdzie ten szacunek? Nigdy nie usłyszałam od swoich rodziców, że jestem pojebana, chujowa, zachowuje się jak down, czy czegoś innego ( z góry przepraszam za niewykropkowane określenia). Nie zamierzam w ten sposób odzywać się do własnego dziecka, a gdy słyszę tego typu słowa skierowane  bezpośrednio do innych dzieci, zastanawiam się jak one kiedyś będą się odnosić do swoich rodziców. Czy ci rodzice będą akceptować rzucanie mięsem w swoim kierunku? Czy przypomną sobie jak oni traktowali własne dzieci? Włosy mi się na głowie jeżą.

(Visited 24 times, 1 visits today)