Miasteczko kości.

Miasteczko kości.

31 października 2015 3 przez Anna

    Jak byłam mała, to najbardziej na świecie nie lubiłam procesji idącej przez cmentarz w dniu Wszystkich Świętych. Stałam wtedy z rodzicami obok maleńkiego grobu i nie widziałam w tym najmniejszego sensu. Skoro zmarli są w niebie, to po co stać i marznąć przy tych wszystkich pomnikach? Im starsza się stawałam, tym więcej rozumiałam. Po jakimś czasie zaczęły mnie fascynować historie wyryte na niewielkich tablicach nagrobnych. Każda z nich kryła tajemnicę, której mogliśmy się jedynie domyślać. Po cichu marzyłam o tym, aby zapytać mijanych ludzi zgromadzonych obok grobu bliskiego człowieka, o to kim był, jak się zachowywał i co robił ich bliski gdy żył. Oczywiście nigdy nie miałam na tyle odwagi, aby to zrobić. Za to przechadzając się cmentarnymi alejkami, wzrokiem szukałam starych grobów, które niejednokrotnie posiadały fotografię zmarłego. Takie to trochę upiorne, a z drugiej strony twarze tych ludzi sprawiały, że owo miejsce było czymś więcej niż tylko ziemnym nagrobkiem z tablicą upamiętniającą kogoś, kto kiedyś żył, a teraz jest jedynie wspomnieniem.

cemetery-989920_1280

    W Rzeszowie przy ulicy Targowej, znajduje się niewielki kościółek i Stary Cmentarz. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że mogiły zmarłych znajdują się również poza jego murami tuż pod asfaltową drogą, choć to nie jest potwierdzone, a przynajmniej kiedyś nie było. Co roku, około pierwszego listopada z klasą wybieraliśmy się w tamto miejsce, aby zapalić znicze, a nauczycielka historii zwracała naszą uwagę na najstarsze grobowce, najbardziej zasłużonych mieszkańców miasta. Podczas jednej z takich wypraw, opowiedziała nam, że na cmentarzu wykonano kilka ekshumacji zwłok, a na zachowanych trumnach, widoczne były ślady paznokci. Wszystko przez to, że pogrzeby często odbywały się bez potwierdzenia zgonu przez lekarza, a pozornie martwi trwali w letargu, budząc się dopiero pod ziemią. Takich historii z pewnością było wiele, ale mnie, nastolatkę wiadomość o tego rodzaju pomyłkach ogromnie poruszyła.  Jak to jest, gdy człowiek budzi się i nie może wstać, a potem zdaje sobie sprawę ze swojego położenia i z tego, że niewiele czasu mu pozostało?

     Pewnie pod wpływem tych szokujących informacji, podjęłam kiedyś decyzję o kremacji. Nie chciałabym się obudzić w trumnie, wolałabym zostać spalona. To dałoby mojej psychice większy komfort. Choć kilka miesięcy temu dowiedziałam się o niezbyt pozytywnym procederze, w miejscach w których palą zwłoki. Niezależnie od sposobu pochówku, do tej pory ogromnie interesują mnie mijane groby. I dzieje się tak nie tylko w listopadzie, gdzie pęd aby odwiedzić tych  najważniejszy dla mnie ludzi jest tak duży, że nie sposób na spokojnie przeanalizować wszystko co mogłoby się wydać ciekawe. Lubię przy okazji wizyty na cmentarzu zerkać na pomniki i wyobrażać sobie zmarłych jak jeszcze żyli. W środku zwykłego dnia i tego magicznego 1 listopada, to małe miasteczko ludzkich kości, kryje w sobie nie tylko nostalgię, a również ogromną magię historii, która chyba nigdy nie przestanie mnie fascynować. Bo o ile ważne wydarzenia zostały dokładnie spisane i zapamiętane, to życie zwykłych, a jednak niezwykłych osób, ulatuje z pamięci i zostaje zapomniane, tak jakby nigdy nie istnieli, nie kochali i nie cieszyli się życiem. Gdyby tak dało się poznać każdą z tych historii…