Nie znoszę marnować pieniędzy na bzdety. Podążanie za modą i comiesięczne uzupełnienie szafy w nowe ciuchy nie wchodzi w grę. Powodów jest kilka. Po pierwsze szkoda mi pieniędzy, a po drugie zakupy ubraniowe to dla mnie koszmar. Limit cierpliwości na zakupy odzieżowe wyczerpałam przy wyborze sukienki na komunię syna. Przeczytać o tym możecie tu i tu. Co zabawne, zapomniałam pochwalić się moim wyborem, ale nadrobię to niedopatrzenie w najbliższym czasie.

Nie kolekcjonuje również kosmetyków, kupuję tylko rzeczy potrzebne, takie, których jestem pewna i wiem, że je wykorzystam. Sportem, jakim staram się uprawiać, jest bieganie i jest to stosunkowo tani sport, o ile posiada się wygodne buty. Za bieganie po chodniku nikt opłat pobierać nie będzie. Układ idealny.

Jednak jest coś, co nie pozwala mi o sobie myśleć, jako o super sknerze. Co miesiąc przepuszczam kasę tylko dla swojej wygody. Wydaję ją ot, tak jednym kiwnięciem nadgarstka i praktycznie bez mrugnięcia okiem. Wszystko za sprawą szeroko pojętej elegancji i wygody.

Kiedy kobieta wygląda na zadbaną?

Paradoksalnie, gdy zastanawiam się, jak powinna wyglądać osoba zadbana, do głowy przychodzą mi 3 punkty.

Kobieta musi być umyta, choćby nie wiem, jakim Diorem pachniała czy innym Chanelem, połączenie perfum z niedomyciem to mieszanka tragicznie wybuchowa.

Włosy- pomijam kwestię odrostu, bo gorszy niż on jest widoczny tłuszcz na głowie. Nic nie odstrasza tak bardzo, jak nieumyte i nieuczesane włosy. Choć nieuczesane jeszcze ujdą, ale nieumyte? Ble…

Czyste paznokcie. O ile paznokcie zawsze można doczyścić, o tyle jestem z tych osób, które lubią mieć jakiś kolor na pazurkach. Ale nie ma nic gorszego od pomalowanych paznokci, które są po prostu brudne.

Dlatego schludna kobieta to nie koniecznie ta z tapetą na twarzy, ale czysta i uczesana. A mnie osobiście pewności siebie dodają dobrze zrobione paznokcie.

Hybrydy.

Od 2 lat każdego miesiąca odwiedzam kosmetyczkę, która robi mi manicure hybrydowy. Nie mam własnej lampy ani odpowiednich preparatów do bawienia się w takie rzeczy na własną rękę. Zresztą wiem, że gdybym te rzeczy posiadała, to mój brak umiejętności szybko zniechęciłby mnie do ich wykonywania. Dlatego każdego miesiąca, przepuszczam kasę na paznokcie. I gdybym tak policzyła, to w roku wydaję na nie więcej niż na fryzjera.

Wygoda przy tym wszystkim odgrywa główną rolę, bo nie muszę się martwić o wygląd paznokci przez całe 4 tygodnie. Mam to szczęście posiadać bardzo wolno rosnące egzemplarze, w których delikatny odrost widoczny jest dopiero w drugim tygodniu. Nie muszę się bać o ich wygląd, gdy idę do biura, gdy wybieram się do sklepu, czy do kościoła. Nie obawiam się o nie nawet po intensywnej pracy na działce. To dla mnie ogromny komfort i fanaberia jednocześnie. Coś, co nie jest niezbędne, ale mimo wszystko dodaje sporo do dobrego samopoczucia.

A jaka jest Twoja fanaberia?

(Visited 74 times, 1 visits today)