Moje comiesięczne fanaberie.


Moim zdaniem / poniedziałek, Maj 28th, 2018

Nie znoszę marnować pieniędzy na bzdety. Podążanie za modą i comiesięczne uzupełnienie szafy w nowe ciuchy nie wchodzi w grę. Powodów jest kilka. Po pierwsze szkoda mi pieniędzy, a po drugie zakupy ubraniowe to dla mnie koszmar. Limit cierpliwości na zakupy odzieżowe wyczerpałam przy wyborze sukienki na komunię syna. Przeczytać o tym możecie tu i tu. Co zabawne, zapomniałam pochwalić się moim wyborem, ale nadrobię to niedopatrzenie w najbliższym czasie.

Nie kolekcjonuje również kosmetyków, kupuję tylko rzeczy potrzebne, takie, których jestem pewna i wiem, że je wykorzystam. Sportem, jakim staram się uprawiać, jest bieganie i jest to stosunkowo tani sport, o ile posiada się wygodne buty. Za bieganie po chodniku nikt opłat pobierać nie będzie. Układ idealny.

Jednak jest coś, co nie pozwala mi o sobie myśleć, jako o super sknerze. Co miesiąc przepuszczam kasę tylko dla swojej wygody. Wydaję ją ot, tak jednym kiwnięciem nadgarstka i praktycznie bez mrugnięcia okiem. Wszystko za sprawą szeroko pojętej elegancji i wygody.

Kiedy kobieta wygląda na zadbaną?

Paradoksalnie, gdy zastanawiam się, jak powinna wyglądać osoba zadbana, do głowy przychodzą mi 3 punkty.

Kobieta musi być umyta, choćby nie wiem, jakim Diorem pachniała czy innym Chanelem, połączenie perfum z niedomyciem to mieszanka tragicznie wybuchowa.

Włosy- pomijam kwestię odrostu, bo gorszy niż on jest widoczny tłuszcz na głowie. Nic nie odstrasza tak bardzo, jak nieumyte i nieuczesane włosy. Choć nieuczesane jeszcze ujdą, ale nieumyte? Ble…

Czyste paznokcie. O ile paznokcie zawsze można doczyścić, o tyle jestem z tych osób, które lubią mieć jakiś kolor na pazurkach. Ale nie ma nic gorszego od pomalowanych paznokci, które są po prostu brudne.

Dlatego schludna kobieta to nie koniecznie ta z tapetą na twarzy, ale czysta i uczesana. A mnie osobiście pewności siebie dodają dobrze zrobione paznokcie.

Hybrydy.

Od 2 lat każdego miesiąca odwiedzam kosmetyczkę, która robi mi manicure hybrydowy. Nie mam własnej lampy ani odpowiednich preparatów do bawienia się w takie rzeczy na własną rękę. Zresztą wiem, że gdybym te rzeczy posiadała, to mój brak umiejętności szybko zniechęciłby mnie do ich wykonywania. Dlatego każdego miesiąca, przepuszczam kasę na paznokcie. I gdybym tak policzyła, to w roku wydaję na nie więcej niż na fryzjera.

Wygoda przy tym wszystkim odgrywa główną rolę, bo nie muszę się martwić o wygląd paznokci przez całe 4 tygodnie. Mam to szczęście posiadać bardzo wolno rosnące egzemplarze, w których delikatny odrost widoczny jest dopiero w drugim tygodniu. Nie muszę się bać o ich wygląd, gdy idę do biura, gdy wybieram się do sklepu, czy do kościoła. Nie obawiam się o nie nawet po intensywnej pracy na działce. To dla mnie ogromny komfort i fanaberia jednocześnie. Coś, co nie jest niezbędne, ale mimo wszystko dodaje sporo do dobrego samopoczucia.

A jaka jest Twoja fanaberia?

(Visited 64 times, 1 visits today)

One Reply to “Moje comiesięczne fanaberie.”

  1. Co miesiąc obiecuję sobie, że teraz to już na pewno zrobię sobie paznokcie i… zawsze, ale to zawsze wpadają jakieś niespodziewane wydatki. Do fryzjera chodzę raz w roku, bo nie mam pomysłu na siebie, kosmetyków od kilku miesięcy też nie kupuję, bo mam tego tony… Czasem zastanawiam się na co idzie cała moja kasa, skoro nie wydaję nic na ciuchy, buty, kosmetyki i iine rzeczy, które kupują kobiety 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.