Moje wspomnienia z gimnazjum.

Moje wspomnienia z gimnazjum.

15 stycznia 2017 1 przez Anna

Decyzja o wygaszeniu gimnazjów sprawiła, że postanowiłam trochę powspominać. Nie uważam, że sama decyzja o ich utworzenie było najlepszą możliwością, ale też nie nazwę jej złą. Nie chodziłam do 8 klasowej podstawówki, to też nie mogę być obiektywna, tak jak obiektywni nie mogą być ludzie, którzy sami nie przeszli przez gimnazjum, a uważają je za zło wcielone.

Niedawno rozmawiałam ze znajomą, z racji mojego wczesnego macierzyństwa, znajoma miała to ( w jej mniemaniu) szczęście chodzić do ośmiu klas w podstawówce. Z inną mamą zaczęły lamentować, co to teraz się dzieje w gimnazjum i że ich córki zaczynają wariować pod wpływem rówieśniczek. Na początku przysłuchiwałam się z zaciekawieniem, a potem stwierdziłam, że to przecież norma. Z niekrytym zdziwieniem zabrałam głos w dyskusji, że przecież ja w wieku 14 lat toczyłam z moją mamą otwartą wojnę o tusz do rzęs, kredkę do oczu i lakier do paznokci. A nie było to rok temu tylko ponad 10. Kalkulując to wszystko, można nabawić się depresji. Poza tym sygnał o tym, że to już czas wcale nie miałam tylko i wyłącznie w szkole, choć ta moda zaczęła się już w 5/6 klasie podstawówki i w gimnazjum po prostu trwała. Pomysły na dbanie o siebie, młode dziewczyny brały z gazet typu POPCORN, FILIPINKA, BARAVO GIRL, DZIEWCZYNA, no i oczywiście z telewizji, a dokładniej z programów muzycznych, w których zaczynała królować Doda i jej podobne. Jako, że ja nie posiadałam kablówki, skazana byłam wyłącznie kilka zwykłych kanałów i gazety. Pewnie, dlatego moje parcie na makijaż osiągnęło kulminację dopiero w 2 klasie gimnazjum, czyli tak jakby w 8 klasie.

gimnazjum

Teraz mimo tego, że większości rodziców chodzi o zbyt wczesne dorastanie a nie o to, co ich dzieci się nauczą i czy przyswojona wiedza okaże się lepsza, niż ta, którą mieliby otrzymać w gimnazjum, za przedwczesne dorastanie obwinia krótsze podstawówki i gimnazjum, które zbyt wcześnie zrobiło z małych dziewczynek te “dorosłe”. Mimo powrotu do edukacyjnej przeszłości nie będzie kulturowego kroku wstecz, no chyba, że wraz z wygaszeniem gimnazjów, rodzice wygaszą nastolatkom, VIVę, MTV i Internet. Bo właśnie tam są ich idole, których starają się naśladować. No dobra nie wszyscy, są wyjątki.

Plusy gimnazjum.

Choć wiele osób zawsze mówiło tylko o minusach, ja osobiście widziałam i nadal widzę również plusy.

Nowe początki. Niektórzy źle wspominają klasę z podstawówki i dla nich nowa szkoła może okazać się wybawieniem. Czysta karta, nowi znajomi, nowi nauczyciele, nikt nas nie zna, można w końcu popracować nad sobą bez konieczności tłumaczenia, że kiedyś było się takim, a teraz nagle zwrot o 180 stopni.

Albo stara gwardia. Gdy wybierałam gimnazjum ( tak robiłam to sama, rodzice się wcale nie wtrącali) sporo osób się umawiało, że pójdą do konkretnego gimnazjum, żeby nie tracić kontaktu. Efekt był taki, że praktycznie cała klasa wylądowała w jednej placówce. Piszę prawie, bo ja z dwiema koleżankami poszłyśmy gdzie indziej. I to nie dlatego, że nie lubiłyśmy tamtych, po prostu tak jakoś wyszło i nie żałuję. Było świetnie. Klasa znowu mi się udała.

Świetna kadra. Ja wiem, że to niepopularne, ale w gimnazjum na niektórych przedmiotach nauczyłam się więcej niż w liceum, gdzie wiedza przekazywana była tak flegmatycznie, że prawie spałam lub w taki sposób, że właściwie nie dało się jej przyswoić. Nauczycielki, które wiedzą, czego uczą i podręcznik mają w głowie, a także mają w niej szeroko większą wiedzę niż tylko podręcznikową. W szkole średniej kilka nauczycielek, po prostu nie nadawało się do wykonywania tego zawodu.

Minusy.

Mogę zamknąć w dwóch sytuacjach, w których miałam problem z dyrektorką szkoły. Albo ona ze mną.

Sytuacja nr jeden, zostałam niesłusznie oskarżona o coś, czego nie zrobiłam na podstawie zapisu z kamer, które dawały odczyt tylko do pewnego momentu. Zakończyło się tylko na opierniczu, moich łzach i ogromnym uprzedzeniu do Pani dyrektor. No, bo byłam niewinna!

Sytuacja nr dwa, gdy już myślałam, że będę mieć święty spokój, bo to końcówka szkoły i w ogóle, wylądowałam z koleżanką na dywaniku u dyrektorki za to, że przyszłam do szkoły w bluzce na grubych ramiączkach. Żeby jeszcze dekolt był jakiś ogromny… A dodajmy, że upał był wtedy nieziemski i większość osób w szkole dosłownie się rozpływała. Ja z koleżanką musiałyśmy pomykać w jakimś starym białym fartuchu, a na dodatek podczas lekcji, Pani dyrektor wygłosiła przez szkolny radio węzeł mowę o tym, jak to uczennice chodzą ubrane do szkoły i że zezwala jedynie na koszulki z rękawkami, albo bez rękawów i bez dekoltu.

Moda szkolna.

Pamiętacie, jaka była moda za Waszych czasów? Za moich były to zbyt krótkie koszulki i spodnie biodrówki, które odsłaniały pół pleców, gdy któraś z dziewczyn przykucnęła. Pamiętam, jak starsi biadolili, że się wszystkie dzieci zapalenia nerek nabawią i w ogóle, że to głupia moda.

10 lat później. Gołe plecy nie są już tak modne w zimie, za to trampki, stopki i dżinsy niesięgające do kostki i odsłaniające część nogi w trzaskające mrozy, doprowadzają mnie do szczękościsku i dreszczy. Te nasze gołe plecy zasłaniały przynajmniej kurtki, a gołych nóg nic nie zasłania. Brr…