Nie jestem normalną matką, a tych normalnych mam po dziurki w nosie.

Nie jestem normalną matką, a tych normalnych mam po dziurki w nosie.

7 lutego 2014 25 przez Anna

      Wkurza mnie, że trzeba być albo czarnym, albo białym i nie mam tu na myśli koloru skóry, choć w moim wydaniu jest on jak najbardziej do korekcji. Kolor mąki od dawna jest passe, można by się opalić, ale buraczkowy staje się jeszcze bardziej passe, więc niejako jestem skazana na ścienną biel. Mając wybór byłałabym oczywiście koloru brązowego, ale tu geny zdecydowały. W czasach w których się poczęłam, ciemnoskórzy panowie nie byli zbyt powszechni w naszym kraju ( kurde no! ja wiem że powinnam być  mulatką o nienagannej figurze), no wiec mama wyboru nie miała. I teraz, jest jak jest.  Życie. Ale wracając do tematu, ja nie jestem normalna!

 1525061_452245481564170_407825789_n

         Od zawsze robiłam coś inaczej, nie koniecznie z przekonań. Tak po prostu wychodziło i tak jest do tej pory. Bo buntowałam się przeciwko szeroko pojętej normalności, ogólnie przyjętemu dobremu smakowi, który z upływem czasu poszerza swoje horyzonty. Czytam blogi o zdrowej żywności i o tym co powinnam podawać dziecku. O tym jak staje się złą matką gdy zafunduje dziecku zestaw z Happy Meal, z którego syn wyjada frytki i jabłka. Na kolejnym blogu dowiaduje się, że w każdej, ale to w każdej sytuacji powinnam zachować spokój, absolutnie nie mogę dać się ponieść emocjom, nie mogę krzyczeć, gderać i wytwarzać negatywnej energii gdy dziecko rozrabia. To działa destrukcyjnie na nasze kontakty… Straszne, muszę być nieskazitelna to może moje dziecko takie będzie. “Decydując” się na dziecko, powinnam schować swoje ja do kieszeni i stać się wzorową idealną i spokojną mamą. Bo jak się chce mieć dziecko to TRZEBA  się decydować na poświęcenia. A i zapomniałam, moje dziecko nie jest niegrzeczne, ono tylko krzycząc wyraża emocje z którymi sobie nie radzi, a ja jako stara krowa powinnam je w sobie tłumić, aby nauczyć dziecko życia. Nie co ja piszę ja nie powinnam posiadać negatywnych emocji, one powinny wyjść ze mnie razem z łożyskiem w czasie porodu. Moje dziecko nie jest niegrzeczne, moje dziecko nie jest w stanie psocić specjalnie, moje dziecko uczy się życia piszcząc i czasem krzycząc, albo wpadając w histerię gdy przegrywa w grę planszową, pyskując do babci, cioci czy innego członka rodziny. Dzieci NIE SĄ NIEGRZECZNE. Słownik matki nie ma takiego słowa! Słownik matki zubożały jest nie tylko o słowo niegrzeczny, ale i o gniew, frustrację, rozdrażnienie. A nie przepraszam rozdrażnione może być dziecko, matka nigdy, bo co by to była za matka? Matka idealna nigdy nie mówi dziecku ” nie mam czasu”, a także ” poczekaj posprzątam i wtedy się z Tobą pobawię”. Jak matka może nie mieć czasu? Ona ma zawsze czas dla swojego dziecka! Coś takiego jak sprzątanie nie odbywa się przy dziecku, bo to byłaby strata czasu, który należny poświęcić na rozwój pociechy. Oczywiście mimo wszystko mieszkanie/dom sprząta się samo, bo na dywanach nie ma nawet okruszka, podłoga zawsze lśni, a w zlewie nigdy nie ma brudnych naczyń. Ponadto zawsze powinnam mieć czas na czytanie poradników wychowawczych, aby wiedzieć jak postępować w podbramkowych sytuacjach. Wciskając czerwony krzyżyk, bo mój mózg ewidentnie miał dość tej sielanki, trafiam w inne miejsce z którego dowiaduję się, że jak się chce mieć dziecko to nie powinno się nawet myśleć o posłaniu go do żłobka czy też przedszkola. Matka, która kocha swoje dziecko ma być przy nim do 6-7 roku życia, 24 godziny na dobę. Posłanie dziecka do przedszkola, to przerzucanie obowiązków, którym powinna sprostać matka, na państwowe placówki.  Kolejne miejsce, który spotkał podobny los w postaci krzyżyka w prawym górnym rogu.

         Jestem inna, bo nie zgadzam się z tym wszystkim, nie chce mi się polemizować z takim podejściem do macierzyństwa, bo wiem że  zaraz zostałabym okrzyknięta hejterem.  Jakie to w ostatnim czasie modne pojęcie. Najzabawniejsze jest w nim to, że hejtem staje się nawet odmienne zdanie wyrażone w zupełnie kulturalny sposób. Wystarczy tylko, że jest ono zupełnie niezgodne z przekonaniami autora. Nie piszę że jest tak wszędzie, gdyby tak było nie miałabym ulubionych miejsc do których zaglądam, nawet jeśli moje poglądy są trochę inne. Mam uczulenie tylko na strony, gdzie niby autor oczekuje rozmowy na poziomie, z wyrażeniem własnego zdania, a gdy już się znajdzie osoba, która chce wyrazić swój pogląd to zostaje okrzyknięta herjterem, albo głupkiem, bo jeśli w grę wchodzi żywienie, czy wychowywanie dziecka to można stać się również nieodpowiedzialnym idiotą vel idiotką. A gdy w grę wchodzi nie daj Boże karmienie, to już w ogóle lecą noże. Parodia i niesmak pozostaje, choć przyznaje kiedyś dałam się w to wciągnąć. Starałam się bronić mam butelkowychy ( sama taką byłam), ale im nie potrzebna jest obrona, tak samo jak mamom, które karmią piersią, bo te spory nie mają na celu polemiki i dojście do porozumienia, one mają na celu ukazanie tylko jednej racji! Nie ma jednego rozwiązania i nigdy nie będzie.

* Część pierwsza.