Czemu nie jestem jak inne normalne matki?

Czemu nie jestem jak inne normalne matki?

6 października 2014 Wyłącz przez Anna

Po urodzeniu dziecka, człowiek zakłada sobie jakiś plan działania. Moim na samym początku było w końcu się wyspać, bo o wychowywaniu na tak wczesnym etapie nie było mowy. No może oprócz marzeń, że jak już Kacper podrośnie to będę go uczyć chodzić, mówić, nauczę go poznawać świat. Dopiero z czasem zaczęłam w swojej głowie kreować wizję matki jaką chciałabym być.

Spokojna, opanowana, cicha, wyrozumiała, cierpliwa. Chciałam stworzyć ciepły dom, bez krzyku i bez przemocy. Choć drugą cześć planu jakoś udało mi się zrealizować nie bez pomocy partnera z resztą, to ten pomysł domu bez krzyku umarł śmiercią naturalna, bo krzyczy dziecko… ten typ tak ma. Piszczy i wrzeszczy o byle co. Nie ważne czy  się cieszy, czy się smuci, głośno jest u nas i rano i wieczorem. Z czasem przyszła mi myśl, że chciałabym iść inną, popularną obecnie drogą, taką bezklapsową. Choć zostawiałam sobie furtkę, bo gdy mnie dziecko mocno wkurzy, to wtedy ostatecznie dam mu klapsa.

Przez 5 lat naszego wspólnego bytowania, Kacper raczej nie dostał klapsa. Pisze raczej, bo młody zapytany czy mama go bije, odpowiada, że tak. Gdy pierwszy raz to usłyszałam było mi przykro, bo o ile do gderania mogę się przyznać, to już do klapsów nie koniecznie. Pewnego pięknego dnia, gdy po raz kolejny prosiłam syna o pozbieranie klocków i po 5 minutach nic, dosłownie nic nie zostało sprzątnięte, nie wytrzymała i jak to zwykłam robić zaczęłam gderać, a następnie kazałam dziecku odmaszerować do kąta. W między czasie tłumaczyłam, że nie podoba mi się jego podejście do mojej prośby, w ogóle nagadałam się strasznie, aby temu pięciolatkowi coś utkwiło w głowie. Chciałam aby zrozumiał, że tak być nie może, że sprzątać trzeba i że matka nie lubi wbijać sobie klocków w stopę. Dumna z tego, że w sposób kulturalny acz stanowczy określiłam swoje stanowisko co do porządku w mieszkaniu, usłyszałam:

– Mamo, czemu Ty nie jesteś normalna i po prostu nie dasz mi w tyłek, jak inne mamy?

Zatkało mnie, po prostu mnie zatkało. Przede mną stał Kacper i wpatrywał się we mnie tymi swoimi ślepkami, wyczekując odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Przygotowana byłam na jazgot w stylu, ja nie chcę do kąta, nie chce sprzątać, a tu dostałam prawie w twarz pytaniem, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi, która by go satysfakcjonowała. no przecież powinien się cieszyć i co w tym dziwnego, że da się egzekwować swoje racje bez klapsów?

– Bo Cię kocham i choć nie raz na Ciebie krzyknę, a czasem wstawię do kąta, to jednak chcę Cię czegoś nauczyć.

– Wolałbym klapsa, byłoby łatwiej.

Bo klapsa można dostać i albo się wie za co, albo nie. A jak matka gdera i daje kary, to zawsze kwestię winy rozbiera na części pierwsze i gdera i gdera. Czasem kary fizyczne jawią się jako wybawienie, od psychicznej udręki, jaką funduje dziecku własna matka.

A gdy ja będę babcią, moda będzie na to, aby nie bić i nie tłumaczyć, bo tłumaczenie może być odbierane jako niepotrzebne stresowanie i znęcanie się psychiczne. I jestem prawie pewna, że jeśli ktoś w przyszłości taką teorię wysnuje, to będzie to moje dziecko.