Bariera językowa.

Bariera językowa.

21 maja 2014 19 przez Anna

          Pewnie każdy z nas w szkole miał choć jeden język obcy. Ja od podstawówki uczyłam się angielskiego, w gimnazjum doszedł mi język niemiecki, a w liceum niemiecki wymieniłam na rosyjski. Oprócz tego do angielskiego, który miałam bez przerwy doszła łacina i to bynajmniej nie ta podwórkowa. W chwili obecnej najlepiej wychodzi mi wysławianie się w języku ojczystym, co raczej nie dziwi nikogo, a później jest długo, długo nic. A gdzie ten angielski, niemiecki, rosyjski, gdzie ta łacina?

” Szukamy pracownika na stanowisko spedytora z dobrą znajomością języka angielskiego i niemieckiego”
” Zatrudnię specjalistę do spraw spedycji ze znajomością języka angielskiego i francuskiego w stopniu komunikatywnym”
” Zatrudnię dyspozytora do obsługi 10 samochodów ciężarowych z dobrą znajomości języka rosyjskiego i angielskiego”

        Tego jest na prawdę wiele, co śmieszniejsze o ile spedycja to zawód w którym faktycznie znajomości językowe są przydatne, o tyle gdy czytam o wymaganiach na sprzątaczki, kasjerki czy też inne tego typu stanowiska, to zastanawiam się o co chodzi? Minimum dwa języki obce? To teraz standard nie tylko w pracy biurowej. A co z tymi osobami, które nie mają daru językowego? Wczoraj w pracy słyszałam jak jakiś redaktor zadzwonił na pierwszy lepszy numer telefonu( do jakieś posłanki vel posła), w celach czysto orientacyjnych. Chciał się przekonać czy urzędnik państwowy go zrozumie. Odebrała kobieta, w miarę poprawnie w języku angielskim oznajmiła, że go nie rozumie, a po chwili się rozłączyła. Sekunda zastanowienia i wiem, że ja chyba zrobiłabym podobnie. Zrozumiałam mężczyznę, ale ze stresu pewnie wolałabym powiedzieć, że nie rozumiem po czy walnąć słuchawką. Zrozumiałam go też dla tego, bo nie dzwonił bezpośrednio do mnie, a tylko przysłuchiwałam się całej sytuacji. Brak stresu, że to właśnie do mnie mówią, ma ogromne znaczenie jeśli chodzi o rozumienie wypowiadanych słów. Czuję na sobie presję, nie wiem czy inne narodowości tez takową czują, ale ja czuję, że muszę wszystko, a inni nie muszą nic. Czy anglików ktoś rozlicza z tego, czy potrafią posługiwać się innym językiem niż ich ojczysty? Wydaje mi się, że nie. Więc czemu my Polacy czepiamy się swoich. Jasne, że znać jakiś inny język jest dobrze jasne, że człowiek jest pewniejszy siebie jeśli potrafi się porozumieć, ale nie każdy potrafi sobie ten inny język wpoić.

         Z całych 9 lat nauki języka angielskiego wyniosłam trochę, choć nie tyle ile bym chciała. Umiem jako tako pisać w tym języku. Rozumiem łatwiejsze teksty, nie sprawia mi problemu, aby przedyskutować coś pisemnie. Czasem używam słownika gdy czegoś nie wiem, ale ogólnie potrafię się dogadać oczywiście nadal pisemnie. Gdy mam coś powiedzieć, nie jestem w stanie w miarę szybko sklecić sensownego zdania, zapominam podstawowych słów, wolę pisać. To jest zdecydowanie mniej stresujące. Niemieckiego uczyłam się całe 3 lata, nie potrafię ani mówić, ani czytać. Kojarzę pojedyncze słowa, ale dajcie mi coś do przeczytania co nie oznacza ” Mateusz włożył do piórnika ołówek”, a polegnę z kretesem. Jestem tak kiepska w tym języku, że mimo iż z mapą Niemiec mam do czynienia na co dzień, to nazwy miejscowości tego kraju, przyprawiają mnie o ból głowy. I teraz dwa moje ulubione języki. Łacina, której się uczyłam i nawet coś mi tam szło, choć omnibusem to nie byłam, jednak w obecnej chwili jest dla mnie zupełnie nieprzydatna. No dobrze czasem wpadnę na coś w internecie i ku mojemu zaskoczeniu znam znaczenie danego wyrażenia. A na koniec pozostał mój ulubiony rosyjski. Uczyłam się go całe 3 lata i raczej niezbyt wiele rozumiałam, dopiero z przymusu w pracy coś mi tam zaczęło świtać, ale bardziej słownictwo branżowe, a niżeli luźne pogaduszki koleżanek z osiedla. I również, jak w przypadku języka angielskiego, forma pisemna, a w tym przypadku samo czytanie, bo więcej mi do życia nie trzeba. Chociaż proste zdanie mogłabym sklecić, ale wiecie rosyjskich literek na klawiaturze brak. Jeśli mam do wyboru liczenie powierzchni jaką zajmie dany towar, lub debatowanie z klientem w języku nie ojczystym, to zgrabnie wybieram liczenie, a potem kontakt pisemny. Nie wiem jakim cudem, tylko z Włochami mam problem bo oni wolą rozmawiać niż pisać. Co naród to inne przyzwyczajenia.

A jak Wy sobie radzicie z językami? Jakich języków uczyliście się w szkole?

(Visited 39 times, 1 visits today)

Polecam