Odruch bezwarunkowy.

Odruch bezwarunkowy.

30 listopada 2015 6 przez Anna

      Zapominam się coraz częściej. Idę z nim ramie w ramię i odruchowo próbuje wziąć go za rękę. Nie ma żadnej niebezpiecznej ulicy do przejścia ani skrzyżowania, ot taka zwykła droga lub chodnik, którą On idzie sam, a ja mam te swoje matczyne odruchy. Pamiętam jak kiedyś widziałam filmik, w którym samochód wjeżdża na chodnik i z ogromną szybkością przejeżdża obok wózka prowadzonego przez kobietę. Prawdopodobnie matka dziecka siedzącego w wózku puszcza go i odskakuje w tył. Taki odruch bezwarunkowy, w sytuacji, której ta kobieta zupełnie się nie spodziewała. Pamiętam też, że spora liczba internautów wieszała na niej psy, bo co z niej za matka, która ratuje siebie, puszczając wózek. Oglądałam ten filmik kilkanaście razy i przy każdej jego odsłonie wydawało mi się, że mój odruch byłby podobny. I nie to że nie chciałabym ratować własnego dziecka, po prostu nie raz jak widzę wygibasy młodego, to bezwiednie cofam się o krok, albo zamieram wstrzymując oddech, a mięśnie nie pozwalają mi na żaden sensowny ruch.

black-perambulator-169575_1280

       Idziemy osiedlową uliczką, On się ociąga, ja jak zwykle się spieszę. Chwytam go za rękę, która od razu mi się wyślizguje. Zdziwiona patrzę na jego dezorientację. Niebieskie ślepka prawie same mówią ” ale o co Ci chodzi?”, po czym usta wydają z siebie dźwięk, który oświadcza, że On  chce iść normalnie. Ale co to znaczy to normalnie? No na pewno nie za rękę bo za rękę to musiałby iść równym krokiem, a przecież na ziemi są kamyki, liście, patyki i Bóg wie co jeszcze. Wszystko to trzeba przejrzeć i kopnąć, bo jak leży no to po to jest. Spacerek z mamą już nie jest taki fajny jak kiedyś, trudno… Zostało coś, ale tu z kolei, kręgosłup się buntuje. Bo młode choć już nie takie młode i coraz bardziej samodzielne, to chciałoby od czasu do czasu na rączki. Takie ostatnie tchnienia okresu przedszkolnego. A tchnienia dosłownie ostanie i to moje, bo kręgosłup prawie krzyczy, aby dać mu spokój. A jeśli nawet się wysili, to powietrze do płuc nie dochodzi. Ciężko już. Ktoś to kiepsko wymyślił, żeby sześciolatka się nie dało jeszcze od czasu do czasu ponosić. A to przecież jeszcze  małe dziecko i odruchowo wzięłoby się je na ręce.

       Wracając do kobiety z wózkiem, to do teraz jej współczuję. Bo co innego bezwiedne chwytanie za rękę dziecka, które nie ma ochoty na miły spacerek, a co innego sytuacja mrożąca krew w żyłach i świadomość swojego zachowania. A przecież nie nad wszystkim w życiu możemy zapanować. I ubolewam nad tym ogromnie.