We środę wpadł mi w ręce artykuł, a w sumie raczej list jednej z czytelniczek Focha. W skrócie chodziło w nim o to, że młoda matka ma serdecznie dość ludzi narzekających na swoje dzieci i z zacięciem informuje ich o idealności swojej pociechy. Ludzie jak to ludzie, komentują nieco zazdroszcząc. Właściwie to sama już na początku zazdrościć zaczęłam, bo nie tylko nie przeczytałam 100 poradników o ciąży, porodzie i karmieniu piersią, ale również mój poród trwał tylko 14 minut, a nie 40 godzin z czego pamiętam może z 7 minut? Jak doliczyłam do 3 to moja świadomość uleciała i wróciła jakąś godzinę po porodzie…

vintage-1950s-887272_1920

      Czytałam list bardzo uważnie z każdym słowem stawałam się dumna z tej dzielnej, upartej i niezłomnej kobiety, a potem coś rąbnęło mnie w tył głowy, tak że przez moment widziałam same gwiazdki. Dopiero po chwili zobaczyłam drugą stronę medalu. Ujrzałam kobietę sfrustrowaną, zmęczoną, która wcale nie ma tak idealnego życia jakie chciałaby mieć, ale brnie w tę idealność, żeby poczuć się lepiej. Co więcej, jest zwykłą matką jak wszystkie inne, tylko pisząc ten list chciała się jeszcze raz poczuć jak SUPERMATKA.  Sama tak o niej myślałam, ale ten kranik z jadem, który stopniowo uwalniał żółć lejącą się najpierw kropelka po kropelce, a potem tworząc prawdziwy gejzer zła i irytacji, sprawił, że zaczęłam jej współczuć. Mężowi również.

     Potrafię zrozumieć, że matki karmiąca piersią mają się za Bóg wie co bo karmią potomstwo w każdych możliwych warunkach, choć z drugiej strony butelkę też podać można na ławce w parku i w tym akurat nie ma  nic nadzwyczajnego. Ale to Pani czuje się bohaterką bo karmi w każdym miejscu, choć podobno to podstawowe i najzwyklejsze karmienie jest. No ale do wszystkiego trzeba dorobić ideologię lepszości. Pani poczuła się też lepsza rodząc przez 40 godzin i wstając do dziecka mimo nacięcia krocza. Współczuję… Doprawdy żadna inna matka po porodzie nie wpadła na to, aby zająć się swoim dzieckiem. A jak już o porodzie mówimy, to z jednym mogę się zgodzić. Większość cesarek ze wskazań medycznych jest mocno wątpliwa, ale jakie to ma znaczenie? Pani zdecydowała, że weźmie znieczulenie do porodu, które i tak przestało działać no ale, to był jej wybór tak jak wyborem wielu kobiet jest cesarka (dla mnie niepojęte, ale ja ogólnie średnio odważna jestem, a cc to operacja, którą przechodziłam i nigdy więcej przechodzić nie mam zamiaru).

    Dziecko samo w zimnym korytku zostać nie mogło… I ok, a ja swoje odkładałam mimo tego, że robiłam to średnio co 30 minut, a blizna po cc sprawiała, że na samo wspomnienie tej gimnastyki mam gęsią skórkę. Ale odkładałam, bo tak panicznie bałam się, że spadnie mi z tego ogromnego łóżka, że wolałam chodzić jak zombie i zapewnić mu bezpieczeństwo. No to teraz kto jest bardziej cool, skoro ja chciałam aby syn był bezpieczny?😂 W samochodzie się maleństwu nie podobało, więc wybierali pociąg. Podziwiam! Dwa razy jechałam pociągiem z młodym w nosidełku i nie wspominam tego dobrze, zmachaliśmy się obydwoje jak nie wiem, a to nie były łatwe i przyjemne przejażdżki. A do momentu aż nie usiadł w normalnym foteliku, to darł się jadąc samochodem jakby go obdzierali ze skóry. Potrafił tak bite 40 minut, ale czuje się rozgrzeszona… Jeździłam z nim do szpitala, katując autem dla własnej wygody ( zła matka!).

    I tak sobie myślę, że ja to mam szczęście, bo nie spinam się i nawet jak było ciężko to aż taka frustracja jak tej kobiecie nigdy mi nie przyszła. Pewnie przez to, że ja trenowałam rodzicielstwo dalekości. A kończąc ironizację odsyłam was do wpisu owej kobiety ( klik).