Starość boli.

Starość boli.

27 września 2013 12 przez Anna

      Ostatnio zauważyłam, że starość jest jak pinezka w bucie. Z tą różnicą że starości nie da się wyciągnąć. Natomiast starość tkwi w tym bucie cały czas i wbija się z każdym krokiem coraz głębiej i głębiej. Sprawia przy tym ból, zmusza do zatrzymania się i przemyślenia czy chcemy iść dalej, czy może zatrzymamy się w tym jednym miejscu i zaczekamy na nieuniknione.

 Marcin+Luraniec+-+starość+(2)

     Jestem młoda, chociaż w sumie to już stara, nie mam 3 lat, ale nie mam również 80. Jestem prawie po środku swojej drogi, albo raczej w drugiej połówce pierwszej połowy życia i zaczynam się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi. Człowiek się rodzi, żyje sobie bawi się. Jest sam dla siebie całym światem, dorasta i zaczyna dostrzegać, że życie to nie pałac z bajki, a to odbicia w lustrze to nie żadna księżniczka tylko co najwyżej kuzynka, znajomej księżniczki. Świat przestaje być kolorowy, a przyszłość przestaje być tak fascynująca jak jeszcze wydawała się być w dzieciństwie, jednak zachłannie chwytamy każdy dzień jednocześnie w duchu modląc się aby cofnąć czas. Mijają lata, mamy dzieci, potem wnuki, jak ktoś się w młodości postarał to i nawet prawnuki. żyjemy z dnia na dzień i nagle uświadamiamy sobie, że tak na prawdę jesteśmy już prawie na końcu, bo to nie my jesteśmy dziećmi czy wnukami. To my mamy dzieci, te nasze ukochane pisklęta maja już dorosłe dzieci które z kolei zaczynają wychowywać swoje potomstwo. Jak bardzo zmienia się perspektywa człowieka, gdy w kilkadziesiąt lat z prawnuka staje się pradziadkiem czy prababcią? Co czuje taka osoba w której oczach widzisz tęsknotę za dawnymi czasami, choć nie były one lekkie ani przyjemne. Nie potrafię sobie tego wyrazić, choć jako obserwator domyślam się, jak ciężko musi być człowiekowi, który w jednej i tej samej chwili cieszy się z obecności prawnuków i wnuków, a jednocześnie ma świadomość, że większość jego życia już przeminęła, że za jakiś czas, to jego wnuki będą patrzeć na pociechy swoich dzieci.

       Co kryje się w oczach i sercu, starszego człowieka, który nade wszystko kocha swoją rodzinę jednak wie, że już za jakiś czas, będzie ją musiał opuścić? Gdy widzę to zatroskane spojrzenie, które jest obdarzone iskierkami radości, a jednocześnie widzę strach, tęsknotę za dawnymi czasami i mnóstwo innych emocji, o których nigdy nie usłyszę, ale jednak będę je widzieć, to serce mi pęka na milion kawałków i czuję jak ogarnia mnie złość. Bo starość się Bogu stanowczo nie udała, bo ja nie chce dojść do takiego momentu, bo nie wiem czy kiedykolwiek, będę umiała czekać na nieuniknione i przyjmę to co los przyniesie z pokorą. Ja już teraz nie potrafię się pogodzić, że człowiek zmienia się z dnia na dzień, najpierw nabiera siły, jest pełen życia, a potem gaśnie. Szczerze mówiąc nie chce być tego świadkiem, nie chce w tym uczestniczyć, wolałabym żyć w dziecięcej nieświadomości i tak mi się wydaje, że starsi ludzie tej nieświadomości pożądają.