Nie taki diabeł straszny, czyli o ubiegłym roku.

Nie taki diabeł straszny, czyli o ubiegłym roku.

3 stycznia 2017 3 przez Anna

Pierwszy post w nowym roku i to nie jest wpis o postanowieniach! Jupi…  Już widzę jak większość ludzi oddycha z ulgą. Choć te postanowienia u innych osobiście lubię, to jednak mam świadomość, że niewiele z przeczytanych się spełni. Pewnie, dlatego ja sobie w tym roku daruję, choć takie małe plany oczywiście poczyniłam. Zamiast tego będzie podsumowanie ubiegłego roku, miejmy nadzieję, że krótkie i się nie zanudzicie.

woman-578428_1280

Ubiegły rok obfitował w nowe rodzinne maleństwa. Powiew świeżości był jak najbardziej pożądany, bo jakoś tak mało dzieciowo się zrobiło. Wszystkie maluchy jakimś cudem strasznie urosły i aż się prosiło o małą świeżą krew. Ach jak fajnie się wspomina dawne czasy patrząc na ten mały słodki narybek, który owinął sobie wokół palca dosłownie wszystkich. Jedno z tych maluchów może się poszczycić najfajniejszą chrzestną na świecie, oczywiście piszę to zupełnie obiektywnie i nie przez to, że chodzi o mnie :D.

Było też kilka przykrych sytuacji, z którymi niechętnie się pogodziłam z braku wpływu na te zdarzenia.

W ubiegłym roku zaplanowałam zakup kilku rzeczy. Śmiało mogę stwierdzić, że wywiązałam się z planów w zaledwie 50 %. Z wpisu o planowanych zakupach na 2016 rok, udało mi się zakupić aparat i telefon, choć decyzja padła na zupełnie inny model. Ciągle marzę o tym depilatorze światłem, ale pieniędzy na nią mocno mi żal.

A z rzeczy typowo blogowych, które miały miejsce w ubiegłym roku, to postanowiłam przetestować reklamę na facebooku, której ustawienia maltretowałam przez 3 miesiące i dałam sobie spokój, bo mnie to zmęczyło jak nic innego. No po prostu się nie pokochałyśmy i nadal uważam to za stratę kasy, a tej marnować nie lubię. Poza tym, postawiłam na dobrą zabawę i nie spinanie się, co też dało się zauważyć w braku regularnych wpisów. Ten rok pewnie nie będzie inny. Nic na siłę.

Udało mi się również podjąć kilka ciekawych współprac, przy których nauczyłam się, że za każdym razem mogą mnie czekać zupełnie inne wymagania. Niektóre były nieco uciążliwe, ale jak to zazwyczaj bywa, po drugiej stronie komputera, również pracuje człowiek, z którym można się porozumieć, przy odrobinie chęci.

Blog przechodził kilka metamorfoz trochę z przymusu, bo biorąc pod uwagę moje lenistwo, nie brałabym się za to gdybym nie musiała.

Poza światem blogowym, przepadłam na You Tubie. Ja wiem, że moda na YT trwa kilka lat, ale ja zawsze mam jakieś opóźnienia i chwytam modę dopiero jak dawno modne jest coś innego. A że nie wiem, co teraz jest modne, to nie zawracam sobie tym głowy i przepadam w czeluściach filmów. Swoją drogą, odkryłam kilka świetnych kanałów, którymi pewnie się z wami podzielę.

I tym oto sposobem dobrnęliśmy do końca. Komu ulżyło, to klika w lubię to pod wpisem:-p.

Ps. Kto to widział śnieg w zimie, ja się pytam… Przecież po Bożym Narodzeniu powinna być już wiosna.