W poczekalni do lekarza.

W poczekalni do lekarza.

19 lutego 2014 17 przez Anna

       Żeby chorować trzeba mieć końskie zdrowie. No nie oszukujmy się, w poczekalni psychika siada, tym bardziej, jeśli trzeba swoje odsiedzieć w kolejce, mimo zapisywania na godzinę. Nie pojmę nigdy tej boskiej taktyki. Bo podczas telefonicznej rejestracji dostaję informacje o godzinie na którą mam się zjawić, ale z doświadczenia wiem, że to jest fikcja. Przychodzę 40 minut przed wyznaczona godziną i kisnę z chorym dzieckiem w poczekalni, po czym wchodzę do gabinetu 30 minut po wyznaczonej godzinie. Nie powiem żeby takie posiedzenia z zasmarkanym dzieckiem było fajne, tym bardziej że w ciągu tej godziny młody zużył 5 paczek chusteczek higienicznych, na co ze zgrozą patrzyli współbiesiadujący kolejkowicze. W pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy te 7 paczek chusteczek mi wystarczą. Młody jak ma katar to leje się dosłownie morze… To nie jest zwykły katarek, to jest po prostu tsunami smarków, które męczy jego i każdego kto na to zmuszony jest patrzeć. Gdyby nie to, że ludzie czekają z chorymi dziećmi to na nasz widok dawno pouciekaliby i wcale im się nie dziwę, to wszystko wygląda tragicznie.

 wielka-depresja-kolejka-po-chleb-w-

            Ale, właściwie ja nie do końca o katarku chciałam. Bo przez te kilkadziesiąt minut w poczekalni napatrzyłam się na innych. Była starsza pani, która przyszła z córką i bardzo się oburzyła że musi stać w kolejce chociaż umówiona była na konkretną godzinę. Nawet jej się nie dziwę, bo mnie tez to wnerwia, ale wybaczcie ja nie odpowiadam za zło całego świata i nie chce mi się wysłuchiwać, że czyjeś dziecko jest chore i ona nie chce czekać w kolejce. No moje tez jest chore, a czeka. śmiem stwierdzić, że moje jest na gorszej pozycji bo to rozkapryszony i rozdrażniony pięciolatek, a nie rozumna nastolatka… Potem moje zainteresowanie przeniosło się na znacznie młodszą kobietę choć niemniej wkurzoną, bo na 12:00 miała do pracy, a wtedy już 11:20 była. Nawet ją rozumiałam, w obecnych czasach pracy trzeba trzymać się jak ostatniej deski ratunku, jak się ją wypuści to nigdy człowiek nie ma pewności czy zdoła na czas do dryfować do jakiegoś kawałka drewna żeby ono poniosło na ląd. Zawsze można się po drodze utopić, a dzieci chorują kiedy chcą, znieważając na to czy nam to odpowiada czy tez nie. Szalę mojej goryczy przelała kobieta, która wepchnęła mi się w kolejkę wykorzystując moment, w którym musiałam na gwałt szukać czystej chusteczki w torebce. Wkurzyłam się… powiedziałam nawet kilka słów gdy już wyszła, ale usłyszałam tylko pomruk że ” Ile miała niby czekać”, wie że ktoś jej coś na to odpowiedział bo osoby czekające w kolejce nie były uszczęśliwione jej zachowaniem. Mogłabym na tym zakończyć, gdyby nie sytuacja, która spędza mi sen z powiek. Mianowicie trójka dzieci, w wieku około 9, 7 i 2 lata. Dwójka starszych opiekowała się młodszą dziewczynką, która im zwiewała. Jak to dwulatka robiła raban. Matki ani ojca nie widziałam, a przypatrywałam się im jakieś 10 minut, potem weszłam do gabinetu. W ciągu tych 10 minut, miałam wrażenie że patrzę na chłopca, który próbuje wcielać się w rolę taty, ale z jasnych względów mu to nie wychodzi. Ich zachowanie zostało skarcone przez pielęgniarki, byli stanowczo za głośno. Nie mniej jednak przykro mi się robiło patrząc na nich, bo chłopiec czuł niemoc w stosunku do siostry, a gdy usłyszałam zdanie w stylu ” Ania proszę uspokój się bo ludzie się na Ciebie patrzą”. Rozgoryczenie przez niego przemawiało, dało się odczuć że ma misję, że miał trzymać pieczę nad chodzącą bombą zegarową z anielskimi blond loczkami, ale cała ta sytuacja go przerastała. Po poczekalni przebiegł szmer śmiechu, tak na prawdę ludziom było obojętne co robi to dziecko, mieli dość czekania i biegający dwulatek nie robił na nich wrażenia. Jednak smutno się robiło patrząc na ten widok, nie wiem czy potem doszedł do nich ktoś dorosły czy tez nie, bo weszłam do gabinetu, a gdy z niego wyszliśmy to jakoś nie zastanawiałam się nad całą trójką. Jednak siedząc w ciszy, zaczęłam się zastanawiać co się stało z tymi dziećmi. Jakie są ich losy i czy ja powierzyłabym opiekę nad dzieckiem innym dzieciom, które nie mają posłuchu u tej najmniejszej, które praktycznie same mogą dokazywać bo jeszcze żadne z nich nastolatki.

          Zastanawiam mnie jeszcze to, czemu te dzieci były same. Czy ktoś do nich przyszedł, a jeśli tak to czemu zostawił całą trójkę na tak długi okres czasu. Nawet jeśli poszedłby do samochodu po coś to zeszłoby maksymalnie 2 minuty. parking jest mały i znajduje się bardzo blisko przychodzi. Nurtuje mnie wiele pytań, jak również to, kto odpowiadałby, gdyby tej najmniejszej coś się stało.