Za moich czasów…

16 października 2012 23 przez Anna

     „Za moich czasów to młodzi się nie spieszyli, brali ślub i potem mieli dzieci; Ja nie wiem co to teraz się z tym światem dzieje;  Pierwsze się szkołę kończy, a potem się za dzieci bierze, w ogóle do czego tu się spieszyć, żeby dzieciaki brały się za TAKIE RZECZY „

Takie i wiele innych podobnych zdań, mam przyjemność słyszeć od czasu do czasu. Głównie z ust pewnego starszego pana, który zachował poprawna kolejność tzn. najpierw małżeństwo, a potem dzieci. Oczywiście od pań w wieku mojej babci też to słyszę. Teoretycznie nie mam się do czego przyczepić bo oni od początku postępował tak jak powinni, ale jest jedno ALE. Ten Pan żenił sie ze swoja wybranką gdy sam miał ponad 20 lat, jednak jego żona miała 18 lat. I co podwójna moralność? Wtedy człowiek w wieku 18 lat był bardziej odpowiedzialny? Doroślejszy? Śmiem wątpić, mimo że po wstępnym spojrzeniu na ludzi z okresu wojennego i po wojennego, można stwierdzić, że na pewno mieli inną mentalność. Byli bardziej doświadczeni przez życie.  Jednak czy ówczesna 18 nastolatka była bardziej odpowiedzialna niż teraźniejsze kobiety/dziewczyny?

Ja rozumiem… Granica wieku odpowiedniego na macierzyństwo mocno się przesunęła. Ale nie zrozumiem tego, że ludzie którzy kiedyś tam pobierali się w wieku nastu lat, teraz z politowaniem patrzą na młodych rodziców. Jak dla mnie świadczy to o dwulicowości, no bo w końcu oni dążyli do tego samego co teraźniejsza młodzież. Różnica była taka, że w tamtych czasach nie wypadało mieć dziecka bez ślubu, bo to był wstyd, dla tego młodzi szybko się pobierali. W efekcie czego było mnóstwo małżeństw, w których kobieta miała mniej niż 20 lat. Szybko zachodziły w ciążę, rodziły dzieci, zajmowały sie domem i mężem. A teraz? Teraz te same kobiety i ci sami mężczyźni uważają, że młodzi za bardzo się spieszą. Co więcej dziwią się, że zamiast skupić się na nauce, młodzież woli wiązać się w pary i nie raz zachodzić w nieplanowana ciążę. A jak już zdarzy się ta ciąża to nie wychodzą szybko za mąż, tylko żyją bez ślubu. ” No do czego to się spieszyć, ja nie rozumiem” A do czego Wy drodzy Państwo w sędziwym wieku, będąc nastolatkami i dwudziestolatkami się spieszyliście? Do tego samego… Czyżby czas zweryfikowała wasze decyzje? Podważając postępowanie młodych z obecnych czasów, tak na prawdę przeczycie własnym decyzjom podjętym w tym samym wieku. Nie odbierajcie szczęścia innym waszymi wywodami wyssanymi z palca. Co z tego że przemawia przez Państwa mądrość i zdobyte doświadczenie? Rozlanego mleka się już nie wypije, co się stało to sie nie odstanie. A jeśli w ten sposób ktoś delikatnie próbuje zasugerować, że sam podjął błędną decyzję w wieku młodzieńczym, to niech przyzna się do tego otwarcie, a nie co jakiś czas raczy ludzi stwierdzeniami typu ” Do czego to się spieszyć”

Cierpię… Ogromnie cierpię na brak szacunku w stosunku do osób, które podjęły kiedyś jakąś decyzję i uważają ja za słuszną (przynajmniej publicznie), a bezczelnie za plecami, albo i otwarcie krytykują teraźniejszą młodzież, która poszła tymi samymi śladami. ” Bo Wy życia nie znacie”… Nie znamy… zgadzam się z tym. Z dnia na dzień tego życia się uczymy, poznajemy nowe aspekty, popełniamy błędy i wyciągamy wnioski. Idziemy dokładnie tą samą drogą co Wy drodzy dziadkowie, rodzice, sąsiedzi, kilkadziesiąt lat temu. I popełniamy te same błędy, które Wy, bądź wasi znajomi popełniliście kiedyś. Wy tez tego życia nie znaliście, taka jest prawda i teraz ma często nieodparte wrażenie, że denerwuje Was to, że ktoś może popełnić te same błędy co Wy. Podjąć decyzje, które Wy kiedyś również podjęliście, a których teraz ogromnie żałujecie. Ten żal i rozgoryczenie sprawia, że zarażacie tym nas młodych, którzy chcą się cieszyć życiem. Niekiedy wydaje mi się, że chcecie aby młodzi rodzice byli nieszczęśliwi i żeby wypłakiwali się Wam w rękaw, mówiąc jak to im źle i jak bardzo źle postąpili. A co jeśli ci młodzi wcale tak nie czują? Co jeśli są szczęśliwi, bądź na tyle pogodzeni z losem, aby tego żalu za straconą wolnością nie czuć? Po co w takim razie na każdym kroku podkreślać że tyle stracili? Co Wam starszym ludziom da, że któryś z młodych zamiast cieszyć się rodziną przystanie i stwierdzi, że faktycznie mogło być inaczej? To że zacznie sie zamartwiać i przestanie czerpać przyjemność z bycia rodzicem sprawi Wam przyjemność? A może odczujecie jakąś satysfakcji, że nie tylko Wam jest źle?

Moja irytacja dziś osiągnęła apogeum i choć wiem że żaden z adresatów tego nie przeczyta to mam cicha nadzieje, że ktoś kiedyś tam w przyszłości ugryzie się w język uświadamiając na każdym kroku, dziecku czy wnukowi, że zamiast cieszyć się tym co ma, powinien myśleć o tym co mógłby osiągnąć będąc w innej sytuacji.

(Visited 21 times, 1 visits today)