Zaczęłam i skończyć nie mogę.

Zaczęłam i skończyć nie mogę.

11 czerwca 2019 2 przez Anna


Obiecałam sobie więcej wpisów, na recenzje czekają 4 książki i nie umiem się skupić. Blisko miesiąc temu dopadła mnie angina, która przerodziła mi się w zapalenie zatok. Tak oto kończę drugi antybiotyk i wypadałoby iść do pani doktor po kolejny, bo siedzę wkurzona z zatkanymi uszami, smarkam na wszystko, co się rusza i kaszlę jak gruźlik i nic a nic nie czuję. Gdyby się coś koło mnie paliło, to nawet bym tego nie wyczuła. Dobrze przynajmniej, że głowa mi nie pęka, bo chyba położyłabym się i czekałabym, aż się chłop nade mną zlituje i dobije mnie łopatą.

 

Ogródek.


Zdjęć dziś nie wrzucę. Liczę na to, że uda mi się coś jeszcze zrobić, żeby wyglądał lepiej i pod koniec czerwca wrzucę aktualizację. Mąż walczy z weną ogrodzeniową, wprowadził w życie świetny pomysł, który zapewni trochę intymności i dodatkowo da miejsce na składowanie rzeczy. Ja starałam się ożywić warzywnik, niestety kabaczki postanowiły nie wykiełkować. Za to posadzona przez młodego szparagówka pięknie wyszła. Cóż, blisko domu mam ryneczek i tam może znajdę gotowe sadzonki kabaczka. Jedno jest pewne, przez ten katar i kaszel obroty mam spowolnione o 50%, a do tego upał trochę nie sprzyja pracy na działce. Ale niech no ona poczeka tylko do piątku.


W sobotę wyruszamy…

W sobotę wyruszamy w drogę. Jak to na złą żonę przystało, zostawiam męża i ruszam z koleżanką i z naszymi chłopakami do Rzeszowa, żeby wykorzystać mój voucher, o którym możecie przeczytać tutaj. Oczywiście relacja z tego wydarzenia ukaże się na blogu, a do tego będziecie mogli wygrać coś dla siebie w konkursie, który zostanie zorganizowany. Mam tylko nadzieję, że pogoda nam się uda i będziemy się świetnie bawić. No i oczywiście, że nie przylepimy się do asfaltu. Narzekać na upał nie mam zamiaru, bo gorsze były ulewne deszcze. Tzn. w kwestii gorsze/ lepsze zwycięzcy nie ma, ale na chwilę obecną jednak wolę obecną pogodę. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie zakaszlę ludzi na śmierć.


Koniec roku.


Szok i niedowierzanie. Mój młody, podobnie jak milion innych dzieci ukończy kolejny rok w edukacji. To był długi i ciężki rok, który wykręcił mi mózg w poprzek kilka razy i wbił do głowy, że mój syn to nie ja. Czasem człowiek podchodzi do edukacji i umiejętności swojego dziecka jak do czegoś, co powinien odziedziczyć. No i po części odziedziczył, tylko gdzieś chęci zabrakło. Czy to jest złe? Nie. Czy oczekiwałam świadectwa z paskiem? Nie, dotąd paski na świadectwach w niczym mi nie pomagają. Ot taka ładna pamiątka, którą moja mama może się cieszyć, a i tak moje świadectwa leżą w ciemnej teczce. Ale wymagałam ambicji. Tych z kolei nie jest zbyt wiele, albo nie tyle ile chciałabym aby było. Ale czy to ważne? W końcu będą wakacje!