Zawód spedytor.

Zawód spedytor.

21 marca 2014 10 przez Anna

             Nigdy, nie będę spedytorem. To najgorszy zawód świata. Nie dość, że pracujesz 8 godzin dziennie siedząc w biurze, to jeszcze niejednokrotnie praca przeszkadza w życiu osobistym, bo załadunki i rozładunki samochodów trwają w różnych godzinach. A jak jest problem to dzwonią do spedytora.

 stylowi_pl_samochody-i-motocykle_tir_5897483

           Piękny wiosenny dzień, moja rodzicielka ma urlop wprost wymarzony dzień na zakupy. Wybieramy się na poszukiwanie płaszcza dla mnie i jakichś butów. W drodze zastanawiam się jak długo potrwa względna cisza. Sklep pierwszy, oglądamy ubrania, jest ok. Nawet można powiedzieć idealnie. W końcu mamy taki prawdziwy babski dzień. Sklep drugi, widzę świetny sztruksowy płaszcz. Przymierzam i zaczyna się. Telefon pierwszy, telefon drugi, telefon piąty i dziesiąty. Między pierwszą rozmową a drugą, mama kiwa że jest ok, leży fajnie i szybko uspokaja, że zraz skończy rozmowy. Idziemy po buty, wybieram śliczne brązowe czółenka na obcasie znowu telefon. Zaczynam ogarniać mnie wściekłość. Już wiem, że nigdy, ale to nigdy nie będę pracować w transporcie. Tiry, telefony i wszystko co z tym związane to ZŁO. Jestem wściekła, strzelam focha, no bo miał być dzień dla mnie, a znowu jest dzień dla tych głupich telefonów. Mama widzi, że jestem wściekła, tłumaczy jak krowie na rowie, że jest sama w biurze, że nie ma tak na prawdę nikogo do pomocy i póki to się nie zmieni, każdy urlop będzie wyglądał podobnie. A może lepiej napisać, że nie będzie wyglądał wcale jak urlop. Zostanę nauczycielką. Będę uczyła matematyki, będę miała weekendy wolne, będę miała wolne między świętami w ferie, weekendy i wakacje. Żyć nie umierać.

           Nie zostałam nauczycielem, matematyki, ani żadnego innego przedmiotu. Pewnie gdyby nie  ciąża w ostatniej klasie, zdecydowałabym się na cokolwiek z nauczycielstwa, nie licząc języka polskiego i chemii, jednak wyszło jak wyszło. W trakcie ciąży zaczęłam myśleć o logistyce, podobały mi się również banki, ale po kolei. Najpierw poród, potem matura, a na końcu poszukiwania pracy. Moje plany się pokrzyżowały bo wyścig rozpoczęłam maturą, przeplotłam porodem i znowu maturą. Potem były poszukiwania pracy i nic… Nie będę pracować z własna mamą, nie chcę pracować w spedycji, żaliłam się do Tomka. Z braku innych opcji i z konieczności zgodziłam się na półroczny staż w spedycji, potem dostałam umowę na pół etatu na kolejny rok, aż w końcu zasłużyłam na pełnoetatową umowę na czas nieokreślony. Pracuje w spedycji, w tym roku minie 5 lat, a mnie nadal wydaje się, że dopiero zaczynam. Polubiłam tę pracę. Może dla tego, że od razu próbowałam pracować, że wiedziałam co mnie czeka i czego się spodziewać, w końcu napatrzyłam się na moją mamę przez tyle lat. Mam szczęście, ze nie pracuję w ogromnej firmie w której jest skupisko ludzi i każdy na każdego patrzy spode łba. Taka atmosfera byłaby torturą. Mam szczęście, że pracuję z moją mamą. Tak patrząc globalnie, ja cale życie spadam na cztery łapy, zawsze jakimś cudem mi się układa. Ciąża, matura, praca… Czasem jest ciężko, czasem chce się płakać, ale w ostatecznym rozrachunku zawsze wychodzę na plus. Tak było też z zawodem. Nie miałam nic, bo wybierając szkołę nie przyjmowałam innej opcji niż kontynuacja nauki na studiach, a w efekcie moich wyborów mam zawód, który o dziwo lubię. Spedycja uzależnia, choć czasem potrafi wkurzyć, szczególnie gdy marzysz o tym, aby akurat TEGO wieczoru był spokój. A tu jak na złość coś się psuje i jedną ręką musisz trzymać telefon, drugą mieszasz zupę, a nogą puszczasz samochody do dziecka. Ciekawe kiedy od małego usłyszę, że nigdy nie zostanie spedytorem. Choć w sumie już mi mówi, że będzie kierowcą wyścigowym, albo będzie pracował z tatusiem.

            Życie jest przewrotne i często zaskakuje. Czasem myślimy, że coś ewidentnie nie jest dla nas, a z biegiem czasu zaczynamy to lubić i nie wyobrażamy sobie siebie nigdzie indziej.