Zima.

Zima.

30 lipca 2013 8 przez Anna

       Środek lata, a ja jak ten Filip z konopi wyskakuje z zimą, ale to ważne! Nie nie spadł u nas śnieg w środku wakacji, nic z tych rzeczy. Pogoda wczoraj była nad wyraz piękna, dzis pojawiły sie chmury, ale z tego ciepła cieszę się ogromnie. Jednak w tej ciepłej euforii spojrzałam na  kalendarz i coś mi się przypomniało.

      Lata temu, a przynajmniej kilka lat temu. Byłam wesołą nastolatką czekającą tylko na okres wakacyjny. Pod koniec czerwca już nie mogłam wysiedzieć w szkole i czas niemiłosiernie mi się dłużył, potem w końcu żegnałam rok szkolny i z uśmiechem przyklejonym do twarzy witałam wakacje. Ach, jaki to był piękny czas, zawsze robiłam sobie postanowienia wakacyjne, których nigdy nie dotrzymywałam, ale co tam:-p. Wakacje trwały od ostatniego tygodnia czerwca do 1. września, jednak nie moje. Moje wakacje trwały od otrzymania świadectwa do imienin. Jako że imieniny obchodzę 26 lipca po tej dacie, napawał mnie lęk, bo lato już odchodziło, bo wakacje się kończyły. Nic mnie tak bardzo nie wkurzało, jak świadomość, że sierpień jest tak kruchy, tak ulotny, że ani się obejrzę i będzie wrzesień. Spojrzałam w niedzielę na kalendarz i odczułam podobny niepokój. Ja wiem, że do szkoły we wrześniu nie muszę iść, że teraz czeka mnie już tylko katorżnicza praca 8 h dziennie od poniedziałku do piątku, ale bez obowiązku nauki wieczorami, że jestem sobie sama sterem, żeglarzem i okrętem, ale to kończące się lato, które tak na dobrą sprawę jeszcze się nie kończy, napawa mnie lękiem. Wszystko przez to, ze po nim przyjdzie zimno i deszcz, a potem śnieg i mróz. Tak długo czekam na wiosnę i lato, a tak krótko się nimi cieszę. Czasem mam wrażenie, że te pół roku zimna są zupełnie niewspółmierne z 6 miesiącami ciepła. Dziwnym trafem wiosna i lato przelewają się przez palce, a ta jesień i zima trwa i trwa.

       Cieszę się z upałów, z cudownej pogody, z tego że na naszym trzecim piętrze pod dachem jest taki skwar, że muchy zdychają z gorąca, że co dziennie omiatam parapet z owadów, które nieopatrznie się na nim usmażyły. Cieszy mnie każdy taki dzień,  najchętniej przeżywałabym  takich dni więcej, gdybym mogła ulżyłabym tym narzekającym, którzy takich temperatur nie lubią. Zabrałabym to słońce dla siebie, po to tylko, żeby zimy nie było, żeby zawsze było tak jak wczoraj.

– Mamo kiedy będzie śnieg?

– Co? W zimie…

-Kiedy będzie zima? Ja chcę śnieg.

– Ale po co chcesz śnieg? Teraz jest tak ciepło.

– Chce pojeździć na sankach, teraz jest nudno, nie ma śniegu.

– Ale przecież można jeździć na rowerze, a w zimie nie można.  No i budujesz zamki z piasku, a w zimie się nie da. Możesz jeść lody, nie trzeba ubierać kurtek, chodzisz w sandałkach i w ogóle jest cudownie.

– Ale ja tak lubię śnieg!

      Dziecko… Czyje ty jesteś?  Aby na pewno moje? Oczy moje, a przynajmniej ich kolor, znamię mamy takie samo, ale na różnych  przedramionach, włosy… kwestia sporna. Więc jako mój syn, jamki cudem lubisz zimę? Zimę często szarą, ponurą i brzydką? Czasem obserwując Kacpra jestem przerażona tym jak bardzo jest do mnie podobny i jednocześnie jak bardzo inny…