ZMPP- Zespół Mamy Przyszłego Przedszkolaka

22 sierpnia 2012 31 przez Anna

        Nawet nie wiem czy coś takiego istnieje, ale ogarnia mnie przerażenie na samą myśl o przedszkolu. Nie dla tego że bo się o syna, wiem że sobie poradzi. Jedyny feler u nas to ta kupka w majtki, nieraz się uda, a potem przychodzą dni, że dziecko wieje do salonu i robi kupkę pod stołem. Mam nadzieje ze samo minie, bo ja już nie mam argumentów. Ja bardziej boje się o siebie. Czuje że coś się kończy, moja bezpieczna przystań i świadomość że syn jest z babcią wtedy kiedy ja pracuje, z dnia na dzień robi się coraz bardziej odległa. Nie wiem co ja mam z tym zrobić. Niby nic sie nie zmieni, bo ja nadal będę pracować w tych samych godzinach, kwestia tylko tego, że mam bliżej do przedszkola z pracy niż do teściowej. Tylko sam fakt tego, że moje dziecko wkracza w nowy etap życia, nie przeraża, paraliżuje i mam ochotę uciekać.
Za ponad tydzień, mój mały dotąd szkrab będzie wdrażany w obowiązki szkolne. Wiadomo to nie podstawówka, ale też nie przytulne mieszkanko babci i spacerki po okolicznych placach zabaw wtedy kiedy dziecko ma tylko ochotę. Nie mogę sobie wyobrazić tego, że mój syn zostanie przedszkolakiem, znowu i się wymyka z rąk, wypływa na głębszą wodę. Pierwsze takie wypłynięcie miało miejsce w sierpniu 2009 gdy poszłam do pracy, przez miesiąc w biurze posępnie patrzyłam na zdjęcie syna i prawie płakałam, że nie mogę z nim spędzać tyle czasu ile bym chciała. Potem przyszła rutyna, ale i tak coś sie zmieniło, wiedziałam  że moje dziecko nie jest juz tylko moje, jego serduszko podzieliło się na kilka częsci i każdą z nich zawładną ktoś inny.

Mój ci on

A teraz? Teraz to serduszko potrzebuje rówieśników bardziej niż ciepłych pieleszy u babci. I bardziej niż  całodobowej obecności mamy. Jasne że wszyscy gdzieś tam będziemy w tyle jego głowy i że nas będzie kochał, ale tak jakoś mi żal, że znowu będę musiała się nim dzielić. Tym razem przedszkolem i choć  wiem że Panie i koledzy nie zastąpią mu nas, to jednak w sercu mam żal, że to tak szybko… Ja wiem, że nie mogłam się doczekać, w sumie nadal nie umiem i chce, żeby się rozwijał nawiązywał znajomości, ale tak jakoś mi żal. Pewien etap w naszym wspólnym życiu zostanie pożegnany na zawsze. Moje dziecko będzie miało swoje dziecięce obowiązki, tak jak my dorośli mamy swoje. I tak stopniowo będzie nam się wymykał z rodzicielskich objęć. Przez chwilę zaczęłam to porównywać do  ślubu i wiecie co sobie uświadomiłam? Złą teściową będę, bo jeszcze mały nie ma narzeczonej, a ja już jej nie lubię:-p…. Nie wyobrażam sobie tego, brrr… Nie bedę juz wiecej tego roztrząsać bo mnie przyszłość przerażać zaczęła.