„Madeleine”- Consilia Maria Lakotta

„Madeleine”- Consilia Maria Lakotta

27 czerwca 2014 Wyłącz przez Anna

978-83-7595-817-1  Consilia Maria Lakotta(1920-1998) urodziła się jako jedno z bliźniąt syjamskich zrośniętych ze sobą skroniami, z których jedno zmarło po kilku godzinach, a drugie poświęcono Matce Dobrej Rady – Mater Boni Consili. Po 1945 roku wydawnictwa zaczęły publikować jej teksty. W swoich powieściach ożywiła postaci z kart Pisma Świętego oraz z historii Kościoła, a także ukazała, jak ludzie wierzący mogą uporać się z trudami własnej egzystencji. Ponieważ czytelnicy chcieli poznać ją bliżej, wydała swoje listy zawierające doświadczenia związane z przezwyciężaniem trudności w kontekście wiary chrześcijańskiej. Powrót kobiety (1995) stał się jej krótką autobiografią oraz duchowym testamentem. Źródło.

Oprawa: Miękka
Liczba stron: 260                                            Wydawnictwo: Wydawnictwo M

       Madeleine jest młodą, skromną studentką, której marzeniem jest praca farmaceutki. Pochodzi z rodziny, w której ojciec prowadził firmę specjalizująca się w budowie łodzi żaglowych. Gdy miała 14 lat, w wyniku nieszczęśliwego wypadku zmarła jej mama, a 2 lata wcześnie,  bohaterka wraz z rodzicami, opłakiwała braci, którzy utonęli nieopodal Jersey. Niechęć jej ojca do tej wyspy, która sprawiła mu tyle bólu, skłoniła Madeleine do ukrywania ogromnego uczucia, jakim darzyła Héliera. Mężczyzna był ogromnie zakochany w pięknej dziewczynie i wiązał z nią swoją przyszłość, jednak jego pochodzenie i brak pieniędzy, zmuszało go do poszukiwania pracy, która pomogłaby mu związać koniec z końcem na studiach medycznych, a także odciążyć finansowo schorowaną matkę. Mężczyzna znalazł posadę u rodziny Madeleine, w której to zajmował się rachunkami. I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że między dwojgiem zakochanych pojawiła się, Yvonne. Kuzynka Madeleine nie darzyła jej sympatią, zawsze zazdrościła jej spokojnego domu i kochających się rodziców, a w końcu czarę goryczy przelał fakt iż Yvonne nie była w stanie rozkochać w sobie narzeczonego kuzynki. Przebiegła i wyrachowana kobieta, zawsze miała to czego chciała, a wyraźny brak zainteresowania swoją osobą ze strony Héliera, ogromnie ją rozzłościł. Postanowiła za wszelką cenę rozdzielić zakochanych i jej się to udało, ale czy na długo? Czy prawdziwa miłość, może przetrwać wszystko, każdą przeciwność losu i próbę czasu?

 

     Jestem zauroczona fabułą, jaka została przedstawiona w ” Madeleine”. Cała historia została opowiedziana w tak nienachalny, subtelny i wyrafinowany sposób, że do tej pory jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Na początku nie potrafiłam się odnaleźć w ramie czasowej, bo z jednej strony wydawało mi się, że książka opowiada o historii z końca XIX wieku, w którym dużą wagę przykładało się do norm, wiary i obyczajnego zachowania. Jednak pojawiły się w niej dobra techniki, które dostępne były dużo później i w pewnym momencie zamiast na treści, skupiłam się na umiejscowieniu ( choćby przybliżonym) historii Madeleine w czasie. Od samego początku, gdy tylko w powieści pojawia się postać Yvonne, czytelnik ma wrażenie, że coś się stanie. Wręcz czułam niepokój, który zachęcał mnie do dalszej lektury, a po części trochę paraliżował. Może dla tego, że ogromnie nie lubię, gdy w jakimkolwiek związku pojawia się trzecia osoba, która rujnuje spokój i  komplikuje życie pary. Tak czy inaczej, powieść czytałam z zapartym tchem, złoszcząc się na autorkę, że tak dotkliwie doświadczyła główną bohaterkę, że poddała ją tak ogromnej próbie czasu.  ” Madeleine” to wspaniała powieść dająca do myślenia, otwierająca oczy na prawdziwe wartości i na drugiego człowieka.

A teraz coś co mnie zaskoczyło. Coś mniej pozytywnego, aczkolwiek dziwnego w moim wydaniu, bo ja zazwyczaj zupełnie takich rzeczy nie dostrzegam. A w książce ewidentnie mnie to zdziwiło. Błędy… To pierwsza książka, która zmusiła mnie do zajrzenia do słownika, aby jeszcze raz na nowo przestudiować zasady pisowni. Nie wychwyciłam, żadnych błędów ortograficznych, ale za to sporo interpunkcji i literówek. Tak mi trochę głupio oceniać, bo sama piszę jak piszę, bo nie raz popełniam takie błędy, że się z siebie się śmieję. Tylko, że po książce oczekuję perfekcji. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim problemem, jeśli chodzi o wydany egzemplarz, który teoretycznie zawsze jest sprawdzany przed drukiem.  Przyznam, że gdy pierwszy raz wychwyciłam ten mały błąd, pomyślałam sobie, że się zdarza i czytałam dalej. Jednak tych „zdarza się” znalazło się trochę i postanowiłam o nich napisać, a żeby nie było, że jestem gołosłowna pstryknęłam kilka zdjęć komórką.

IMG_1643

IMG_1642

Nie mniej jednak, oceniając samą treść, bo jako laik tylko to potrafię zrobić, książkę uważam za godną zainteresowania. Do samego końca trzyma w napięciu, przez co nie można jej od tak, odłożyć na półkę i przestać myśleć o losie bohaterów.

Bez tytułu

Za możliwość zrecenzowania tego egzemplarza serdecznie dziękuję Wydawnictwu M

(Visited 35 times, 1 visits today)

Polecam