” Jak wychować chłopca na mężczyznę” Meg Meeker

” Jak wychować chłopca na mężczyznę” Meg Meeker

28 września 2014 7 przez Anna

Chłopcy mają zupełnie inne potrzeby niż dziewczynki. Ich sposób działania, myślenia, a nawet samego funkcjonowania jest odrębny, od tego co dzieje się w damskich umysłach. W książce poruszanych jest wiele problemów, dotyczących relacji na płaszczyźnie matki z synem,  ojca z synem, a także tych międzyludzkich i koleżeńskich. Mimo iż książka na samym tytułem sugeruje, że jest poradnikiem, osobiście zupełnie tak bym jej nie traktowała. Jest w niej wiele, na prawdę cennych i mądrych spostrzeżeń jak i zapewne takich z którymi nie każdy się zgodzi, ale co by o niej nie mówić, porusza kwestie trudne zarówno dla matek jak i dla ojców, którzy za priorytet biorą sobie wychowanie dziecka na dobrego człowieka.

Długo zastanawiałam się jak zrecenzować tę książę. Na początku lektury zirytowałam się niemiłosiernie, bo poczułam się dotknięta jako kobieta. Zlekceważono moją wrodzoną nieudolność humanistyczną i próbowano mi wmówić, że zainteresowanie dziewcząt przedmiotami ścisłymi nie jest naturalne, a niejako wymuszone, za to dla chłopców winny być ono zupełnie naturalne. Nie rozumiem jak kobieta, mogła coś takiego napisać, bo przecież mamy postęp, równouprawnienie i sama nie wiem co jeszcze. Panie niejednokrotnie radzą sobie lepiej na kierowniczych stanowiskach niż mężczyźni, a ja, jako kobieta czuję się samowystarczalna, więc czemu ktoś ( KOBIETA!) na samym początku chce mnie wcisnąć do szufladki ” słaba, wątła eteryczna”? Musiałam odkryć tajemnicę, bo przecież jakąś ta książka skrywała, skoro już na wstępie, autorka podniosła mi ciśnienie.

Chłopcy potrzebują miłości, zainteresowania, zrozumienia i akceptacji. Mają silną potrzebę sprawdzenia się, choć w sumie mam wrażenie, że można to odnieść do każdego dziecka niezależnie od płci. Uświadomienie tego rodzicom jest głównym celem tej książki. Dorastający mali mężczyźni potrzebują dwóch wzorców. Kochającej bezwarunkowo matki i kochającego, choć wymagającego ojca. Na części pierwsze rozebrany został tok myślenia matki i choć sama nią jestem, to po przeczytaniu rozdziału ” o sobie” skrycie przyznaje rację co do niektórych teorii. Do wychowania syna podchodzę zupełnie inaczej niż partner. Gdybym mogła, zamknęłabym Kacpra na klucz, żeby mu się nic nie stało, ale skoro nie mogę to w  awaryjnych sytuacjach, zostawiam ich dwóch na polu walki, a sama wychodzę, nie chcąc być świadkiem karkołomnej kaskaderki. Lubię przytulać, rozmawiać, przebywać z synem, ale jestem też tą, która wymaga, może czasem zbyt wiele lub zbyt ostro, czego w tej książce praktycznie w opisie matki nie było. Może przez to, że kobiety w niej przedstawione, były dość stereotypowe. Przedstawiono je jako te delikatne, ckliwe, opiekuńcze, no takie trochę ciepłe kluchy. Zupełnie inny punkt widzenia przedstawiony został z perspektywy wychowania syna przez ojca. Mężczyźni wymagają od swoich synów, nie starają się rozwiązywać za nich problemów, nie starają się dotrzeć do nich przez rozmowę, co jest domeną matek. Porozumiewają się bardziej przez wspólne spędzenie czasu podczas aktywności fizycznej. Coś w tym jest, bo znowu odnoszę przeczytane słowa do tego co mam u siebie w domu w chwili obecnej i faktycznie panowie porozumiewają się na zupełnie innej płaszczyźnie. Bardziej męskiej, dla mnie niezrozumiałej.

Autorka poruszyła też w swojej publikacji ogromnie ważny problem, jakim jest wszechobecny seks kipiący z reklam, teledysków, filmów i internetu. Mali chłopcy są tymi obrazami zalewani. Najpierw ich dziwią, potem powszednieją, a na końcu wypaczają spojrzenie na płeć przeciwną, która staje się tylko przedmiotem pożądania. Reklamy zaburzają spojrzenie na miłość do drugiego człowieka  i na sam seks. Starała się również zwrócić uwagę na szkodliwość gier, które w sposób niekontrolowany niszczą umysł dziecka.

” Mówimy do naszych synów zbyt szybko, zbyt często ich pouczamy, a rzadko pozwalamy mówić do nas. Nie mamy czasu aby cierpliwie ich wysłuchać”

Ogromnie podoba mi się ten cytat, bo choć nijak ma się do nas ( ja milczę, Kacper non stop papla), to jednak ten brak czasu, przewija się w moich komunikatach niezwykle często. Myślę, że brak czasu na rozmowę, na wysłuchanie dziecka, jest powodem wielu problemów. Wiadomo, że  przychodzi czas, w którym to dziecko ma rodziców w nosie i nie chce mu się rozmawiać, ale nie można się wtedy poddawać. Najgorsza jest rezygnacja i czekanie na nie wiadomo co. Jedno jest pewne, nic dobrego nie wyjdzie z bierności i pozostawienia dziecka samemu sobie.

„Jak wychować chłopca na mężczyznę” to wyjątkowa książka, choć zupełnie nietypowy, bo nie ma w nim recepty na to, co tak na prawdę trzeba zrobić aby chłopiec stał się mężczyzną. Można się jedynie domyślać i wyciągać wnioski. Jednak cenne jest w niej to, że pozwala choć trochę zrozumieć męski punkt widzenia. Zapewne nie do końca, bo psychika ludzka jest niezbadana, jednak poszerza horyzonty. Nie zawsze zgadzałam się z autorką, wszystko przez to, że samo pojęcie męskości jest głęboko subiektywne. Ja sama mężczyznę postrzegam w trochę inny sposób, niż ukazany został przez Meg Meeker. Jako kobieta, która kiedyś była rasową chłopczycą, biegającą za własną mamą z dżdżownicą w jednej ręce i żabą w drugiej, nie potrafiłabym jednoznacznie stwierdzić, że aby chłopiec stał się mężczyzną powinien zostać wychowany według schematu. Według męskiego kodeksu, który zakłada, że mężczyźni skrywają uczucia, nie potrafią o nich mówić, a czasem nawet sami nie wiedzą co tak na prawdę czują.  Sama nie byłam schematycznym dzieckiem, nie lubiłam lalek, ale czy przez to jest we mnie mniej kobiety niż w innych matkach, czy dziewczynach? Dlatego zaczęłam się zastanawiać, czy aby mój syn jest schematycznym chłopcem, który z założenia nie wie co czuje, myśli jak mężczyzna, jest rządny przygód. Pewnie po części coś się  będzie zgadzać, ale mam w sobie taki bunt,  bo co jeśli jest tym jednym na milion? Tym idealnym co to upoluje mamuta, wyżywi rodzinę, ale i jak trzeba ugotuje strawę dla swojej żony i dziatek, i nie będzie się wstydzić swoich uczuć względem niej przy innych kolegach łowcach. Co jeśli nastawiając się, że mężczyzna jest tylko samcem alfa, zabijemy w synach ich prawdziwe, empatyczne ja? Bo w końcu, ja jako dziecko, mogłam bawić się autkami, mogłam ganiać z kolegami po podwórku, mogłam chodzić z obdartymi kolanami i raczej nie sprawiło to, że w dorosłym życiu nie potrafię odnaleźć się w roli kobiety i matki. A wręcz przeciwnie, chyba w miarę możliwości sobie radzę. Choć ta kobiecość, też jest rożnie pojmowana.

 

Bez tytułu

Za możliwość zrecenzowania tego egzemplarza serdecznie dziękuję Wydawnictwu M

(Visited 47 times, 1 visits today)

Polecam