Adresy e-mail są mi obojętne o ile mam styczność z osobami prywatnymi. W kontakcie formalnym mają dla mnie ogromne znaczenie. Powinnam zaznaczyć, że nie jestem ekspertką, ale sobie daruję, bo wypowiadam się jako obserwator. Może zacznę od tego, że sama posiadam 3 adresy e-mail. Jeden prywatny, drugi blogowy zawierający nazwę domeny herbata.ze.szklanki@gmail.com, a trzeci firmowy, oparty na domenie właściciela firmy. Każdy z adresów jest po coś. Prywatny, jak sama nazwa wskazuje, służy mi do wymiany zwykłych maili z rodziną, służy mi do subskrypcji niektórych portali, ( choć z tej opcji korzystam niezwykle rzadko). E-mail blogowy wykorzystuję do kontaktu z czytelnikami, natomiast konto służbowe, dodaje mi wiarygodności w oczach klienta, gdy podejmujemy jakieś przedsięwzięcie.

Wygląd adresu e-mail ma znaczenie!

    Nie chodzi mi tu o markowe ciuchy i drogie kosmetyki. Wygląd ma również znaczenie nie tylko jeśli chodzi o stronę internetoweą czy bloga, za to głównie odpowiedzialna jest odpowiednia szata graficzna. Jak stworzyć darmowe logo i baner na bloga napisałam w osobnym wpisie. Adres skrzynki pocztowej, to jedna z pierwszych wizytówek, która dociera do potencjalnego klienta. E-mail mówi o nas bardzo wiele.  Zdecydowanie bardziej profesjonalnie wygląda e-mail ściśle połączony z domeną, którą prowadzimy niż taki z końcówką wp.pl interia.pl czy (o zgrozo!) jakiś buziaczek.pl. Nie mam nic do tego rodzaju końcówek, ale nadają się one jedynie do prywatnych kontaktów, a nie tych stricte formalnych. Jeszcze z przymrożeniem oka mogę spojrzeć na gmail.com, ale jeśli pierwszy człon sprawia, że otwiera mi się ze zdziwienia paszcza, to znaczy, że nie jest zbyt dobrze.

Jak wybrać adres e-mail?

   Nie ważne, jaką działalność prowadzisz ( ja nie prowadzę żadnej), ale jeśli myślisz o swojej firmie poważnie, jeśli posiadasz stronę internetową, jeśli płacisz za hosting, to brakuje Ci jedynie profesjonalnego adresu e-mail. Adresu, który doda powagi i wiarygodności. Konto na platformach, może założyć sobie każdy, a dopisek świadczący o połączeniu adresu z domeną, jedynie jej właściciel. Jeśli już przekonałeś się do tego, aby wyglądać profesjonalnie w oczach potencjalnych klientów wystarczy, że zdecydujesz się na prostą opcję z własnym imieniem@adres-domeny.com.pl, ewentualnie zamiast imienia czy nazwiska, można wpisać, biuro, kontakt czy coś innego, co łatwo będzie można zapamiętać.

Zabawnie i niepoważnie.

  Ostatnio wytrzeszczyłam oczy, gdy w trakcie rozmowy z potencjalnym kontrahentem otrzymałam prośbę o przesłanie dokumentów na adres e-mail: przystojnyon@o2.pl ( podany adres jest akurat zmieniony na potrzeby wpisu, ale idealnie wpisuje się w kanon zakazanych). Przystojny ON, kojarzy mi się z odległymi czasami, kiedy jeszcze w modzie były czaty. Nie wiem czy nadal są, bo wypadłam z obiegu. W każdym razie, zlepek tych dwóch słów wywołał u mnie atak śmiechu i wrażenie, że osoba po drugiej stronie, robi sobie ze mnie żarty. Przez dłuższą chwilę czekałam, aż ktoś mi napisze, że się pomylił, że to nie ten e-mail, ale nic takiego się nie stało. Niechętnie przesłałam dokument na podaną pocztę. A czemu niechętnie? Bo jako zleceniodawca nie miałam pewności, że dana osoba traktuje mnie na serio. Słowem nie odezwałabym się na końcówkę, jeśli początek zawierałby nazwę firmy, nazwisko, czy coś, co wskazywałoby na powagę sytuacji. A tu pierwszy człon okazał się kiczem samym w sobie. Podobnie jest z treścią niektórych ofert dotyczących współpracy, które choć nadane były z pozornie poważnie wyglądającego adresu e-mail, zawierają w sobie najbardziej wkurzające zwroty dotyczące współpracy.

Dopiero zaczynam.

    Ten akapit dedykuję blogerom, którzy nie mają domeny, zaczynają swoją przygodę, albo po prostu nie chcą się rozstawać z darmową pocztą e-mail, bo jest dla nich wystarczająca. Ja tak mam, z Gmailem. W przypadku blogów, adresy e-mail nie będą miały aż tak ogromnego znaczenia, o ile nie zaczniecie prosperować, jako firmy. Ale i tak nie polecam nazwy pt. słodkadziewczynka, perełeczka, nieśmiała, czy innego takiego ustrojstwa. Oczywiście pod warunkiem, że perełeczka nie jest jednocześnie waszym sieciowym nickiem. Tylko w takim wypadku będzie miało to sens.

    Podsumowując, jeśli decydujesz się na e-mail z końcówką własnej domeny, pamiętaj, że im więcej słów tym gorszy będzie do zapamiętania czy przepisania. Biorąc za przykład mój długi adres: herbata.ze.szklanki@gmail.com. Jest on nieporęczny, długaśny i sama, gdy ma go wpisać, a nie mam jak skorzystać z opcji ” kopiuj wklej”, po dwadzieścia razy sprawdzam, czy jest ok. Podobnie jest z mailem, który wykorzystywałby adres domeny. Byłby równie długi i nieporęczny. Tak, więc w prostocie i powściągliwości jest metoda na sukces:). Bo jak Cię widzą, tak cię piszą i to nie tylko w realu, ale i w sieci.

(Visited 4 791 times, 5 visits today)