Medialny poród.

Medialny poród.

14 grudnia 2015 25 przez Anna

   Pamiętam jak urodziłam Kacpra i na topie była nasza klasa. Wyszłam ze szpitala po 3 dniach od porodu i  następnego dnia, a była to niedziela, korzystając z chwili snu młodocianego, wystawiłam jego zdjęcie. Biłam się wtedy z myślami czy powinnam, czy to nie za wcześnie, bo dopiero co opuściliśmy szpital, a ja już zdjęcia wstawiam, ale ta chęć pochwalenia się była silniejsza. Teraz czuję się usprawiedliwiona, ludzie wklejają zdjęcia swoich pociech zaledwie kilka godzin po porodzie, więc te 3-4 dni po, to pryszcz. A może nawet powinnam zrobić to wcześniej?

hospital-840135_1280

     Mam znajomą, no dobrze miałam, bo nie mogąc znieść jej nadmiernego ekshibicjonizmu, usunęłam ją z grona znajomych. Ale do rzeczy, bo ten przypadek był niezwykle ciekawy. Mimo, iż mieszkamy w odległości kilkudziesięciu kilometrów, to ja ( razem z innymi szczęśliwcami) wiedziałam jak wyglądają jej starania o dziecko, wiedziałam kiedy ma owulacje, kiedy przyszedł okres i właściwie mogłabym opisywać każdy z dnia jej cyklu. Potem ” pierwsza” wiedziałam o jej ciąży, rozwarciach, skurczach, odchodzących wodach, nawet jestem w stanie odtworzyć z jej wpisów ile trwał poród i jak szybko postępował. Jedynie nie  zrelacjonowała parcia, zdziwiłam się, ale za to zdjęcie z pępowiną i zakrwawioną koszulą było! Potem po kolei zdjęcie każdego członka rodziny z niuńkiem, karmienie w szpitalu (smółki nie dała, pewnie bateria w komórce padła z przeciążenia), wyjście do domu, pierwsza kąpiel, tatusia z synusiem, synusia z mamusią, synusia bez tatusia ale z dedykacją dla cioci, babci i sąsiadki. A gdy oglądając to wszystko, przeszłam przez fazy zdziwienia, rozbawienia i obrzydzenia, to dorosłam do tego aby ją usunąć. Właściwie dorosłam do tego, gdy na zniesmaczony komentarz do jednego z jej wpisów odpowiedziała, że to jej profil, jej dziecko i może sobie robić co tylko chce. Uświadomiłam sobie wtedy, że tymi wszystkimi wpisami karmiła małe potworki, które pod nosem się z niej śmiały, ale trwały przy niej jako jej znajomi tylko po to, żeby się z niej ponabijać. Nie licząc tych najbliższych, którzy ją dopingowali aby pisała, dużo i wszystko. A jedyną osobę, która neutralnie napisała jej co o tym myśli, potraktowała jak wroga. Zawstydzona tym, że stałam się takim karmionym potworkiem, który nie potrafił jej szczerze napisać, że robi z siebie pośmiewisko, odznajomiłam ją.

     Tylko od czasu do czasu brak mi tych jej wywodów, które umilały mi dzień. Bo mimo, że mnie wkurzała, to stanowiła moją rozrywkę. Internet pozwala na wiele, ale nie ze wszystkiego trzeba korzystać. Sama wiem jak ciężko czasem nie pochwalić się, że mam fajne dziecko, grzeczne wtedy kiedy nie jest niegrzeczne i męża fajnego wtedy kiedy mnie akurat nie denerwuje. Kiedyś na jednym ze sławniejszych blogów parentingowych przeczytałam, że właścicielka sprzedaje siebie i swoją rodzinę pokazując wszystko, gdy tak naprawdę pokazywała może 10 minut z własnego życia, które utrwaliła na zdjęciach. Jednocześnie prywatni użytkownicy facebooka, bezkrytycznie sprzedają o wiele większą część prywatności, opisując dosłownie wszystko krok po kroku i to sprzedawaniem siebie już nie jest.

A wy jaką najdziwniejszą rzecz zobaczyliście/ przeczytaliście u Waszych znajomych na ich prywatnych profilach społecznościowych?

(Visited 28 times, 1 visits today)

Polecam