Mistyczny Zasięg Facebooka.

Mistyczny Zasięg Facebooka.

25 marca 2014 23 przez Anna

                 Pamiętam czasy, w których prowadziło się bloga bez  zacnego facebooka. Człowiek nie miał hopla na punkcie fanów, żył sobie w błogiej nieświadomości, bo nie wiedział ile osób go czyta i czy w ogóle. Pewnie niejednokrotnie, komuś wydawało się, że czytają go miliony internautów, a prawda była zupełnie inna, jak również ci, którym wydawało się, że nie są czytani, byli w rzeczywistości rozchwytywani.

images źródło: http://mashable.com

 

                 Potem przyszedł facebook, era fanpejdżów. Jeden fan, drugi fan, trzeci fan. Jest stówa! Potem dwie, trzy, pięć, osiem i pierwszy tysiąc. Dobra zagalopowałam się, ja nie mam nawet połowy z tysiąca. Bloger zaczął zdawać sobie sprawę, że ktoś go czyta, że to co się publikuje nie idzie w próżnię i jest fajnie. Nikt nie zastanawiał się nad istotą docieralności wpisów do poszczególnych odbiorców, bo nigdzie takich informacji nie było. Każdy robił swoje, pisał, odpowiadał na komentarze, sprawdzał ilu fanów na facebuniu przybyło i życie toczy się dalej swoim wolnym tempem. Aż Facebook wprowadził statystyki. W końcu śmiertelnicy mogli dowiedzieć się jaki zasięg mają ich posty napisane na fb. Liczby były kosmiczne, nieraz przewyższały ilość fanów na fb mimo, że posta nie skomentował nikt, ani nawet go nie polubił, o udostępnieniu nie wspomnę. Przyzwyczaiło to użytkowników do wysokich liczb, no bo ta docieralność jest taka super ważna. Potem facebook zmniejszył zasięg, jeśli ktoś chce obserwować daną stronę to oprócz kliknięcia w lubię to, powinien jeszcze zaznaczyć obserwuję, żeby wszystkie posty się pokazywały Bez tego nie ważne że lubimy, bo nie obserwujemy. No to tym razem facebooka zalewa fala screenów jak dokonać tej obserwacji, bo nagle zasięg zmalał, okazuje się że z 1000 osób posta zobaczyło tylko 50.

              Dlaczego!? Dlaczego mi to zrobiłeś ty głupi facebooku, mniej osób mnie widzi co ja pocznę, co ja zrobię, jak żyć!? Jak mam sobie poradzić z tym, że liczby podobno nie kłamią? Kłamią kurcze no… Żałuję ogromnie, że nie zrobiłam screena jednego wpisu na fb w którym miałam kilka polubień. Nie pamiętam czy 5 czy 10 w każdym bądź razie zasięg pokazywał, że 4 osoby dotarły do mojej wiadomości. Mimo, że samych polubień było więcej. Pewnie chwilowa niemoc ogarnęła facebookowe statystyki, ale skąd ja mam wiedzieć, że teraz ta niemoc odeszła? Od tamtej pory zupełnie nie zwracam na to uwagi. Nie zaprzątałam już sobie tym głowy, aż do momentu w którym falowo zaczęłam obserwować utyskiwania dotyczące zasięgu. Najpierw podchodziłam do tego z rezerwą i lekkim zdziwieniem, no bo jak to tak nagle fb jest płatne? A potem doszłam do wniosku, że gdyby ten zasięg faktycznie był ograniczony do zera to… miałabym to szczęście i nie musiałabym co dwa tygodnie oglądać screenów z instrukcjami jak zaobserwować daną stronę, którą lubię, ale nie obserwuję, a jednak jakimś cudem na moje nieszczęście akurat tego posta widzę. Nawet wcześniejsze też widziałam i raczej miały się dobrze…

Wiecie kiedy dany post ma większy zasięg?

  • gdy jego publikacja przypada na internetowe godziny szczytu
  • gdy ktoś udostępni, skomentuje, polubi wasz post, bo wtedy mają szansę zobaczyć to jego znajomi. 
  • gdy nie dodasz linku do wpisu, bo wtedy masz szansę, że koleżanki blogerki polubią twój wpis, a jeśli umieścisz link, to polubią go nieliczni nie chcąc nabijać ci statystyk na blogu, chyba że masz chwytliwy temat, to wtedy nawet cie udostępnią ( To akurat tak trochę ironicznie a zarazem żartobliwie, ale takie coś zaobserwowałam). Jedna blogerka  opublikowała trzy wpisy na fb z czego 2 były bez linku i miały lepsze wzięcie, niż merytoryczny wpis opatrzony przekierowaniem do bloga.
  • gdy jest brzydka pogoda, lub mamy zimę, bo ludzie nie mają co robić i wlepiają gały w ekran.

            Nigdy nie jest tak, że wszyscy nasi fani na hura będą dostępni na facebooku, nigdy nie będzie tak że połowa lubiących będzie dostępna w tym samym momencie. Ludzie chodzą do pracy, uprawiają sport, wychodzą do kina, na spacer, czytają książki, oglądają telewizor i robią milion innych ciekawych rzeczy. Nie koniecznie w danej chwili muszą zasiadać przed komputerem, bo nam się zachciało opublikować coś na fb i chcemy mieć wysoki zasięg. Nic dziwnego, że ta liczba N nieobecna, bo akurat coś robi, posta nie zobaczyła i w gąszczu facebookowych wiadomości może go nie ujrzeć. No życie… My też idąc przez miasto nie widzimy wszystkiego, choć zdawać by się mogło, że mamy oczy szeroko otwarte. Może warto byłoby przejrzeć np. przekierowania z facebooka na bloga? Może dzięki temu, będziemy w stanie zweryfikować czy faktycznie nasze posty nie docierają, bo np. na link wchodzi o wiele mniej facebookowiczów niż miesiąc temu?