Nie jestem prawdziwą blogerką.

Nie jestem prawdziwą blogerką.

2 czerwca 2014 23 przez Anna

          Miał dziś pojawić się wpis o dniu dziecka. Wczoraj zabraliśmy Kacpra do kina na bajkę Listonosz Pat. Potem były lody, spacerek, a na końcu ogromna dmuchana zjeżdżalnia. Pominę fakt, że zimno było, ale lody musiały być, wszak dzień dziecka, wiecie… Bawiliśmy się świetnie, do tego stopnia, że dziecku nie przeszkadzał całkowity brak prezentów. Tak nie daliśmy mu kompletnie nic materialnego, ale to nie było ważne. Pierwszy raz w kinie, popcorn, lody i inne atrakcje zupełnie wystarczyły, baa nawet stały się synonimem udanego święta dziecięcego. Syn już planuje, że w przyszłym roku pójdzie jeszcze raz do kina:). Ale do rzeczy, tytuł do czegoś zobowiązuje.

not good

W miniony weekend odkryłam, że nie jestem prawdziwą blogerką i nie stanę się nią, a wszystko przez to, że jestem zapominalska, roztrzepana i trochę leniwa. Przykłady? Jest ich setki, ale ja wymienię kilka, które sprawiają iż nie pasuję do tego utartego schematu prawdziwego blogera.

1. Gdy dostaję danie na talerzu, bądź sama je podaję, to pierwsze co robię to chwytam za… widelec i zjadam to co mam. Dopiero po chwili wpada mi do głowy myśl, że miałam zrobić zdjęcie.

2. Szykuje się ważne wydarzenie? Dzień Dziecka za pasem, więc planuję, że komórką zrobię mini fotorelację. Stoimy w holu Heliosa, usilnie przewalam rzeczy w mojej torbie. Nie ma jej, nie ma komórki. Dupa blada no… Trochę mi żal, a z drugiej strony tak właściwie to czego? Jesteśmy razem, Tomek robi kilka fotek uwieczniających małego na sali kinowej, wszak to jego pierwsze wyjście do kina. Przez chwilę czuję żal, bo chciałam takiego posta wiecie… A potem przychodzi myśl, że jest dobrze jak jest.

3. Nie potrafię i nie chce mi się promować swoich treści. Najczęściej obleganym profilem na FB jest fanpage pani Zawadzkiej. Nie śledzę go, nie mam polubionego, ale raz z ciekawości chciałam poczytać dyskusje i zauważyłam, że w bocznym pasku królowały same linki do blogów parentingowych. Raz na jakiś czas jakiś wybitny post zostaje wyróżniony. Wierzcie lub nie, ja jestem ciele, bo myślałam, że ta cała Pani Zawadzka po prostu czyta niektóre blogi i wychwytuje perełki, że ona sama śledzi parentingi i że ma ulubione miejsca. Ja nie neguje promowania własnych treści, ja tylko chciałam ukazać, że na prawie 3 lata blogowania jeszcze żyję w nieświadomości.

4.Potrafię skopać nawet najlepszy temat:-p. No niestety, albo się nie wypowiadam, albo jak już mam wenę to potrafię tak go położyć, że nie raz po czasie czytając swój wpis śmieje się w głos.

5. Bloger powinien mieć swoje zdanie na każdy temat, a ja za bardzo roztrząsam za i przeciw. Wynajduję minusy i plusy danej sytuacji, czy zachowań, przez co nieraz nie potrafię zająć konkretnego stanowiska. Stawiam się w położeniu każdej ze stron, aby je zrozumieć, a to utrudnia podjęcie decyzji.

      Niby pięć prozaicznych powodów, ale za to jak ważnych. Żeby być prawdziwym blogerem, trzeba być zdeterminowanym, przebojowym i nastawionym na zwycięstwo i tylko zwycięstwo. Bo nie można być tylko trochę dobrym, trzeba oddać się temu całkowicie, trzeba tym żyć, a dla mnie nadal blogowanie to tylko mała część życia sprawiająca przyjemność, czasem przynosząca drobne korzyści, ale jednak zaledwie cząsteczka.