Kobietom się nie ufa.


Wszystkie wpisy / niedziela, Lipiec 15th, 2018

Starałam się to lekceważyć. Sama sobie tłumaczyłam, że to zwykły przypadek, a potem kolejny i jeszcze jeden. W swoim życiu spotkałam się z wieloma takimi przypadkami i za każdym razem, wmawiałam sobie, że tylko mi się wydaje. Że przecież kobiety i mężczyźni są już na takim samym poziomie. Że tak samo się uczymy, tak samo pracujemy, więc też odbiera się nasze zdanie zupełnie podobnie. A jednak nie. I przekonałam się o tym zupełnie niedawno.

Był to dzień jak co dzień, praca, trochę obowiązków. Wynikała z niej jedna nieścisłość, którą szybko wytłumaczyłam i poparłam odpowiednimi przepisami. Teoretycznie wszystko powinno pójść gładko, a jednak nie szło. Pan, który ze mną rozmawiał, nie chciał dać za wygraną pomimo tego, że wyjaśniłam wszystko najrzetelniej, jak tylko umiałam. Po kilkunastu minutach jednak dałam za wygraną i dla świętego spokoju odesłałam go do innego pracownika- mężczyzny.
Podkreślam to nie dlatego, że jestem uprzedzona, czy feministycznie sfiksowana, ale po to, żebyście mogły zrozumieć to, co zaraz przeczytacie.

Nie minęło 5 minut, jak zadowolony Pan, któremu przez 30 minut tłumaczyłam zawiłą sytuację prawną, zadzwonił ponownie i oznajmił, że już wszystko wie. Do tego dodał, że to kolega X wyjaśnił mu to, co ja przekazywałam przez 30 minut i co przyprawiło mnie o niemały ból głowy. Użył jednak przy tym zdania, które ja tłukłam mu w trakcie naszej rozmowy tyle razy, że powinno mu się śnić każdej nocy przez kolejne miesiące, ale przepisał je nie mnie, a koledze, z którym porozmawiał.

Możliwe, że sama jestem sobie winna, bo uznałam, że jak nie X, to nikt mu do rozsądku nie przemówi. Nie przewidziałam jednak tego, że ów Pan potrzebował jedynie męskiego zapewnienia, o tym, że to, co ja mówię, nie mija się z prawdą. Może gdyby nie użył tego dania, które tłukłam mu do głowy tyle czasu, to moja gorycz byłaby mniejsza. Może uznałabym, że to kolejny niejasny przypadek, w którym zdanie kobiety musi być poparte przez jakiegoś mężczyznę, bo inaczej na nasze babskie gadanie patrzy się przez palce i odsiewa się z tego tylko to, co się chce.

Rodzina to również kobieta.

Podobnie jest w rodzinie. Zawsze najdzie się taka osoba, która zignoruje to, co bliscy do niej mówią, myśląc, że jest to mało ważne, lub nieprawdziwe. Jednak gdy koleżanka powie to samo albo córka koleżanki, to będzie to informacja wszech czasów, hit hitów i njus roku (błąd zamierzony). Na nic zdadzą się tłumaczenia, że przecież mówiło się o tym już wcześniej. Że się informowało, przestrzegało czy uprzedzało. Nie… Najważniejsza nie jest sama informacja, tylko osoba, która tę informację przynosi. Brak zaufania do odbiorcy wiąże się z brakiem zaufania do informacji, które ten człowiek przekazuje.

Łatwiej zaufać komuś z kim rozmawiamy pierwszy raz niż osobie, z którą współpracujemy długo. Łatwiej przyjąć złe wieści od obcego niż od członka własnej rodziny.
Łatwiej wysłuchać informacji czy opinii od obcego mężczyzny, czy jakiegoś mało ważnego kolegi, niż wsłuchać się w to, co mówi żona, matka czy siostra. To, że kobieta może mieć coś do powiedzenia, a do tego, że może mieć rację, jest dla mężczyzn obecnie tak bardzo nieprawdopodobne, jak to, że Słońce mogłoby być kwadratowe.

Teoretycznie możemy pracować na tych samych stanowiskach co mężczyźni. Możemy też mieć męskie pasje i zainteresowania, ale mimo wszystko podchodzi się do nas z przymrożeniem oka. Bo baba to tylko baba.

Kobieta na przełomie wieków.

Mamy o wiele lepiej niż nasze prababki, ale mimo wszystko nie jest tak, jak powinno być. Na każdym kroku musimy udowadniać, że się na czymś znamy, coś potrafimy zrobić i że można na nas polegać tak samo, jak na mężczyznach. Nie jestem osobą, która kiedykolwiek musiała udowadniać komuś cokolwiek, ale żyłam w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy równi. A przynajmniej w takim przeświadczeniu wzrastamy, bo mamy dostęp do edukacji, rynku pracy. Możemy głosować, prowadzić samochód, możemy też pracować w straży pożarnej, w służbie zdrowia w policji, ale mimo wszystko do tego, co mówimy, podchodzi się z dużą rezerwą i szuka się potwierdzenia naszych słów gdzie indziej.

Z rezerwą podchodzi się też do tego, co robimy, bo jeśli coś nam nie wyjdzie, albo wyjdzie, ale nie perfekcyjnie to można usłyszeć, że kobiety nie są do tego stworzone. Gdy nam coś wyjdzie idealnie, przypisuje się to przypadkowi, szczęściu czy innemu czynnikowi, który przyczynił się do sukcesu. Zanim ktokolwiek uzna nasz sukces, najpierw odczeka, sprawdzając czy to nie zwykły przypadek. Natomiast gdy panowie są w odwrotnej sytuacji, sukcesy są gloryfikowane natychmiast, a porażki kwitowane, że tak miało być i tyle. Po prostu nie wyszło. Nikt przecież nie powie, że mężczyzna nie jest stworzony do tego, żeby naprawiać kran. Ale dopuszcza się sytuację, w której może sobie z tym nie poradzić. Natomiast gdy kobieta zacznie naprawiać ten kran i jej nie wyjdzie, spotka się z docinkami i pobłażliwym spojrzeniami, bo się zabrała za coś, czego nie umie.

(Visited 34 times, 1 visits today)

2 Replies to “Kobietom się nie ufa.”

  1. Ej, jeden głupek i od razu wielka ideologia? Gdybyś chciała porady w kwestii makijażu, to raczej nie posłuchałabyś przypadkowego faceta spotkanego na ulicy, prawda? No właśnie. 🙂 Kobiety się obrażają, gdy ktoś im wytknie płeć, a same na każdym kroku dyskryminują mężczyzn, że nie wiedzą jak to jest być matką, córką, nastolatką, więc nie powinni się w ogóle odzywać. Nie jest tak? I le kobiet specjalnie chodzi do ginekologów kobiet? Ile kobiet nie chce niani-mężczyzny?

    1. Nie chodzi o to że wszyscy tacy są, chodzi o to że w ogóle. I zdarzają się częściej niż chciałabym zauważać. Właściwie nawet tym facetom, którzy są w porządku, można przypisać pojedyncze stereotypowe wypowiedzi.

      Co do kobiet, Twoja wypowiedź przypomniała mi jak jedna znajoma najpierw nie pozwalała mężowi robić nic przy dziecku, a potem narzekała że się nie interesuje, że nie przewija, nie kąpie, nie pomaga. Tak jak teraz się wkurzam, że mężczyźni wciąż żyją stereotypami, tak wkurzałam się wtedy, gdy słuchałam gorzkich żali znajomej i wtedy gdy miała mi za złe, że oznajmiłam iż trochę sama jest winna swojej sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.