Tak naprawdę, sezon działkowy dopiero się rozpoczął, a ja już mam pełno planów, które zamierzam w tym roku wcielić w życie. Prace na działce zaczęliśmy od sprzątania już w lutym, a z upływem czasu rozpisaliśmy kilka pomysłów, które w tym roku chcemy ziścić.

Tak naprawdę, sezon działkowy dopiero się rozpoczął, a ja już mam pełno planów, które zamierzam w tym roku wcielić w życie. Prace na działce zaczęliśmy od sprzątania już w lutym, a z upływem czasu rozpisaliśmy kilka pomysłów, które w tym roku chcemy ziścić.

Pomału do celu.


Na pierwszy rzut poszły drzewa. Mąż przyciął jabłoń i klon, wycięty został świerk i sosna. Sosny, akurat było mi trochę żal, jednak jej położenie mocno rzutowało na bezpieczeństwo altany. Tuż po sprzątaniu i gdy mrozy odpuściły, w ruch poszedł żywopłot, który trzeba było założyć od podstaw. Postawiłam na żywopłot liściasty który, choć nie będzie zimozielony, to jednak najbardziej odpowiadał będzie mojemu wyobrażeniu, pięknego żywopłotu. Do tego ałycza, na którą padł wybór, podobno szybko rośnie i liczę na to, że za około 5 lat, będzie już gęstym żywopłotem o wysokości co najmniej 1,5 m.


Kolejnym etapem było przeniesienie kompostownika. W ubiegłym roku ulokowałam go w miejscu, które wydawało mi się idealne. Nie było, bo żeby do niego dojść musiałam skakać przez ogórki i przeciskać się między stelażem na winogron a altaną. To jeszcze nie było takie uciążliwe. Najgorzej było z opróżnianiem kompostownika, bo niestety widły wchodziły tylko pod określonym kątem z braku miejsca. Kompostownik został przeze mnie rozebrany, to co było dobre do nawożenia, zostało rozsypane w warzywniku i w milinach, a to, co nie zostało jeszcze przetworzone, trafił na powrót do kompostownika, tylko już w nowym i miejmy nadzieję lepszym miejscu.


Następnym większym krokiem na ten rok ma być wylewka pod mini taras obok altany i budowa drewnianego ogrodzenia, które stworzyłoby bardziej zaciszne miejsce z rogu, w którym ma być wylewka i gdzie kiedyś stanie stół i ławki.


Ciągle zmieniamy.


Niszczymy i budujemy na nowo, choć raczej powinnam powiedzieć, że pewne rzeczy wyrzucam, inne oddaje, a sadzę zupełnie inne. Kilka rzeczy muszę odratować takie jak hortensję pnącą, której psuje się pergola. Niestety z uwagi na stan drzewa, cudowne wieloletnie pnącze nie będzie do odratowania w całości. Na szczęście kilka wykopanych sadzonek przyjęło się w innym miejscu.


Kiedyś myślałam, że jak raz coś zrobię w ogrodzie, to już będzie to na zawsze. Przy moim natłoku pomysłów, okazuje się, że zdanie potrafię zmienić już po roku. Przerobiony zostanie skalnika, z którego w ubiegłym roku zrobiłam wysypisko kamienie. Dziś już bardziej niż wtedy, aby on wyglądał.


W trakcie prac okazało się też, że bok chodnika, aby wyglądał na zakończony, oprócz roślin będzie potrzebował obrzeża. Co do tego to akurat wiedziałam, ale mimo wszystko nie myślałam, że obrzeże odgrywa aż taką rolę. Teraz po prostu ciągle czegoś brak.


Niespodzianka.


Najmilsza niespodzianka czekała mnie, gdy wróciłam ze Śląska do domu. Mąż zabrał mnie pod jakimś byle pretekstem na działkę, a tam ona. Moja wymarzona, pięknie pomalowana i ustawiona tuż w wejściu do działki, pergola. Nie muszę chyba mówić, że skoro marzyłam o pergoli, to i rośliny na nią miałam już wybrane. Nastąpiło kilka kliknięć, potem tydzień oczekiwania na rośliny i tak oto stałam się posiadaczką różowej pnącej róży EXCELSA i powojnika Clematis Kiri Te Kanawa.