Maj 2019 na działce.

Maj 2019 na działce.

15 maja 2019 2 przez Anna

Mamy połowę maja i prace na działce idą pełną parą. Wdrażamy pomysły, które przyszły nam jeszcze w ubiegłym roku. Ostatnio mój mąż oglądał stare zdjęcia działki i zebrało się nam na wspomnienia tego, ile pracy trzeba było włożyć, w doprowadzenie jej do takiego stanu, w jakim znajduje się obecnie. Nigdy nie publikowałam tu zdjęć, które zrobiliśmy tuż przed rozpoczęciem prac i obiecałam sobie, że jeszcze w tym roku na blogu znajdzie się taki wpis. 


Wylewka na taras.


Nie byłam do końca przekonana do wylewki, prędzej poszłabym w jakieś płyty, które pozwoliłyby równo postawić stół i krzesła obok altany. Mąż mój się uparł i dopiął swego. Nie żałuję. Powiem więcej, panowie z firmy Piotrowski Okna i Drzwi, którzy robili nam wylewkę, byli błyskawiczni i profesjonalni. Do tego mili i cierpliwi, a to się ogromnie ceni, szczególnie w obecnych czasach. No i ogromny plus, że żaden z panów mnie nie opierniczył, że musiał po mnie poprawiać brzeg wylewki, bo próbując dostać się do altany, zawadziłam ojej brzeg. Zrobiłam to nieświadomie i żyłabym sobie w przekonaniu, że mi się udało oddać skok niczym kozica górska, która bez problemu pokonuje uskoki skalne i niczym błyskawica znajduje się na szczycie, gdyby nie wprawne oko fachowca. Wrodzona czujność jednego z panów, uchroniły mnie przed dozgonnym patrzeniem na zniszczony brzeg. No niestety, do kozicy mi daleko, a wylewka się lekko uszkodziła, ale panowie naprawili! Efekt ich pracy bardzo mi się podoba, oceńcie sami.



Ogrodzenie.


Od sąsiadów dzieliła nas siatka, która nie zapewniała za grosz intymności. Oczywiście, nikt sobie w drogę nie wchodził, ale miło jest posiedzieć na działce i nie krępować się. W momencie, gdy do nas ktoś przychodził i siedzieliśmy w miejscu, w którym będzie kiedyś zadaszenie, było nas widać z każdej strony. Do kwestii ogrodzenia i mat, które mieliśmy zamontować, podeszliśmy ostrożnie. Nie chcieliśmy, aby sąsiadka poczuła się urażona, że się chcemy nie wiadomo jak odgradzać. Krótka rozmowa wystarczyła i okazało się, że właścicielka sąsiedniej działki jest jak najbardziej za naszym pomysłem. Rzeczywistość zweryfikowała nasz pomysł i trzeba było postawić, na coś niestety droższego, ale przynajmniej trwałego. A oto i efekt.



Skalniak.


Po likwidacji chodnika zostało nam sporo płyt, które mogły być wykorzystane jako gruz. A co zrobić z gruzem? No oczywiście skalniak. Dobrze, to nie było tak oczywiste, bo pół roku się nad tym zastanawialiśmy, aż w końcu przyszedł pomysł na powiększenie obecnego skalniaka. Dopiero później pomysł nabrał mocy urzędowej i nadeszło działanie. Zaczęłam od rozbijania gruzu, przykrycia go agrowłókniną i ułożenie kamieni, wysypanie ziemi i najprzyjemniejsze, sadzenie kwiatów. Na tym zaoszczędziłam, bo większość roślin dostałam od mamy, dzięki temu mogłam sobie pozwolić na kilka ozdobnych kamieni i rośliny (a jakże), ale do innej części ogrodu.