Jeśli ktoś ma zamiar zaczynać wszelkiego rodzaju kursy i bieganinę przedślubną, to chyba najlepszym okresem ku temu są wakacje. W każdym z kościołów wolna amerykanka. W jednym remont i nagle okazuje się, że ławki gdzieś wcięło na plebanii, a co za tym idzie trzeba sobie jakoś radzić. W drugim kościele znowu urlopy i sami ” na zastępstwo”. To może być nawet śmieszne i nie ukrywam, ta dezorganizacja nie jest dla mnie przeszkodą, ale zastanawiam się nad potrzebą niektórych obowiązkowych do odbycia spotkań. Wcześniej nie przyszło mi do głowy aby wybrzydzać, choć mnogość obowiązków trochę oszałamia, ale do rzeczy.

10499312_681293308602761_1270627617_n

          Kursy przedmałżeńskie to kilkanaście spotkań, na których księża są w stanie jakoś zainteresować odbiorców. Poruszane są tam najróżniejsze tematy związane z małżeństwem, z wychowaniem dzieci z aborcją, eutanazją no istny misz masz, ale przynajmniej ciekawy. A właściwie jedno spotkanie było fajne inne mniej, wszystko zależało od księdza prowadzącego. Jednak jestem w stanie powiedzieć, że widzę w nich sens. 3 spotkania w porani małżeńskiej, mają za zadanie otworzyć przyszłych małżonków na dziecko, no i ok to też jestem w stanie przeżyć, choć to samo miałam na przygotowaniu do życia w rodzinie. Nie każdemu musi się podobać to, o czym mówi się na kursach i na wizytach w poradni, ale jest to jako taka wiedza, którą wypadałoby posiadać. Czy ktoś z niej skorzysta, to już kwestia sumienia, ale dzień skupienia? Jak dla mnie wymysł na miarę ” zróbmy zapchajdziurę, dowalmy tym narzeczonym”. No komuś ewidentnie się nudziło. O ile kursy przedmałżeńskie i wizyty w poradni nie kolidują ze sobą i ładnie się uzupełniają, o tyle ten dzień skupienia to taki zlepek tych dwóch, wymaganych przecież, spotkań. Nie widzę sensu, aby powtarzać to czego dowiedziałam się na kursie przedmałżeńskim i wiedzy z poradni małżeńskiej, w spotkaniu 2-4 godzinnym połączonym z mszą. Gdzie tu sens i logika? Zamiast tego mogli wpaść na pomysł, aby podbić swoją obecność na mszy, a nie urządzać pogadankę, która właściwie tylko zmęczyła, niczego nowego nie wprowadziła.

“Tego dowiecie się w poradni, albo już się dowiedzieliście”

         No ludzie,  to skoro program przewidział miejsce dla danego zagadnienia, to po co tworzyć sztuczne wymogi? Pozostaje mi mieć nadzieję, że po prostu trafiliśmy na kiepsko zorganizowany dzień i tyle. No bo pani przyszła na zastępstwo, ksiądz przyszedł na zastępstwo. Szkoda, że nie wpadłam na to, aby wysłać kogoś za siebie na zastępstwo:-p.  Ani skupić się nie mogłam, niestety ból pleców skutecznie uniemożliwił mi skupienie się na czymkolwiek, nie licząc wiercenia się w ławce, ani nie dowiedziałam się niczego, o czym nie mówiono by na kursie przedmałżeńskim i jestem zła, rozczarowana i rozdrażniona. Po co to, ja się pytam. i dla czego w jednym kościele dzień skupienia trwa 2 godziny a w innym 4? Szczęście w nieszczęściu, że tak jak pisałam każdy był ” na zastępstwo” i poszło sprawnie w ponad 2 h się uwinęli.