Histeria, jak sobie z nią radzić?

Histeria, jak sobie z nią radzić?

16 marca 2012 2 przez Anna

            Lata obserwacji małych dzieci, zaowocowały w spory zasób wiedzy na temat ich rozwoju. Wiemy kiedy maluszki przechodzą skoki rozwojowe i jak one mogą się objawiać. Wiemy kiedy mniej więcej dziecko stara się pokazać rodzicowi, że to ono ma rację i wiemy również, że większe dzieci przechodzą bunt w drugim i trzecim roku życia. Lata tych obserwacji sprawiły, że mamy mnóstwo poradników, schematów i podpowiedzi jak w danych sytuacjach powinniśmy się zachować.             Przeczytałam sporą ilość takich przewodników wychowawczych, przewertowałam wiele stron internetowych na temat buntów, wymuszania i histerii, ale złotego środka nie znalazłam. Brak efektywnego środka skłonił mnie do połączenia kilku rożnych rozwiązań i do nauczenia się  w jakiej sytuacji, mogę dane wyjście zastosować. Bo tak na prawdę, to nie ma jednego dobrego rozwiązania. Każde dziecko jest inne i wymaga odrębnego podejścia do jego problemu.

(źródło)

Ja w zachowaniu swojego syna zaobserwowałam kilka różnych poziomów złości. Od zwykłego krzyku i pisku z powodu czegoś, czego  mu się nie udało zrobić, do ponad 30 minutowej histerii. I o ile złość pod tytułem ” nie wyszło mi” łatwo jest  ugasić, zwyczajną wskazówką, lub pomocą, to jednak histeria jest zupełnie inną bajką.  W naszym wykonaniu napad niekontrolowanej złości zdarzył się kilka razy, efekt był zawsze podobny.. Ostatkiem sił próbowałam zachować spokój  podczas, gdy mój syn urządzał arię operową, bo akurat chciał coś, a ja kategorycznie zabraniałam. Nie ważne czy w domu, czy poza nim, scenariusz był jeden. Okropna złość, rozżalenie i chęć postawienia za wszelką cenę na swoim, kipiały wprost z dziecka. Co można w takiej sytuacji zrobić?
Ja zależnie od miejsca, w którym się znajdowałam:
– zostawiałam delikwenta i szłam dalej ( opcja w miejscu bezpiecznym bez samochodów),
-stałam z dzieckiem trzymając za rękę i  czekałam, aż się uspokoi ( wersja dla cierpliwych),
-brałam na ręce i szłam do domu (minusem ostatniej wersji jest to, że dziecko może się wyrywać i nawet niechcący zrobić nam krzywdę). Wszystkie opcje wypróbowałam na sobie i osobiście uważam, że ta trzecia jest najbardziej ryzykowna.
Mądre poradniki, które przeczytałam apelowały, aby podczas histerii nie przytulać dziecka. Dobrze zgadzam się, że w niektórych przypadkach dziecko potrzebuje się po prostu wykrzyczeć, ale są sytuacje w których tego nie popieram i świadomie łamię zasadę przytulania. To kiedy ta zasada zostanie złamana, zależy tylko od rodzica bo on najlepiej zna własne dziecko. I nie raz się przekonałam, że przytulenie potrafiło zdziałać cuda.

            Błędy jakie nieświadomie popełniłam? Było ich sporo.
– Po pierwsze jeśli atak złości zdarzy się na zewnątrz i uda nam sie go w szybki sposób opanować, to nie należy na każdym kroku przypominać dziecku, że było niegrzeczne. Z tym mam ogromny problem, bo z natury lubię roztrząsać niektóre sytuacje i niestety jest to ogromny błąd jeśli chodzi o relacje mama dziecko i w sumie ogólnie międzyludzkie.
-Kolejne przewinienie z mojej strony to próba jakiejkolwiek dyskusji z wściekłym dzieckiem… To tak jakby nam ktoś próbował wytłumaczyć, że różowy jest czarny, a przecież my wiemy że to różowy… W naszym przypadku najlepiej jest nie wdawać się w dyskusje i udawać, że się jest daleko myślami.
-I najgorsze co można zrobić… Nigdy prze nigdy nie przejmujcie się opinia innych. Ja na początku, gdy jeszcze nie byłam, aż tak obyta z tematem histerii, zastanawiałam się co inni ludzie myślą gdy mijają mnie i mojej rozwrzeszczane dziecko. Dopiero po którymś razie doszłam do wniosku, że większość z tych ludzi mogła być kiedyś w podobnej sytuacji i przyglądają się nam z ciekawością.A jeśli się zdarzy jakaś życzliwa osoba, która to  wie najlepiej jak powinniśmy z własnym dzieckiem postępować, to najnormalniej w świecie, podziękujmy i zróbmy po swojemu….