Ten post wbrew pozorom, nie będzie poradnikiem jak stać się ponurakiem, jednak ma na celu ostrzec głównie rodziców przed tym, aby tego ponuractwa nie fundowali własnym dzieciom. Dla dzieci otaczający ich świat jest bardzo fascynujący. Nie od dziś wiadomo, że małego człowieka potrafi ucieszyć dosłownie wszystko, nawet mały robaczek idący po źdźble trawy, jednak po jakimś czasie ten widok przestaje na maluchu robić wrażenie. Co najgorsze nie przez to, że po prostu sie znudził, ale głównie z powodu zachowania nas dorosłych…

” Mamo, mamo ! Pać ( patrz)”- Wołał kiedyś mój syn, gdy biedronka usiadła mi na rękawie bluzy. Był nieco wystraszony, zaciekawiony, ale i szczęśliwy, tak jakby odkrył Amerykę. O ile u 2 latków rodzice najczęściej zachwycają się tymi zjawiskami razem z maluchem, o tyle gdy dziecko rośnie i przychodzi do nas z podobną wesołą nowiną, my rodzice najczęściej nieświadomie pozbawiamy ich złudzeń, że to z czym do nas przyszli jest w jakimś stopniu fascynujące i wyjątkowe. Wystarczy użyć niewłaściwego sformułowania, czy też tonu, aby dać odczuć, że tak na prawdę sprawy małego dziecka nas mało interesują.  “Mamo mamo patrz, na doniczce jest biedronka!”- zawołał syn kilka dni temu, ciągnąc mnie za rękę, żebym zobaczyła to co on. Jedyne co mi przyszło wtedy na myśl to: ” Wiem… przecież ona zawsze tam była .”. Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, co tak na prawdę przekazałam dziecku… Zniecierpliwienie, irytacja, brak zainteresowania w stosunku do odkrycia jakim podzielił się ze mną mój syn.

Czasem człowiek jest zmęczony po ciężkim dniu i przytłoczony tym co go czeka w domu. Sterta ciuchów do segregacji, druga sterta ubrań do prania, obiad który powinien być gotowy 15 minut temu, a tak na prawdę jeszcze nie ma go wcale. Tak na prawdę proza życia codziennego czyha na nas na każdym kroku, ale czy warto zabierać dziecku jego wesoły świat tylko dla tego, że my jesteśmy zabiegani? Taktyka uprozaicznienia czynności, które dla nas są katuszami również nie jest dobra… Dziecko na początku zachwycone tym, że może samo posprzątać, szybko się zniechęca widząc, że rodzicowi nie sprawia to przyjemności. Tak może być z każdą sytuacją, aż w końcu budzimy się ze zdziwieniem i z pytaniem,               ” Dlaczego moje dziecko jest takie osowiałe?  Dlaczego z niczego się nie cieszy?” Odpowiedź jest jedna i tak na prawdę prosta, dziecko uczy się od nas radości życia, jeśli my jej nie mamy, to ono też jej mieć nie będzie. To przez nas samych mały człowiek traci to, co nam się tak bardzo podoba w małych dzieciach, beztroskę, ufność, radość i szczerość.

Dbajmy o to, aby rozwinąć w dzieciach fascynację zwykłymi rzeczami, czasem wystarczy zupełnie niewiele. Bo chwila uwagi i uśmiech, zajmie nam nie wiele więcej, niż okazanie braku zainteresowania i irytacja. A więź z dzieckiem i podtrzymywanie tej naturalnej radości życia, jest o wiele ważniejsze niż brudna szklanka czy talerze w zlewie. Tylko niestety człowiek przez tą pogoń do nie wiadomo czego, zapomina o priorytetach.