Spanie z dzieckiem i usypianie.

Spanie z dzieckiem i usypianie.

12 listopada 2013 17 przez Anna

     W ciąży założyłam sobie, że nie będę spać z dzieckiem! Jestem z tych oziębłych, które to za wszelką cenę chcą się wyspać i nie kręci je spanie z zapałkami w oczach obok noworodka. Dla tego mój plan był stanowczy, konkretny i miał zostać wykonany od a do z. Ponadto mój drugi plan zakładał, że przy rocznym dziecku, nie będę reagować na płacz dziecka od razu, no bo przecież może się wypłakać.

 

SONY DSC

 

      Zaraz po urodzeniu Kacpra będąc w szpitalu wolałam go odnosić do tego plastikowego korytka, zamiast kłaść go przy sobie. W efekcie, prawie całą noc byłam na nogach, ale nie chciałam odpuścić.  Dzień przed wypisem, przyszła do mnie położna i zasugerowała, żebym wzięła dziecko do łózka. Uległam, jak słowo daje nie chciałam, ale uległam. W szpitalu miałam fobie, są tam bardzo wysokie i nie wygodne łóżka, z których ja miałam problem zejść będąc po cesarce, ale wizja spadającego dziecka tak mnie przerażała, że i tak nie mogłam zasnąć. Wolałam już do tego korytka wstawać. Poza tym, blizna bolała, a z małym na łóżku nie miałam pola manewru.  No dobrze miałam, ale jak ta matka kwoka postanowiłam go przesunąć jak najbardziej na środek łózka, żeby tylko mu się nic nie stało, a sama spałam z tyłkiem poza łóżkiem w jakiejś nieludzkiej pozycji, na kości biodrowej czując żelazo z łózka i przy okazi urażając obolałe od operacji podbrzusze.

       Od powrotu do domu do okresu w którym mały zaczął ząbkować 4/5 miesięcy, funkcjonował model wstawania do dziecka na karmienie. Poza tym usypianie było w miarę łatwe, bo mały przeważnie zasypiał w łóżeczku, lub trzeba było go delikatnie pobujać. Dzieciak spał sam, więc miałam mały raj na ziemi, a potem przyszło ząbkowanie… Jako, że jestem uparta postanowiłam małego nie zabierać do łóżka przez co przez 5 miesięcy spałam obok łóżeczka dziecka, no bo w końcu nie chciałam go przyzwyczaić do spania z nami. Kacper bardzo cierpiał przy ząbkowaniu, a że gdy tylko kończył wychodzić jeden ząb, a zaczynał następny,  to ząbkowanie trwało i trwało. Ja w tym czasie spałam na dywanie mimo, że 2 metry dalej miałam łóżko… Duże łóżko… Po 10 miesiącu stwierdziłam, że nie dam rady. Przez 5 miesięcy tej udręki, chodziłam do pracy, zajmowałam się domem i dzieckiem śpiąc łącznie może 2 h na dobę, a przy lepszych dniach 4 godziny. Przy okazji jakiegoś większego przeziębienia, zabrałam syna do nas i… prawie się wyspałam. Mały budził się jak zwykle, ale ja nie traciłam czasu na wybudzanie się aby do niego dojść, ani na usypianie go. Pewnego dnia z pogardą popatrzyłam na półkę z poradnikiem dla rodziców, która to podzielała mój pogląd na niezabieranie dziecka do łóżka. I żeby uprzedzić domysły, to nie od tej książki wszystko się zaczęło, ja dobrałam książkę do własnych przekonań, a po raz kolejny moje wybory zostały zweryfikowane. Z takim przenoszeniem z łóżeczka do naszego łóżka, żyliśmy sobie do około drugich urodzin, aż przyszedł czas na zmianę sypialnianego królestwa syna.

       2 lata i miesięcy kilka. Wraz ze zmianą łóżka z niemowlęcego, na takie całkiem dorosłe, okazało się że:

– Nie muszę wstawać do dziecka w nocy, bo dziecko samo sobie do mnie przyjdzie,

– Dotychczasowy sposób usypiania, czyli śpiewanie i ewentualne głaskanie nie przejdzie…

Trzeba było wypracować nowy system, czyli czytamy bajkę, głaszczemy po pleckach i mama leżąc koło syna czeka, aż on uśnie.

Przez kolejne dwa lata niewiele się zmieniło w zasypianiu Kacpra. Nadal pełniłam posadę miśka do zasypiania, ale jednak noce w większości przesypiał u siebie. Nie przychodził zbyt często do nas. Dopiero w okolicach 4,5 roku, zaczęłam być wyrzucana z łóżka. Teraz częściej pełnię funkcję czuwajki przyłóżkowej. Polega to na tym, że ja siedzę na podłodze, mam być w miarę blisko dziecka, ale nie wchodzić na jego teren, bo on woli mieć przestrzeń dla siebie, ja mu mam potowarzyszyć przy zasypianiu, potem mam sobie iść bo przeszkadzam…

     Dla czego to piszę? Bo wraz z rozwojem dziecka zmieniają się jego potrzeby.  Nawet jeśli na samym początku smyk najchętniej nie rozstawałoby się z rodzicem, to w późniejszym czasie w zupełnie naturalny sposób zacznie się usamodzielniać i odosabniać. Gdybym teraz miała napisać czy coś bym zmieniła w modelu spania, to po chwili namysłu stwierdziłabym, że zmieniłabym tylko moje spanie na podłodze od 5 miesiąca życia. Samo spanie bez noworodka w łóżku uważam za wygodne i w naszym wypadku było zbawieniem, ale spanie na dywanie z ząbkującym dzieckiem obok. Nigdy więcej!

    Nigdy więcej! Po raz kolejny dla metody ” Niech się wypłacze” i dla metody ” Coraz dłuższe odstępy czasowe od momentu płaczu, do pojawienia się rodzica”. Jak sobie ktoś mieszka w domu, to niech eksperymentuje, ale w bloku wyjący dzieciak o 22, 23 czy 24 godzinie, to zmora nie tylko dla rodziców, ale i dla sąsiadów. Próbowałam wielu rzeczy i po raz kolejny doszłam do wniosku, że podziękuje poradnikom i będę postępowała jak wygodna ignorantka. Wstanę do dziecka i przytulę od razu gdy usłyszę, że zaczyna płakać.