Chęci są i trening był. Musze przyznać że nie wszystko było tak jak przewidziałam, a założyłam sobie 2 rzeczy:

1. Mały szybko się zmęczy i może na lodowisku marudzić jak coś mu się nie będzie udawać.

2. Gdy wróci padnie i zaśnie kamiennym snem.

          Ani jedna z tych dwóch rzeczy nie miała miejsca, przez 1,5 h Kacper dzielnie wykonywał polecenia młodego trenera, za co nie raz był nagrodzony.  Na lód weszło dziecko które nie ruszało praktycznie nogami i oczekiwało, że łyżwy go poniosą, natomiast zszedł chłopiec, który dzielnie pchał skrzynkę na lodzie. O co chodzi z ta skrzynką? To takie ćwiczenie które uczy właśnie ruchu nóg. Jestem niezmiernie zadowolona z mojego syna i z tego że praktycznie ani razu nie marudził. Dziecko anioł, no przynajmniej przez te prawie dwie godziny. Wywrotka była jedna poważniejsza, jednak Kacper ani myślał się zniechęcać. Skrzywił się trochę pomasował nogę i stwierdził ze jego nic nie boli i chce jechać dalej. Oczywiście zdaje sobie sprawę że ta jego chęc do udoskonalenia spowodowana była dobrym podejściem kolegi trenera:). Mały go lubi, dobrze się dogadują, więc i jedno i drugie potrafiło iść na kompromis, no i pan trener znając Kacpra potrafił dostosować do niego ćwiczenia, zachęcić do współpracy i sprawić że bądź co bądź ciężkie ćwiczenia będą świetną zabawą.

         Poniżej krótki filmik jak pod sam koniec wyglądały ćwiczenia. jeszcze tylko raz napiszę że Kacper na lód wszedł praktycznie sztywny jak tyczka, a pod sam koniec zachowywał się tak, że asekuracja była o wiele mniejsza niż na samym początku.