Houston, mamy problem!

Houston, mamy problem!

10 października 2016 6 przez Anna

    Niedawno pomyślałam sobie, że jak na rok obcowania młodego z okularami, jeszcze ich poważnie nie uszkodził. Miał jedno szkło delikatnie pęknięte w rogu, ale spokojnie mogło poczekać do listopadowej wizyty, poza tym wymieniane były jedynie noski, które zaczęły obcierać nos i to by było na tyle. Stwierdziłam, że nie jest źle i zaraz potem miałam ochotę rąbnąć się porządnie w głowę za takie myślenie. Ile razy myślę w ten sposób, tyle razy coś się dzieje. Nie żebym wierzyła w ściąganie pecha, po prostu lepiej się nie cieszyć i zakładać najgorsze. Przynajmniej się rozczarujemy pozytywnie a nie negatywnie. Oczywiście z tym pesymizmem to żart.

sad

– Gdzie masz okulary?

– A no właśnie, bo kolega mi je nadepnął…

    Od razu nasunęła mi się sytuacja, w której mój syn leży sobie na podłodze i jakiś kolega wbiega na niego, bez pardonu depcząc jego twarz, a przy tym okulary. Jednak po tym nie było śladu. No to może, chociaż się pokłócili, kolega zdarł mu te okulary i podeptał… Z nadzieją czekałam na rozwój wydarzeń, które okazały się bardziej prozaiczne. No cóż przyjęłam na klatę, że wina leżała bardziej po stronie syna mego niż po stronie kolegi biednego, pozbierałam okulary i z błagalnym spojrzeniem stanęłam przed ladą pani, u której okulary były kupione.

    Zła byłam niezmiernie no, bo tyle razy tłumaczyłam, do czego służy futerał, który młody posiada i nosi zawsze w plecaku no, ale nic trudno. Wyrzuty zostawiłam na czas powrotu do domu, bo co będę cyrk publicznie robić. Poznęcam się nad młodym psychicznie w zaciszu domowym.

Gdy już mogłam się wyżyć pod każdym względem i gdy już zaczęłam swoją mowę pouczającą, gdzieś na jej początku, no może nie samym, młody zrozpaczony przerwał mi i oznajmił:

– Mamo, dostałem dziś dwie piątki, może to Cię trochę rozweseli!

No i rozweseliło. Nie same piątki, a zwykła dziecięca naiwność i szczere przekonanie, że jest coś, co poprawi mi humor. No i że rozbite okulary zostaną przyćmione przez dwie piątki. Zły nastrój na chwilę odszedł i ustąpił miejsca szczeremu rozbawieniu. Cóż, oprawki może da się uratować, szkło się dokupi i może dzięki tej lekcji wyciągnie jakieś sensowne wnioski. Bo jak stwierdziłam, kolejnym razem to musiałby chyba 5 szósetek dostać, żeby mi tak szybko przeszło. A to już nie będzie łatwe zadanie, więc okularów będzie musiał pilnować.

    Jeśli ktoś mi powie, że macierzyństwo jest nudne, to ja się chętnie na tydzień zamienię. Przy dziecku nie da się nudzić, no przynajmniej nie przy moim. Polecam każdemu takie dziecko na nudę, nadmiar wolnego czasu i w ogóle na poprawę nastroju. Jeśli myślisz, że gorzej być nie może, to dziecko uświadomi Ci, że jednak wszystko jest możliwe.