Krynica Zdrój- dobre miejsce na reset.

Krynica Zdrój- dobre miejsce na reset.

3 października 2016 4 przez Anna

      Marzyły mi się porządne tygodniowe wakacje, bo podobno przy dwu tygodniowych mąż by ze mną nie wytrzymał. Marzył mi się taki leniwy czas, w którym nie byłoby nic oprócz tu i teraz. Czasem te marzenia spełniają się inaczej, niż byśmy się tego spodziewali. Czasem wystarczy jednodniowy wyjazd, żeby naładować baterie. Bliżej nam do gór niż do morza. Często za morze służą nam pobliskie zalewy, które z pewnością nie oddają uroku Bałtyku. Tak jak z resztą pagórek nie dorówna urokiem wspaniałym Tatrom.

      Na pomysł wyjazdu wpadł mój mąż, który w ubiegłym roku był w Krynicy podczas corocznego święta myśliwych nazywanego Hubertusem. Co prawda nasz pobyt nie opierał się na obserwacji atrakcji przygotowanych na te wydarzenia, ale pośrednio mieliśmy okazję posłuchać koncertu przygotowanego na tę okazję, a także podziwialiśmy ciekawe stroje.

      Co oprócz Hubertusa można zobaczyć Krynicy? Z założenia jest to miasto uzdrowiskowe, czyli najwięcej tam będzie osób starszych, chcących najzwyczajniej w świecie odpocząć. Miasto nie jest duże, ale za to czyste i bardzo piękne. Jako maniaczka gór, najbardziej spodobała mi się oczywiście Jaworzyna Krynicka, na którą wyjechaliśmy koleją gondolową. Trochę szarpało, ale ja ( pierwszy panikarz RP) byłam zafascynowana widokami. Mniej zafascynowany był młody no, ale cóż, nie wszystkim uda się dogodzić.

krynica1

krynica2

krynica3

krynica4
W drogę powrotną udaliśmy się pieszo i podróż zielonym szlakiem zajęła nam około 2 godziny. Wysiłek zaowocował w ból tyłka i to dosłownie. Dlatego wszelakie maści na tę przypadłość jak najbardziej są wskazane. A tak już na serio, to na szlaku pobiliśmy rekord mówienia dzień dobry. Było zabawnie i miło.

        A później relaks obok fontanny Krynickiej. Blisko godzinę czekaliśmy na widowisko, jakim miała być muzyka, efekty świetlne i oczywiście tryskająca w odpowiednim rytmie woda. No cóż… Szału nie było. Było ładnie, ale w Rzeszowie zdecydowanie nowocześniej to wszystko wygląda, ale domyślam się, że kiedyś mógł to być hit. Dzieciaki nie były zbytnio zainteresowane, bo szalały na gokartach dookoła placu, jedynie my starsi obserwowaliśmy z nadzieją widowisko. No i główny punkt miasta, pijalnia wód… Ze wspomnień z Iwonicza Zdroju, przewijało mi się coś, co powinno sprawić, że zapali mi się czerwona lampka i po prostu zapytam obsługi, czy któraś z wód śmierdzi szambem. Nie zapytałam, a skuszona imieniem Tadeusz ( ukoochany dziadziu) nie mogłam sobie odmówić zakupu. Niestety nie udało mi się wypić tej wody chociażby do połowy. Zapach i smak, przypominał mi woń wydobywająca się ze ścieków. Koneserem wody nie zostanę. Za to Kryniczanka była pyszna.

krynica9

krynica5

krynica6

krynica7

krynica8

       Krynica to miasto, które ma w sobie coś, co przyciąga. Nie jest, co prawda jak popularne i oblegane Zakopane, ale ma w sobie coś, co sprawia, że przyjemnością chce się tam wracać. No i jedzenie… Zamówiłam sobie w Karczmie na obrzeżach Krynicy placki ziemniaczane z sosem grzybowym. Mniam! Uwielbiam i choć mogłyby być trochę cieplejsze, to z chęcią wróciłabym tam jeszcze raz. Ale obawiam się, że kieszeń małżonka mego mogłaby tego nie wytrzymać.

(Visited 34 times, 1 visits today)

Polecam