Matka nie idzie do pracy.

4 października 2012 20 przez Anna

             Życie matki pracującej jest ciężkie. Nie dość, że non stop jest w biegu to jeszcze, każdy czegoś od niej chce. A ona musi pamiętać, żeby wychodząc do pracy zabrać też dziecko z domu, żeby ubrać temu dziecku buty, a nie ciągnąc go po asfalcie w skarpetkach. Musi pamiętać, aby to dziecko rano umyło zęby tak jak trzeba i dopilnować, aby dokładnie potem umyło ręce z pasty, bo skutki takiego mycia mogą być bardzo widoczne na bluzie, która maluch miał założyć do przedszkola. Wreszcie musi pamiętać o tym, żeby zostawić dziecko w tym że przedszkolu, a nie iść z cieszącym się maluchem 200 m dalej i dopiero potem zorientować się że jednak trzeba zarządzić powrót. W pracy jest prawie że luz, ale trzeba pamiętać, aby być po dziecko punktualnie w przedszkolu, a potem to znowu gonitwa, sprzątanie, obiad, sen i tak w kółko.
Ale to nic w porównaniu do tego co przechodzą matki pracujące w domu. Wtedy nie ma że masz 8 h które możesz spędzić we względnym spokoju rozmawiając z klientami bądź wypełniając dokumenty. Do ferworu pracowniczej walki dochodzi to małe zrzędzące zasmarkane coś. To coś uważa, że jeśli matka siedzi przy komputerze to sie relaksuje. A gdy dzwoni służbowy telefon, to fajnie będzie porozmawiać z człowiekiem po drugiej stronie aparatu na osobności:). A już w ogóle fajnie jest kiedy matka biega za nami i próbuje telefon zabrać, to dopiero jest zabawa!
– Mamo jeść!
-Uhm, czekaj…
-Mamo, ale ile!?
-Chwile, idź weź sobie chleb posmaruj…
-Mamo, ale ja nie dosięgnę!!!!

No tak ale jakby tam leżało piękne nowe auto, to wiedziałby co zrobić. Siła rzeczy trzeba było wstać i zrobić. Człowiek skupia się na czytaniu ważnego dokumentu, nagle słyszy pisk. Zrywa sie na równe nogi, po drodze zawadza o drzwi uderzając się boleśnie w mały palec u nogi, a gdy dobiega na miejsce zbrodni dowiaduje się że dziecko udaje przecież pingwina. Nie wiedziałaś starowinko, że pingwiny piszczą? To teraz wiesz…
-Mamo, a włącz mi paint’a!
-Pracuje, potem ci włączę.
-Ale mamo przecież siedzisz tylko!

Uwielbiam to stwierdzenie, no bo przecież jak ktoś siedzi przed komputerem i odbierze od czasu do czasu telefon to nic nie robi. Jakimś cudem wyjęte klocki zdziałały cuda i przez 30 minut miałam zupełną ciszę. Ale to co zobaczyłam po wychyleniu się zza ściany przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

( to zdjęcie chyba komentarza nie wymaga)
                        A po pracy dziecko orzekło, że chce marchewkę. Ogromnym plusem posiadania królika jest to że mój syn wychował się na marchewkach i bardzo lubi je chrupać. Nie wiem jak inne dzieci, ale ja jak byłam w jego wieku po marchewkę sięgałam od święta.