O podbitym oku i tym, że dzieci jednak są sprytne.

O podbitym oku i tym, że dzieci jednak są sprytne.

8 października 2013 15 przez Anna

      Nie lubię pisać o przedszkolu, bo moje dziecko jest wiecznie chwalone. Pomaga kolegom i koleżankom, opiekuje się szczególnie jedną dziewczynką. Pomaga jej ubierać buty, bawią się razem. W ubiegłym tygodniu dostał nawet od jednej mamy czekoladę za to, ze dzielnie pomaga jej dziecku. No cóż, nie wiem jak wygląda ta pomoc, ale skoro wszyscy są zadowoleni w tym i mój syn, to jestem na tak. Wczoraj jednak zdarzył się wypadek, syn schował się przed nauczycielką w łazience i wpadł na iście genialny pomysł, który zakończył się rozciętą powieką i opuchlizną.

 kapek

     Jak to jest, że kiedy bardzo czegoś chcemy dążymy do tego i nawet kiedy coś boli wiemy, że musimy to przezwyciężyć? Teoretycznie takie myślenie wykształca się gdy jesteśmy już w miarę dużymi osobnikami, no bo wiadomo małe dzieci żyją tu i teraz. Jak boli to boli i nie ważne co będzie potem. Jednak moje dziecko dało mi wczoraj dowód na to, że i on mimo 4 lat zaczyna kombinować. Syn podbił sobie w przedszkolu oko o kran w łazience. Zwykły wypadek jakich wiele, no po prostu życie. Ale co zrobiło moje dziecko? Popłakało cicho w łazience, po czym wróciło na salę i jakby nigdy nic położyło się na leżak. Dopiero po chwili zawołał nauczycielkę, która w pierwszej chwili myślała, że się czymś ubrudził, a potem doznała szoku. Gdy po niego przyszłam, na początku sama nie zauważyłam, że coś jest nie tak, dopiero gdy podszedł zrobiło mi sie gorąco. Moje dziecko w szczegółach opowiedziało jak bez pozwolenia pani, bawili się w łazience i o tym, że nie poinformował jej o zajściu, po czym szybko dodał, że … on chce iść na trening i nic go nie boli. Na trening nie poszedł, bo bałam się o rankę, że przy przypadkowym uderzeniu strupek odpadnie i poleje się krew. Cel nie został osiągnięty, ale za to jestem pełna podziwu, bo pokonał swój ból po to aby osiągnąć cel. Przeraza mnie jeszcze jedna kwestia mianowicie brojenia pod nieuwagę opiekuna. Młode chowa się gdzieś i robi to co chce, mimo tego że mu nie wolno. Potem wszystko wychodzi na jaw, ale skutki są czasem poważniejsze… Szkoda że tych skutków dziecko nie przewiduje myśląc, że jemu się uda.

       I co ja mam zrobić z tym moim dzieckiem? Jak sprawić aby tej 18-nastki szczęśliwie dożył i się  nie zabił na widelcu? Ech… życie matki jest ciężkie. Niby dał mi słowo, że już nigdy więcej, ale co z tego skoro jutro wymyśli coś innego?

Ps. Pani w aptece gdy chciałam kupić maść dla syna, patrzyła się na mnie podejrzliwie, ale pan za mną to już w ogóle. Non stop sie wychylał i spoglądał na me dziecię… Wyszłam chyba na tą co maltretuje własne dziecko:-p.