Poznał ją!

Poznał ją!

15 marca 2015 5 przez Anna

     Budząc się rano, nie zdawał sobie sprawy, że to będzie właśnie ten dzień. Co prawda czuł, że jest coś nie tak, że za oknem nie dzieje się najlepiej, poza tym nie udało mu się zgonić z łóżka rodziców, tak jak marzył. Za to musiał bawić się sam w swoim pokoju i nawet włączył sobie bajkę, co dziesięć minut próbując zwlec tych strasznych leniwców z łóżka. Zapewne zastanawiał się, jak tak można marnować dzień. W końcu tyle jest rzeczy do zrobienia, a oni niewzruszeni odpowiadali coś bełkotliwie, proponując mu miejsce do spania obok siebie. No kto by spał, skoro zamiast tego można robić tyle ciekawych rzeczy?

     W trójkę szliśmy w deszczu, mały On ze swoją czerwoną parasolką, duży On obok mojej parasolki, bez swojej. Taka spora różnica wzrostu ma swoje minusy. Ja muszę za nim biec jak chihuahua na smyczy ze zwieszonym językiem i z maksymalnie wyciągniętą ręką w górę. No chciałam być dobrą żoną i ochronić męża przed deszczem, użyczając mu swojej parasolki, ale nie nadążałam. Z kolei oddając parasolkę w jego władanie, narażałam się na to, że deszcz będzie mi zacinał po oczach. Wyjście było jedno i oczywiste, On mókł wyprzedzając mnie o 3 kroki, a ja szłam sobie pod turkusową parasolką. Poza tym On wiecznie bez parasola chodzi. Moje wyrzuty sumienia jakby mniejsze były z tego powodu, że na niego padało, a na mnie jednak nie.

    Nareszcie weszliśmy do środka, zamykając za sobą duże brązowe drzwi. Po pokonaniu kilku schodków, powitały nas dwie dziewczynki oferujące pomoc i oprowadzenie. Tak, to było to miejsce. To była jego nowa szkoła, którą na razie widział tylko przez chwilę, ale już od września zasiądzie w jednej ze szkolnych ławek. Udało nam się nawet, zobaczyć przedstawienie, które mnie osobiście porwało, a młody jak to młody, wolał szaleć w salce zabaw i w sali gimnastycznej. Szkoła jak to szkoła, wydała się duża i przestronna, przynajmniej najmłodszemu. Obejrzał większość sal, wraz z tą świetlicową. On zwracał uwagę na zabawki, a ja wypytywałam Pani, o wszystko co jest tylko możliwe. Aż dziwne, że z takim spokojem rozwiewała każdą wątpliwość i z uśmiechem przyjmowała coraz to nowe pytania. Za to  Pan Tata, chodził, zaglądał, zaczepiał kadrę nauczycielską i uradowany oznajmiał, że to się zmieniło, a inne rzeczy nie. Każde z nas mimo, że przyszło po to samo, żyło w swoim własnym świecie i zwracało uwagę na zupełnie inne aspekty. Młode testowało basen z kulkami i mini zjeżdżalnię, a potem pobiegło na salę pograć w piłkę, podczas gdy ja próbowałam się nauczyć orientacji w terenie. A nie było to łatwe, dobrze przynajmniej, że w około chodziły chętne do pomocy dzieci, no i że miałam obok siebie przewodnika w postaci byłego wychowanka tej szkoły.

Po około godzinie, wróciliśmy do domu bogatsi o nowe doświadczenia i o zapewnienia dziecka, że jednak chce iść do tej szkoły. Do tej pory, batalia toczona była o inną, znaną mu z treningów podstawówkę. Ale ta nasza, położona praktycznie na osiedlu wygrała, bo miała basen z kulkami.

*Zdjęcie pochodzi z http://pixabay.com/pl/users/stux-12364

(Visited 22 times, 1 visits today)