Przedszkolak

3 września 2012 7 przez Anna

           Od dziś mój syn stał się pełnoprawnym przedszkolakiem, jestem dumna z tego jaki był dzielny i chętny do zapoznania się z nowymi obowiązkami. I choć wiem, że to dopiero fascynacja początkiem i najgorsze może dopiero przyjść, to jakoś jest mi lżej, że mały dał mi buziaka i pobiegł sie bawić. Nutka żalu jednak ukuła moje serce, bo oto zobaczyłam moje dziecko samo miedzy rówieśnikami i zdałam sobie sprawę, że już nic nie będzie takie jak kiedyś. Sentymentalna się zrobiłam przez te 2 dni:). Wczoraj jak mały spał nie mogłam się nadziwić że 3 lata temu miał 3 miesiące, a teraz juz dorosły chłopak sie z niego robi.

A ja? Siedzę sobie na wolnym w pustym mieszkaniu i nie chce mi sie sprzątać, zastanawiam się jak tam Kacper. Czy sie bawi, czy nie tęskni. Niby powinnam byc zaprawiona w bojach, a jednak nie. Cos mi każe tęsknic bardziej niż zwykle i myśleć co tam u mojego pisklaka się dzieje. Wczoraj dostrzegłam tez ogeromna róznice w patrzeniu matki na to jak dorasta, a poglądami ojca.

Gdy tak z rozrzewnieniem patrzyłam na śpiącego Kacpra, zwróciłam się do mojego T. z słowami ” Jak ten czas leci, już mamy przedszkolaka w domu” na co usłyszałam : ” Yhm, a za kilka lat sie wyprowadzi:)!”. oczywiście zdanie zostało wypowiedziane w żartach i z przekorą na moje wzdychanie, ale tak jakoś przyszło mi do głowy, że jednak zupełnie inaczej pojmujemy ten etap. Ja robię z tego coś mistycznego wręcz, a T. przyjmuje to jak naturalna kolej rzeczy. Nic niezwykłego, zupełna norma.