Przed napisaniem tego wpisu, postanowiłam przeszperać Internet w poszukiwaniu nazw odpowiadających kolejnym rocznicom ślubnym. Na co dzień zupełnie się tym nie interesuję, ale stwierdziłam, że jakoś trzeba ten post nazwać, a skoro człowiek nie ma pomysłu na tytuł, choć ogólny zarys tego, co chce przekazać tkwi w głowie, to lepiej uczepić się banału i napisać prosto z mostu. Dziś świętujemy naszą 3 rocznicę ślubu.

Nie świętujemy standardowo jak wszyscy. Nie kupujemy sobie drogich prezentów, a nawet nie kupujemy sobie jakichkolwiek upominków. Nie znoszę niepotrzebnych bibelotów, które zagracałyby niepotrzebnie przestrzeń więc zupełnie z takich rzeczy rezygnujemy. Zazwyczaj chodziliśmy na kolację do restauracji i spędzaliśmy razem czas, w tym roku o ile przeżyję wizytę u stomatologa, przygotuję coś do przekąszenia w domu. Nie będziemy z rozrzewnieniem przeglądać zdjęć ślubnych ( to już zrobiłam sama dzień wcześniej, żeby nikt nie pomyślał, że jestem sentymentalna:D), choć może… Będziemy się za to dziwić kolejny raz z rzędu, bo już trzeci, jakim cudem się nie pozabijaliśmy i może nawet będziemy snuć plany i założymy się o to, ile jeszcze przyjdzie nam ze sobą wytrzymać. Oby jak najdłużej.

Co dał nam ślub?

Powinnam napisać, że bezpieczeństwo i stabilizację, ale tak naprawdę zawsze czułam się stabilnie i bezpiecznie. Gdybym wcześniej tego nie czuła, wzięcie ślubu byłoby zupełnie bez sensu.

Z chwilą wypowiedzenia przysięgi ślubnej uregulowała się nasza sytuacja prawna i chrześcijańska. Chyba ta strona katolicka bardziej zyskała, bo życie codzienne nie zmieniło się zupełnie. Mogłabym napisać, że bardziej niż ślub można połączyć węzłe kredytowy, który zazwyczaj pojawia się zaraz po zawarciu małżeństwa, ale obecne banki wychodzą naprzeciw wolnym związkom i proponują wzięcie kredytu osobom, które w związku małżeńskim nie są. Więc ślub dla kredytu traci sens.

Wspólne nazwisko. Mimo, że nigdy mi na tym nie zależało to jednak tak, mam takie nazwisko jak chłopcy i chyba głównie mój młody się cieszy. Choć czasem dla zabawy woła mnie używając starych danych.

Mąż, żona. W końcu nie muszę się zastanawiać jak mówić o moim chłopie. Konkubent, przyjaciel, partner, towarzysz życia?  Z tej puli pasował mi jedynie partner i narzeczony, którego pominęłam w wyliczeniach. A i jeszcze ojciec dziecka mego😂. A teraz tak po prostu mąż krótko, zwięźle i na temat.

Gdybym teraz miała podjąć decyzję…

To mimo trudności i gorszych dni, wiedząc to, co wiem i pamiętając chwile, które przeżyliśmy, nie zmieniłabym jej. Co najzabawniejsze, za dokładnie 7 lat i 1 miesiąc, będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy ze sobą tyle samo ile byliśmy bez siebie. Bo te 3 lata to właściwie kropla w morzu, we wrześniu minie nam 10 wspólnych lat.