Zakupy z mężem.

Zakupy z mężem.

26 października 2015 21 przez Anna

    Raz na jakiś czas, kobieta udaje się na zakupy, aby sobie sprawić przyjemność, napatrzeć się na cuda, które oferują kolorowe stoiska i wydać trochę pieniędzy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wówczas cały świat jest przeciwko niej. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja, gdy idę do sklepu kupić coś konkretnego, natrafiam na mur nie do przeskoczenia, w postaci braku towaru lub ceny z kosmosu. A dobrze pamiętam, że nie dalej jak miesiąc temu, te same buciki były w każdym możliwym rozmiarze i w każdym możliwym kolorze do tego ich cena nie była tak kosmiczna. A teraz nie dość, że drogie, to w jakichś dziwacznych zieleniach i beżach. Gdzie jest czarny- ja się pytam!

   shoe-447866_1920

   Bite dwa tygodnie, przechadzałam się po okolicznych sklepach obuwniczych, w których miałam nadzieję dostać jakieś wygodne czółenka na nie za wysokim i niezbyt niskim obcasie, ( co by nie wyglądać jak krasnoludek przy własnym mężu, który to wymagania wysokościowe ma, że ho ho). Gdy po kolejnym wypadzie, zakończonym niepowodzeniem oznajmiłam, że jadę do sąsiedniej wioski, bo tam jest sklep i w nim pokładam ostatnią moją nadzieję, On oznajmił, że jedzie ze mną… Gest doceniłam, ale też dobrze wiedziałam jak wyglądają zakupy z facetem, którego znam nie od dziś. Będzie jęczał, stękał, wzdychał… A ja nie tego chcę. Próbowałam go zbyć, wymyślić milion powodów, dla których powinien zostać, a On i tak pojechał. Moja ostatnia nadzieja uleciała niczym dym z papierosa, pozostawiając trochę smrodu, bo moje niezadowolenie sięgało granic możliwości. Znowu nie było tego czego szukałam. Ja rozumiem, że zima idzie i w ogóle, ale żeby klasycznych czarnych czółenek nigdzie nie znaleźć? Omietliśmy wzrokiem ekspozycje obuwnicze i wyszliśmy z pustymi rękami.

    Jakież było moje zdziwienie i niezadowolenia, gdy stanęliśmy przed Deichmannem, w którym przecież byłam niedawno i nie widziałam nic ciekawego… Co było dalej? A dalej były zakupy ze zdeterminowanym facetem, który działał jak robot.  Błyskawicznie dostarczył mi kilka(naście) par butów do przymierzenia. A to wszystko po tym jak opisałam mu krok po kroku, czego szukam. Jako przykładna żona zajęłam się mierzeniem, para po parze, nie omijając ani jednej. I nagle poczułam, że to TE. Te jedne jedyne, które i tak mnie obetrą, ale są wygodne ładne i klasyczne.

     Nie zdążyłam założyć swoich balerinek, gdy powiew wiatru, pędzącego męża w kierunku kasy praktycznie zwalił mnie z nóg. Chyba się biedak bał, że się rozmyślę i ubiegając moje niezdecydowanie postanowił zapłacić, aby udaremnić mi ten niecny czyn. Prawda jest jednak taka, że będę mu za te zakupy dozgonnie wdzięczna. Bo znając mnie szpilek nie miałabym do dziś, a jest już po weselu. Bo przecież w całym mieście nie ma dla mnie odpowiedniej pary. Do tego jakimś cudem tak trafił, że po dwóch dniach spędzonych w całości na szpilkach, nogi rozbolały mnie dopiero w poniedziałek po przejściu na stare balerinki. Wnioski? Na zakupy będę chodzić zawsze z mężem.

(Visited 51 times, 1 visits today)

Polecam