Zastanawialiście się kiedyś po co dziecko ma mamę i tatę? Ja chyba stosunkowo niedawno odkryłam tajemnicę istnienia i już wiem! Jestem tego pewna i będę się tego twierdzenia trzymać. W tym momencie kłaniam się nisko samotnym rodzicom i podziwiam ich nade wszystko, bo to, że dają radę jest dla mnie dowodem na to, że się da, ale jednocześnie przyprawia mnie, o ból głowy, bo ja z własnym dzieckiem nie poradziłabym sobie.

          Nie wiem czemu zawsze gdy ma się coś zdarzyć z winy syna, to wyczuwam to gdzieś z tyłu  głowy. Wiem, że to się stanie, wiem że to już blisko, ale nie potrafię tego uniknąć. Moje dziecko jest jak bomba z opóźnionym zapłonem, nawet jeśli uda się je chwilowo ugłaskać, to i tak wybuchnie. Co niedzielę chodzimy do kościoła, co niedzielę jest grzeczny, ale są wyjątki. raz na jakieś 2 miesiące, albo lepiej raz na pół roku, moje dziecko musi pokazać różki i tej niedzieli było podobnie. W ramach uspokojenia wyszliśmy na zewnątrz, nie nie po to aby go sprać, bo jeszcze w takich sytuacjach nie mam takich chęci, ale po to, żeby się uspokoił. Jednak są takie dni, że uspokojenie nie przychodzi i spod wspomnianego kościoła trzeba się ewakuować, ale jak to zrobić kiedy dziecko za wszelką cenę chce zostać, i drze się w wniebogłosy bo ono chce iść na mszę, ale jednocześnie nie chce się uspokoić? No właśnie.. Po 20 minutach walki z własnym dzieckiem, trzymaniu go jak prosiaka w miejscach niebezpiecznych bo przecież auta jeżdżą, ulica blisko a on … No właśnie. Tak sobie myślę, że to zachowanie typowego dziecka, któremu zabrało się cukierka, które wie że zachowało się źle, ale chce za wszelką cenę udowodnić rodzicowi, że ma rację. Co by to nie było, jest ogromnie wyczerpujące, bo jak zachować spokój w takich sytuacjach? Jak się ulotnić do domu, skoro  Twoje dziecko waży ponad 20 kg i jak się zacznie wyginać to wzięcie na ręce jest niemożliwe? Gdy jednak uda się to małe zawlec do domu, jakimś nieopisanym cudem nie unikając przy tym gapiów, szeptów i innych takich. To człowiek ma  jedną myśl. Zatłuc! I tu pomocny staje się drugi rodzic, który przejmuje dowodzenie, pozwala na to aby pierwsza połówka ochłonęła i zabiera się za uspokajanie dziecka. Taka możliwość wyłączenia się z konfliktu jest nieoceniona, ogromnie potrzebna dla każdej ze stron i sprawia, że instynkt zabójcy pomału odchodzi. Dla tego z całym przekonaniem  i podziwem stwierdzam, że samotni rodzice są herosami. Oni nie mogą zostawić wszystkiego na barkach tej drugiej osoby, nie mogą się wyłączyć, nie mogą prawie nic. Muszą tkwić w danym konflikcie, bo przecież dziecka za drzwi nie wystawią.

Jestem można powiedzieć szczęściarą, bo czasem ciężar mogę zrzucić na partnera, bo go mam i mogę na niego liczyć. A to na prawdę wiele. Dobrze jest mieć świadomość, że ktoś w razie potrzeby rozładuje napięcie, przejmie pałeczkę i powie. Dobra jedno do jednego pokoju, drugie ze mną i spokój ma być. Zazwyczaj to ja jestem tym mediatorem, ale czasem postawiona jestem przed faktem dokonanym i jestem drugą bombą z opóźnionym zapłonem, której trzeba w porę odłączyć odpowiedni kabelek.